Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy oszacował rosyjskie straty osobowe we wrześniu 2026 roku na 46 230, najwięcej w tym roku, a analitycy ISW i Black Bird Group ocenili, że w tym samym miesiącu Rosja straciła na froncie więcej terenu, niż zdobyła. Te dane pokazują, że Moskwa płaci coraz więcej za coraz mniej, ale nie dowodzą jeszcze, że jej armia się kurczy.
W skrócie
- Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy oszacował wrześniowe straty osobowe Rosji na 46 230, co jest najwyższym wynikiem miesięcznym 2026 roku.
- Według szacunków ekonomisty Janisa Klugego w sierpniu Rosja zawierała około tysiąca kontraktów wojskowych dziennie, a od stycznia do sierpnia około 234 tys. wobec 260 tys. rok wcześniej.
- ISW obliczył wrześniowy bilans terytorialny Rosji na minus 80,81 km², a Black Bird Group na minus 190 km²; część tych zmian ujawniono z opóźnieniem i dotyczy walk z wcześniejszych miesięcy.
- Zestawienie strat z kontraktami nie mierzy ubytku armii, bo część rannych wraca do służby, ale wskazuje, że system uzupełnień działa bez zapasu.
- Rosyjskie wojska wciąż lokalnie nacierają, lecz kontrataki pod Łymanem, Kupiańskiem i Dobropolem oraz uderzenia w zaopatrzenie podnoszą cenę każdego szturmu.
Najdroższy miesiąc roku
Zacznijmy od ludzi, bo to stosunek strat do uzupełnień rozstrzyga, jak długo Rosja utrzyma obecną intensywność natarć. Według danych Sztabu Generalnego z 1 października rosyjskie straty osobowe we wrześniu wyniosły 46 230. W styczniu to samo źródło podawało 31 710, w lutym 26 090, a od marca liczby rosły niemal co miesiąc: do 39 290 w czerwcu, 42 860 w lipcu i 42 020 w sierpniu. Wrzesień był trzecim z rzędu miesiącem powyżej 40 tysięcy.

To ocena strony walczącej, niemożliwa do niezależnego sprawdzenia. Obejmuje ona, jak wyjaśnia Kyiv Independent, zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli, więc nie jest liczbą poległych. Niezależne szacunki wskazują jednak ten sam kierunek. Seth Jones i Riley McCabe z waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) ocenili w raporcie z 1 lipca, że w pierwszym półroczu rosyjskie straty bojowe sięgały 30–34 tys. miesięcznie, najpewniej więcej, niż wynosił miesięczny nabór, szacowany na około 27 tys.
Letnie listowie, które miało ukrywać rosyjską piechotę przed dronami, nie obniżyło strat: najwyższe liczby przyszły w miesiącach największej osłony roślinnej.
Po drugiej stronie rachunku stoi rekrutacja. Janis Kluge, ekonomista z berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka (SWP), w przeglądzie z 10 września oszacował liczbę nowych kontraktów na podstawie wydatków budżetów regionalnych na premie werbunkowe. Według niego w sierpniu Rosja zawierała około tysiąca kontraktów dziennie, mniej więcej o jedną piątą mniej niż przed rokiem, a od stycznia do sierpnia około 234 tys. wobec 260 tys. w tym samym okresie 2025 roku. Nabór słabł mimo wyższych wypłat i częstszego przymusu. Dane federalne za pierwsze półrocze pokazują jednak na razie niewielki wzrost; Kluge przypisuje tę rozbieżność głównie sezonowości wydatków budżetu centralnego.
Kontrakt to jeszcze nie żołnierz w okopie
Jeśli wrzesień utrzymał tempo sierpnia, Rosja podpisała około 30 tys. kontraktów, a straty według Sztabu Generalnego były półtora raza wyższe. Zestawienie jest efektowne, ale nie mówi, o ile zmalała armia. Część rannych po leczeniu wraca do jednostek, a kontrakty nie obejmują wszystkich źródeł uzupełnień, choćby rezerwistów. Odejmować wolno tylko wielkości tego samego rodzaju.
Sprawdźmy, co da się powiedzieć ostrożniej. Ukraiński wywiad, cytowany przez Euronews 28 sierpnia, podał, że w pierwszym półroczu Rosja straciła około 240 tys. żołnierzy, w tym około 140 tys. zabitych lub ciężko rannych, i zawarła 232 tys. kontraktów, wyraźnie więcej, niż wynika z regionalnych danych Klugego. Gdyby przyłożyć tę proporcję do wrześniowej liczby Sztabu Generalnego, pamiętając, że pochodzi z innego zestawu danych, ubytki trwałe sięgnęłyby około 27 tys., czyli niemal tyle, ile szacunkowo przybyło kontraktów. To prosty rachunek na niezweryfikowanych danych, nie pomiar. Pozwala jednak postawić tezę ostrożniejszą od hasła „straty przewyższają rekrutację”: rosyjski system uzupełnień nadąża mniej więcej, by stworzyć równowagę wpływu i wypływu rekruta, i nie buduje nadwyżki, z której dałoby się wystawić nowe zgrupowania.
Liczebność to połowa problemu. Zoe Neiman z londyńskiego Królewskiego Instytutu Studiów Obronnych (RUSI) w komentarzu z 29 września opisuje przymusowe zatrzymania i nakłanianie do kontraktów w co najmniej 17 regionach, a za główne ograniczenie Kremla uznaje nie brak mężczyzn, lecz rosnący koszt ich przekonania. Projekt Wieter udokumentował dla serwisu Nowaja Gazieta Jewropa 218 przypadków ciężko rannych żołnierzy odesłanych na front przed końcem leczenia. Jeśli uzupełnienia ledwie pokrywają ubytki, trudno o rezerwy do rotacji jednostek i czas na szkolenie. Szeregi da się w ten sposób wypełnić. Siły bojowej, jakiej wymaga szturm pod okiem dronów, już nie.
Mapa brutto, mapa netto i szara strefa
Na pierwszy rzut oka bilanse terytorialne sobie przeczą. Waszyngtoński Instytut Studiów nad Wojną (ISW) wyliczył w ocenie z 1 października, którą streszcza Euromaidan Press, że we wrześniu Rosja zajęła 175,54 km² i straciła 256,35 km², co daje bilans netto minus 80,81 km². W wariancie uwzględniającym infiltrację, czyli obszary, do których przeniknęły małe grupy bez ustanowienia kontroli, ubytek rośnie do 175,18 km². Fińska Black Bird Group podała minus 190 km² i nazwała to największą miesięczną stratą netto Rosji w swoim zbiorze danych od czerwca 2023 roku.

Rozbieżności wynikają głównie z definicji. Bilans netto to różnica między zdobyczami a stratami, więc wynik ujemny nie znaczy, że Rosjanie nigdzie nie nacierali. Żołnierz z flagą w piwnicy na skraju wsi nie oznacza też kontroli nad wsią. Szarą strefę, czyli pas, którego nie kontroluje żadna ze stron, jedni kartografowie zaznaczają wcześniej, inni czekają na dodatkowe potwierdzenia. Przy wynikach rzędu kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych taka różnica potrafi zmienić znak całego miesiąca.
Drugi problem to czas. Ukraiński 3. Korpus Armijny prowadził na północ od Łymanu działania zaczepne od przełomu wiosny i lata, ale jego dowódca Andrij Biłecki potwierdził operację Vivaldi dopiero 15 września, tłumacząc, że takie działania wymagają ciszy. ISW, cytowany przez Newsweek, zastrzegł, że nie wie, ile terenu Rosja straciła akurat we wrześniu, bo nie zna dat wyzwolenia okolic Łymanu. Black Bird Group dodaje, że jej statystyka odzwierciedla stan mapy w danym momencie i nie jest korygowana wstecz. Data ujawnienia nie jest datą wydarzenia.
Dlatego ważniejszy od jednego miesiąca jest trend. Według ISW od marca do września Rosja straciła netto 293,59 km² terenu pod trwałą kontrolą, a jej strefa obecności, liczona z infiltracją, powiększyła się o 174,44 km². To dwie różne miary i nie wolno ich od siebie odejmować. Razem mówią jednak coś ważnego: rosyjska piechota przenika dalej, niż Rosja potrafi utrzymać. Ujemny bilans w kwietniu i maju, skromne zyski latem i ponowny minus we wrześniu nie wyglądają na sezonową anomalię.
Kontrataki, które zabierają rezerwy
Wartości ukraińskich kontrataków nie mierzy się wyłącznie kilometrami. Ołena Dawlikanowa z Centrum Analiz Polityki Europejskiej (CEPA) opisuje w analizie z 2 października, jak w operacji Vivaldi środki walki radioelektronicznej oślepiały rosyjskie drony rozpoznawcze, a roboty lądowe oczyszczały drogi i stawiały miny przed piechotą. Skutek operacyjny waży więcej niż powierzchnia. Ośrodek Studiów Wschodnich odnotował 25 sierpnia, że Rosjanie nie potrafią pogłębić oskrzydlenia aglomeracji słowiańsko-kramatorskiej od północy właśnie z powodu kontrataków pod Łymanem. Zagrożona flanka wymaga osłony, a batalion pilnujący dróg zaopatrzenia nie szturmuje Słowiańska.

Podobna logika działa pod Kupiańskiem. Rosjanie od początku 2025 roku wykorzystywali przyczółki na zachodnim brzegu Oskołu do przenikania w stronę miasta. Pułk szturmowy R.U.G. z korpusu Gwardii Narodowej „Chartija” informował 3 września o oczyszczeniu kolejnych 4 km² między Dworiczną a Zapadnem. Dojście do rzeki mogłoby odciąć szlak, którym rosyjska piechota sączy się do Kupiańska.
Pod Dobropolem obraz jest najmniej jednoznaczny. Rosyjskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze weszły do miasta od wschodu i północnego wschodu, a 22 września rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło okrążenie tamtejszego punktu oporu. Cztery dni później dowódcy 1. Korpusu „Azow” i podporządkowanego mu operacyjnie 425. Pułku Szturmowego „Skela” zaprzeczyli tym doniesieniom, wskazując, że rosyjskie szturmy wykrwawiają się, zanim dotrą do ich pozycji. Rosjanie nie przestali jednak nacierać. Okrążenie wymaga dowodu odcięcia dróg i trwałej kontroli nad nimi, a takiego dowodu nie przedstawiono.
Tu muszę osłabić własną tezę. Niemal wszystkie dane o ukraińskich sukcesach i zadanych stratach pochodzą od strony ukraińskiej, która o własnych kosztach milczy. CSIS szacuje ukraińskie straty od lutego 2022 roku na 525–625 tys. zabitych i rannych. Ten sam raport ocenia, choć z dużą niepewnością, że w pierwszym półroczu 2026 roku stosunek strat rosyjskich do ukraińskich wzrósł do niemal 8:1. Aktywna obrona też zużywa ludzi.
Drony i logistyka podnoszą cenę szturmu
Wzrostu rosyjskich strat nie da się oddzielić od ukraińskich uderzeń w logistykę frontową. Projekt ACLED, zbierający dane o zdarzeniach zbrojnych, naliczył w raporcie z 30 lipca 361 ukraińskich ataków w pierwszym półroczu w korytarzu drogi R-280 i przepraw na Krym; dziewięć na dziesięć wykonały drony. Autorzy przewidywali, że rosyjskie zaopatrzenie na południu stanie się wolniejsze, droższe i mniej przewidywalne, zastrzegając, że liczą ataki, a nie zniszczenia.
Mechanizm jest prosty. Bez paliwa nie pracują generatory, bez prądu nie naładuje się akumulatorów dronów i zagłuszarek, więc piechota traci osłonę przed dronami przeciwnika. Grupy zaopatrzeniowe chodzą pieszo albo jeżdżą motocyklami i same stają się celem. Ewakuacja rannych spod stałej obserwacji bywa niemożliwa, a ranny, którego nie da się wynieść, może zasilić straty bezpowrotne.


Dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Robert Browdi „Madiar” podał 6 października, że w pierwszych pięciu dniach miesiąca drony jego formacji zabiły lub raniły 2699 Rosjan wobec 1931 w analogicznym okresie września. Trafienie nie jest jednak potwierdzoną śmiercią, a wzrost strat może mieć inne przyczyny: opadanie liści, umocnienia, teren albo decyzję rosyjskiego dowództwa, by nacierać bez względu na cenę. Współwystępowanie nie dowodzi przyczynowości. Dowodzi tyle, że rosyjskie natarcie toczy się w warunkach, które systematycznie podnoszą jego koszt.
Meldunki z innej wojny
Na tym tle oficjalny rosyjski obraz wojny opisuje jakby inny front. Na forum klubu Wałdaj 1 października Władimir Putin oświadczył, że we wrześniu Rosja przejęła kontrolę nad 1301 km², i mówił o przyspieszeniu natarcia. ISW zestawił tę liczbę ze swoim bilansem minus 80,81 km² i przyznał, że nie umie rozstrzygnąć, czy Putin świadomie podaje fałsz, czy przyjmuje fikcyjne dane, będące wytworem „kultury kłamstwa głęboko zakorzenionej w rosyjskiej strukturze dowodzenia”. Samo wystąpienie na Wałdaju analizowaliśmy osobno.
Takich rozjazdów jest więcej. Minister obrony Andriej Biełousow już w listopadzie 2025 roku gratulował żołnierzom zajęcia Małej Tokmaczki pod Orichowem, tymczasem, jak przypomina Ukraińska Prawda, według DeepState Rosjanie dotarli tylko do jej południowo-wschodniej części. Rosyjskie dowództwo ogłosiło zdobycie Konstantynówki na początku lipca, a kilka dni później Meduza ustaliła, że ukraińskie oddziały wciąż trzymają pozycje w centrum miasta.

Propaganda to jednak co innego niż obieg informacji wewnątrz armii i tu przebiega granica dowodów. Nie znamy publicznie udokumentowanego przypadku rozkazu wydanego we wrześniu na podstawie fałszywego meldunku. Mechanizm łatwo natomiast opisać. Dowódca ma motywację, by zgłosić wykonanie zadania, a jego przełożony, by przekazać wyżej jeszcze korzystniejszy obraz. Jeśli rezerwy rozdziela się według takiej mapy, kolejne oddziały dostają zadania oderwane od rzeczywistości. To hipoteza, nie ustalenie, choć zgodna z obserwowanym wzorcem.
Mobilizacja i uderzenia w tyły nie zastąpią przełomu
Moskwa ma dwie dźwignie, by zmienić ten rachunek. Pierwsza to mobilizacja. Ukraiński wywiad twierdził w sierpniu, że Kreml postanowił powołać po 300 tys. ludzi w 2026 i 2027 roku i ogłosi to po wyborach do Dumy 18–20 września. Alyssa Dowling z Jamestown Foundation odnotowała na początku października, że te obawy się nie zmaterializowały: Kreml trzyma się rekrutacji kontraktowej, a dekretem z 28 września powiększył etat sił zbrojnych o 15,5 tys. żołnierzy. Black Bird Group dopuszcza ograniczoną mobilizację, by utworzyć zgrupowanie do natarcia na północy Ukrainy, ale zastrzega, że wynik zależałby od sposobu użycia ludzi.
The Moscow Times zwraca uwagę na brak oficerów, struktur dowodzenia i sprzętu, a analityk wojskowy Dmitrij Kuzniec ocenia, że samo zwiększenie liczebności zgrupowania nie przyniosłoby porównywalnej poprawy jego skuteczności. Mobilizacja usunęłaby ograniczenie liczbowe, nie jakościowe. Jeśli nowych żołnierzy znów rozrzuci się po małych grupach infiltracyjnych, przedłuży obecny sposób walki, ale go nie zmieni.
Druga dźwignia to uderzenia w ukraińskie zaplecze. Od początku września Rosja nasiliła ataki na koleje, mosty, porty i energetykę, a w nocy z 6 na 7 października wystrzeliła około 70 rakiet i 130 dronów. Kampania testuje odporność ukraińskiego zaplecza, a szkody cywilne są realne bez względu na efekt militarny. Black Bird Group ocenia jednak, że raczej nie wymusi ona ustępstw politycznych, choć może odciągnąć część ukraińskich zasobów od frontu. Moim zdaniem ten związek jest luźniejszy, niż się często zakłada: środki do zwalczania pocisków manewrujących nad miastami nie są w pełni wymienne z tym, czego potrzebuje piechota w okopach.

Ukraińska zdolność odtwarzania sił też ma granice. Szef Biura Prezydenta Kyryło Budanow mówił pod koniec sierpnia, że kraj nie może mobilizować mniej niż 30 tys. ludzi miesięcznie, a liczba żołnierzy, którzy w czasie wojny opuścili jednostki bez zezwolenia, przekroczyła według Euromaidan Press 100 tys. Wsparcie zachodnie nie wyschło. Według Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii w maju i czerwcu instytucje europejskie przyznały w ramach nowej pożyczki dla Ukrainy prawie 11 mld euro, ale Europa nadal zależy od dostępu do amerykańskiego uzbrojenia.
Słabnie natarcie, nie machina wojenna
Czy spowolnienie świadczy o trwałym osłabieniu rosyjskich możliwości, czy jest przejściowym etapem wojny na wyczerpanie? Moja ocena: dowody wskazują na trwałe osłabienie zdolności ofensywnej, nie zdolności prowadzenia wojny. Rosja uzupełnia straty i utrzymuje presję na wielu odcinkach, ale od marca nie przekuwa tego w wynik terytorialny, a jakość uzupełnień spada. Wrzesień nie zapoczątkował tego trendu, tylko go uwidocznił.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz na zimę to dalsze wyniszczanie z lokalnymi postępami pod Konstantynówką i Dobropolem oraz kampanią przeciw energetyce. Wariant mobilizacyjny wymagałby od Kremla przyjęcia kosztu politycznego i miesięcy na szkolenie, kadry i sprzęt. Trend odwróciłby się na korzyść Rosji przede wszystkim wtedy, gdyby Ukraina przestała uzupełniać własne brygady albo zabrakło jej zachodniej obrony powietrznej i amunicji. Black Bird Group uważa zajęcie całego obwodu donieckiego do 2027 roku za coraz mniej prawdopodobne. Podzielam tę ocenę, ale to prognoza, nie fakt.
Najważniejsze niewiadome to podział rosyjskich strat na bezpowrotne i czasowe, skala strat ukraińskich oraz rzeczywista liczba kontraktów kryjąca się za danymi federalnymi. Ocenę mogłyby zmienić wrześniowe i październikowe dane Klugego, ewentualny dekret mobilizacyjny oraz październikowy bilans ISW. Na razie Moskwa kupuje ludźmi czas, lecz nie kupuje w ten sposób zwycięstwa.
Autor: Artur Żak








