Matrioszka atakuje Demokratów przed wyborami połówkowymi w USA

Rosyjska sieć dezinformacyjna Matrioszka uderza niemal wyłącznie w kandydatów Demokratów przed wyborami połówkowymi w USA: Bloomberg przeanalizował 130 jej fałszywych filmów i przerobionych okładek gazet, a liczniki ich wyświetleń na X pompowały boty. Operacja jest dobrze udokumentowana, jej wpływu na wyborców nikt nie zmierzył, a amerykański wywiad – według relacji New York Timesa – ocenia, że przed głosowaniem 3 listopada Moskwie chodzi bardziej o chaos niż o zwycięstwo jednej partii.

W skrócie

  • Bloomberg przeanalizował 130 fałszywek rosyjskiej sieci Matrioszka z okresu 10 września – 9 października; uderzały w Demokratów w 20 z 35 wyścigów do Senatu i w 29 z 36 wyborów gubernatorskich.
  • Według szacunku grupy Antibot4Navalny z przeciętnie 56 tys. wyświetleń posta kampanii na X organicznych, czyli niewygenerowanych przez boty, mogło być tylko około 2,1 tys. (3,8 proc.).
  • Firma Graphika z wysoką pewnością łączy te materiały z rosyjską operacją Overload, ale nikt publicznie nie wskazał, kto zatwierdził konkretny atak.
  • Według relacji New York Timesa amerykańskie służby uznają, że Kreml zatwierdził kampanię nastawioną na chaos, i nie widzą prób ataku na maszyny do głosowania.
  • Nie ma danych, że fałszywki zmieniły poglądy wyborców; ryzyko rośnie tam, gdzie trafiają na krajowy spór o uczciwość wyborów.

Sto trzydzieści fałszywek, jeden adresat

Film wygląda jak materiał ABC News: James Talarico, kandydat Demokratów do Senatu z Teksasu, miał płacić modelkom z OnlyFans. Inny klip z logo CBS News informuje, że urząd skarbowy IRS wykrył osiem niezgłoszonych nieruchomości senatora Jona Ossoffa z Georgii. Talarico zdementował zarzut przez rzecznika, a zarzutu wobec Ossoffa nie potwierdzają publiczne rejestry. Oba filmy pochodzą ze zbioru, który 16 października opisał Bloomberg.

Zbiór opiera się na ustaleniach Antibot4Navalny, anonimowej grupy ochotników tropiącej rosyjskie sieci botów; potwierdzili je i uzupełnili analitycy dTeam oraz amerykańskiej firmy Graphika. Według Bloomberga (omówienie w TVP World) kampania uderzała w Demokratów w 20 z 35 wyścigów do Senatu i w 29 z 36 wyborów gubernatorskich. Stąd w zbiorze senator Amy Klobuchar, która walczy w tym roku o fotel gubernatora Minnesoty.

Zachodnia fasada Kapitolu USA z kopułą, trawnikiem i schodami w słoneczny dzień
Zachodnia fasada Kapitolu w Waszyngtonie: 3 listopada 2026 r. rozstrzygnie się m.in. 35 wyścigów do Senatu i 36 wyborów gubernatorskich. Fot. Architect of the Capitol / domena publiczna

Pierwszą falę, z 10–14 września, opisała Graphika. Wśród dziewięciu celów byli Ossoff, Talarico oraz kandydaci do Senatu Sherrod Brown z Ohio i Roy Cooper z Karoliny Północnej, oskarżani zbiorczo o korupcję, antysemityzm i nadużycia. Cooperowi sieć przypisała, jak ustalił niezależny rosyjski portal The Insider, zmyśloną zapowiedź wpuszczenia do USA kolejnych 12–15 mln imigrantów.

Drugi filar to gwiazdy. AFP udokumentowała klipy, w których m.in. Alyson Hannigan czy Eric Roberts „ujawniają” zbrodnie Demokratów, a Sarah Jessica Parker nazywa nazistami Wołodymyra Zełenskiego i Demokratów. Pytani przez agencję aktorzy odcięli się od nagrań.

Najciekawszy jest trzeci wątek. Graphika odnotowała filmy podszyte pod BBC, CNN i Politico, według których to Demokraci prowadzą operacje pod fałszywą flagą, czyli podszywają się pod przeciwnika. Dla uwiarygodnienia powoływały się na francuską agencję VIGINUM i Brandy Zadrozny – badającą dezinformację dziennikarkę MS NOW (dawniej MSNBC). To szczepionka na przyszłość: każde kolejne ujawnienie rosyjskiej operacji wpływu ma wyglądać jak element partyjnej gry.

Kto stoi za Matrioszką i gdzie kończy się wiedza

Nazwę Matrioszka nadała sieci Antibot4Navalny. W czerwcu 2024 r. VIGINUM, francuska służba do walki z zagranicznymi ingerencjami cyfrowymi, opisała ją jako kampanię prowadzoną co najmniej od września 2023 r. i wymierzoną w media, polityków oraz weryfikatorów informacji z ponad 60 krajów. Większość materiałów krążyła wcześniej na rosyjskich kanałach w Telegramie. VIGINUM uznała, że kampania spełnia kryteria takiej ingerencji.

Nazwy nie są w pełni wymienne. Graphika i fińska firma CheckFirst mówią o Operation Overload, Microsoft o Storm-1679, a londyński Institute for Strategic Dialogue (ISD) traktuje te określenia jak synonimy. Ostrożniejsza jest VIGINUM: w dokumencie metodologicznym ze stycznia 2026 r. zachowuje Matrioszkę i Storm-1679 jako osobne zestawy działań, czasem grupowane pod nazwą Overload, bo nie ustaliła łączącego je śladu technicznego. Odrębne są też Storm-1516, który Microsoft śledzi osobno, oraz Doppelgänger, sieć klonów prawdziwych serwisów informacyjnych przypisywana rosyjskiej Agencji Projektowania Społecznego i firmie Structura. Liczby z raportu firmy Alethea o październikowej fali Doppelgängera nie opisują więc Matrioszki.

Infografika: cztery szczeble atrybucji Matrioszki, od rosyjskiego zaplecza po brak dowodów na rozkaz
Drabina atrybucji Matrioszki: im poważniejsze oskarżenie, tym mniej publicznych dowodów. Stan na 20.10.2026. Grafika: BlackSky.info

Atrybucję trzeba rozpisać na szczeble. Najmocniejszy jest pierwszy: rosyjskie zaplecze. CheckFirst i organizacja Reset Tech wskazały w 2024 r. domowy adres IP w Rosji, z którego wysyłano e-maile operacji, a ISD wyłowił w hiszpańskojęzycznym poście skrót „SvDP”, kalkę rosyjskiego tłumaczenia nazwy niemieckiej FDP. Drugi szczebel to wykonawca: Graphika ocenia „z wysoką pewnością”, że narracje przeciw Demokratom stworzyły operacja Overload i Fundacja Walki z Niesprawiedliwością, założona przez Jewgienija Prigożyna. Trzeci, zatwierdzenie przez Kreml, opiera się na relacji New York Timesa z 18 września: według niejawnych ocen wywiadu USA Kreml „ponownie zatwierdził” cyfrową kampanię wpływu. To jednak przekaz anonimowych urzędników, a nie odtajniony dokument. Czwarty szczebel pozostaje pusty: nikt publicznie nie pokazał, kto zatwierdził konkretny film przeciw konkretnemu kandydatowi. Atrybucja sięga ekosystemu, nie rozkazu.

Cudza twarz, cudze logo, sztuczny zasięg

Matrioszka nie buduje własnej wiarygodności, tylko pożycza cudzą: logo redakcji, twarz gwiazdy, ton reportażu. Nie każdy jej film to zresztą deepfake, czyli nagranie z syntetyczną twarzą lub głosem: Graphika opisuje autentyczne nagrania Parker i Julii Roberts z dopisanymi napisami, AFP – sklonowany głos Alyson Hannigan i przerobione pozdrowienia z Cameo, serwisu, w którym gwiazdy nagrywają je fanom za opłatą. Generatywna AI przyspiesza podrabianie głosu, ale rdzeń metody jest starszy: chodzi o sfałszowanie pochodzenia przekazu, nie o doskonałość obrazu.

Dystrybucja ma kilka pięter. Jedne konta publikują plik, kolejne go cytują i oznaczają redakcje, a operatorzy w e-mailach proszą weryfikatorów informacji o zbadanie fałszywki; od stycznia do września 2024 r. CheckFirst naliczył około 71 tys. takich e-maili. Bloomberg opisuje też rytm: 5–10 narracji w każdy dzień roboczy, zwykle przed południem, i wolne weekendy. To pasuje do etatowego zespołu, ale nie dowodzi, kto i gdzie siedzi przy klawiaturze.

Najmocniejsze dowody manipulacji dotyczą liczników. Film o Klobuchar miał 155 300 wyświetleń, dwa polubienia i zero podań dalej. Materiał o Talarico zebrał 35 tys. wyświetleń z konta, które miało 35 obserwujących i wcześniej pisało wyłącznie po japońsku. Według Antibot4Navalny posty Matrioszki potrafią w pierwszej godzinie dobić do 200 tys. wyświetleń, a potem stanąć w miejscu. Grupa szacuje też, że z przeciętnie 56 tys. wyświetleń dwudziestu postów kampanii organicznych mogło być około 2,1 tys. To jej własne wyliczenie, nie audyt platformy.

Wykres: 56 tys. wyświetleń na X wobec ok. 2,1 tys. organicznych; film o Klobuchar: 155 300 wyświetleń, 2 polubienia
Przeciętny post kampanii pokazywał na X 56 tys. wyświetleń; według szacunku Antibot4Navalny organicznych mogło być ok. 2,1 tys. Grafika: BlackSky.info

Tu trzeba osłabić efektowne wnioski. Według definicji X wyświetlenie to każde obejrzenie posta przez zalogowanego użytkownika, także wielokrotne, a nie unikatowy odbiorca. Licznik nie mówi, czy patrzył Amerykanin, a tym bardziej czyj wyborca. Mało polubień nie dowodzi braku ludzi, bo większość widzów nie klika, a zasięg konta bez obserwujących może wynikać z rekomendacji algorytmu. Mocną przesłanką automatyzacji jest dopiero zbieg cech: uśpione konta, prawie zerowe interakcje i wykres, który rośnie pionowo, a potem urywa się jak nożem uciął. 155 300 wyświetleń to nie 155 300 przekonanych wyborców.

Po co pompować liczniki? Najprościej: pozorna popularność ma przyciągać prawdziwych użytkowników. Kusi też hipoteza rozliczeniowa, że wykonawcy wykazują w ten sposób przełożonym „zasięgi”. Taką sprawozdawczość znamy z innych operacji: akt oskarżenia wobec petersburskiej Agencji Badań Internetu, czyli farmy trolli, opisuje raporty z metrykami, a wyciek z Agencji Projektowania Społecznego, o którym pisaliśmy w czerwcu, ujawnił wskaźniki skuteczności i pion raportowania. Dla Matrioszki takich dokumentów nie ma.

Moderacja tnie zasoby, nie zdolność. Według Bloomberga X zawiesił około 80 proc. kont śledzonych przez badaczy, ale w ich miejsce wyrastają nowe. Ogłoszone 14 października zawieszenie ponad 13 tys. kont objęło trzy operacje, powiązane z Iranem, Rosją i Chinami, więc nie mierzy wielkości samej Matrioszki.

AFP pisze, że takie kampanie często mają minimalny efekt, a David Corn z „Mother Jones” ocenia, że ta na razie nie zdobyła dużego zasięgu. Inaczej było w lutym 2025 roku, gdy Elon Musk udostępnił sfabrykowany film stylizowany na E! News o rzekomych płatnościach USAID [Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego – red.] dla gwiazd odwiedzających Ukrainę, a The Insider uznał Matrioszkę za jego prawdopodobne źródło. Prawdziwym mnożnikiem nie są boty, lecz autentyczne konta z milionami obserwujących.

Jednostronny atak to nie nowość: lekcja z 2016 i 2020 roku

Czy jednostronność tej kampanii przeczy tezie, że Rosja zawsze gra na obie strony? Dokumenty pokazują, że jedno nie wyklucza drugiego. W akcie oskarżenia z lutego 2018 r. zespół specjalnego prokuratora Roberta Muellera cytuje wytyczne farmy trolli z lutego 2016 r.: „wykorzystywać każdą okazję, by krytykować Hillary i resztę (z wyjątkiem Sandersa i Trumpa – ich wspieramy)”. Już strategia z 2014 r. zakładała jednak „szerzenie nieufności wobec kandydatów i systemu politycznego w ogóle”. Latem 2016 r. trolle oskarżały Demokratów o fałszowanie wyborów, a 12 listopada, już po głosowaniu, zorganizowały w Nowym Jorku jednocześnie wiec poparcia dla Trumpa i protest „Trump NIE jest moim prezydentem”.

Biurowiec przy ul. Sawuszkina 55 w Petersburgu o zmierzchu, mokra ulica i bezlistne drzewa
Budynek przy ul. Sawuszkina 55 w Petersburgu, w którym według aktu oskarżenia z 2018 r. mieściło się od ok. 2014 r. biuro Agencji Badań Internetu, tzw. farmy trolli. Zdjęcie z kwietnia 2018 r. Fot. Charles Maynes / Głos Ameryki, domena publiczna

Cztery lata później było podobnie. Według odtajnionej w 2021 r. oceny amerykańskiego wywiadu Putin zatwierdził operacje, które miały dyskredytować Joego Bidena i Partię Demokratyczną, wspierać Trumpa, podważać zaufanie do procesu wyborczego i pogłębiać podziały. W prawyborach rosyjskie konta wspierały outsiderów z obu partii, by potem twierdzić, że kandydatom establishmentu pomogły fałszerstwa. Symetrii nie było i wtedy.

Kampania z 2026 r. wpisuje się w ten wzór: ostrze wymierzone w jedną partię i równoległa gra na nieufność wobec systemu. Według części rozmówców New York Timesa głównym celem jest siać chaos, a nie pomóc jednej partii, choć przykłady wskazane przez niezależnych badaczy „atakowały wyłącznie kandydatów Demokratów w stanach wahających się”. Urzędnicy ocenili też kampanię jako mniej rozległą lub mniej skoordynowaną niż niektóre wcześniejsze.

Wyrównane wyścigi tłumaczą ataki na Ossoffa czy Coopera, ale nie zasięg obejmujący 29 z 36 wyborów gubernatorskich – to raczej pokrycie całej mapy. Wnioski ogranicza jednak próba: jedna sieć, jeden miesiąc, zbiór wyselekcjonowany przez badaczy. X twierdzi, że usunięte przez niego sieci celowały w polityków „z całego spektrum politycznego”, ale nie rozpisał tego na operacje. Asymetria jest faktem w tej próbie, a nie prawem natury.

Ukraina: motyw propagandy czy cel polityki

Wątek ukraiński pojawia się w materiałach wprost: poza fałszywą Parker także celebryci z nagrań opisanych przez The Insidera zarzucają Demokratom wspieranie „reżimu Zełenskiego”. Według oceny wywiadu z 2021 r. Rosja chciała m.in. ograniczyć poparcie administracji Trumpa dla Ukrainy, a szerzej osłabić Waszyngton, bo słabsze Stany Zjednoczone byłyby bardziej otwarte na geopolityczne targi z Rosją.

Motyw w propagandzie nie jest jednak skutkiem. Sondaż think tanku Chicago Council on Global Affairs i Ipsos z 6–8 lutego 2026 r. pokazał, że pomoc wojskową dla Ukrainy popiera 57 proc. Amerykanów: 72 proc. Demokratów, 58 proc. niezależnych i 43 proc. Republikanów. Matrioszka bije więc w obóz, w którym poparcie dla Kijowa jest najsilniejsze. To zgodne z zamiarem osłabienia proukraińskiej koalicji, ale nie ma danych, że fałszywki te liczby zmieniły.

Równolegle w Waszyngtonie zapadały decyzje wygodne dla Moskwy. Trump po rozmowie z Putinem ogłosił umowę 9 października na dostawy rosyjskiego oleju napędowego, a Departament Skarbu wyłączył spod sankcji paliwo już załadowane na tankowce. Rynkowe tło opisywaliśmy w tekście o cenach diesla. Naciskając na Kijów w sprawie uderzeń w rosyjskie rafinerie, Waszyngton czasowo ograniczył też przekazywanie mu danych wywiadowczych; 18 października Zełenski poinformował, że wymianę przywrócono.

Donald Trump i Władimir Putin stoją obok siebie na tle niebieskiej ścianki, Alaska 2025
Donald Trump i Władimir Putin w bazie Elmendorf-Richardson w Anchorage, 15 sierpnia 2025 r. Po rozmowie telefonicznej z Putinem 9 października 2026 r. Trump ogłosił umowę na dostawy rosyjskiego oleju napędowego. Fot. Daniel Torok / Biały Dom, domena publiczna

Kusi, by dopisać do tego rosyjski scenariusz, ale źródła wskazują prostsze wyjaśnienia: Trump tłumaczył umowę cenami paliw dla rolników i kierowców ciężarówek, czyli wyborczą kalkulacją, nawet jeśli chybioną. Publicznych dowodów, że Kreml sterował tymi decyzjami, brak, a zbieżność interesów nie dowodzi koordynacji. Kreml umie za to podchwytywać cudze narracje. Na przykład 24 stycznia 2025 r. Putin powiedział w państwowej telewizji, że nie może nie zgodzić się z Trumpem, iż „gdyby był prezydentem, gdyby w 2020 roku nie ukradziono mu zwycięstwa, to może nie byłoby tego kryzysu na Ukrainie, który powstał w 2022 roku”.

Od nieufności do kryzysu: gdzie leży próg

Donald Trump i Tom Llamas z NBC News naprzeciw siebie w Gabinecie Owalnym, wokół oświetlenie i kamery
Donald Trump w rozmowie z Tomem Llamasem z NBC News w Gabinecie Owalnym, 4 lutego 2026 r. Fot. Molly Riley / Biały Dom, domena publiczna

Dla zaufania do wyborów kluczowy jest jednak kontekst amerykański. Tom Llamas z NBC News zapytał 4 lutego 2026 r. Trumpa o pomysł „nacjonalizacji” wyborów, które w USA organizują stany. Prezydent mówił o korupcji w Detroit, Filadelfii i Atlancie oraz o dowodach tożsamości wyborców, po czym dodał:

Jeśli będziemy musieli wprowadzić kontrolę federalną zamiast stanowej – pamiętajcie, one [stany] są tak naprawdę pośrednikiem. (…) zbierają głosy dla tego, kto wygrywa wybory. Jeśli nie potrafią zrobić tego uczciwie i nie da się tego zrobić właściwie i terminowo, to musi się wydarzyć coś innego.

Llamas: -Czy zaufa pan wynikom wyborów połówkowych, jeśli Republikanie stracą kontrolę nad Kongresem?”

Trump: -Zaufam, jeśli wybory będą uczciwe.

– Donald Trump w rozmowie z NBC News, 4 lutego 2026 r. (zapis wywiadu)

W tej samej rozmowie Trump stwierdził, że oszustwa były nawet w wyborach 2024 r., które wygrał, tylko jego zwycięstwo było zbyt duże, by je sfałszować. Wątek rosyjski nazwał mistyfikacją i wskazał na Chiny. Paradoks jest czytelny: polityk, który uzależnia uznanie wyniku od uczciwości wyborów, lekceważy rosyjską ingerencję, a jego własne służby, według relacji NYT, opisały jesienią jej kolejną kampanię.

Matrioszka dostarcza do tego sporu gotowych klocków. Narracja o fałszywej fladze Demokratów z góry podważa przyszłe ustalenia o rosyjskiej ingerencji. Materiałów o sfałszowanych” wyborach 2026 r. w dokumentacji jesiennej kampanii jeszcze nie ma, ale precedensy z 2016 i 2020 r. pokazują, że takie narracje pojawiały się przed głosowaniem i po nim.

Klocki podsuwa jej czasem sama druga strona. Między 8 a 11 października ukraińskie drony uderzyły w trzy centra danych Yandexu. Zełenski mówił 12 października na Warsaw Security Forum, że w sieci „nagle zrobiło się trochę łatwiej oddychać”, bo było mniej botów. Dane tego nie potwierdzają. Według Cloudflare’a, firmy obsługującej dużą część ruchu w internecie, spadł głównie ruch robotów indeksujących wyszukiwarki Yandexa, a złośliwa automatyzacja z jego chmury przeniosła się do innych rosyjskich dostawców. W ruchu do funkcji publikowania, odpowiedzi i polubień jednej z platform społecznościowych firma nie widzi nieoczekiwanej zmiany, choć zastrzega, że zna tylko własne dane. Spadku nie odnotowała też Antibot4Navalny, która 15 października ostrzegła, że boty Matrioszki już ćwiczą użycie tej przesady przeciw proukraińskim politykom i mediom. Przesada sojusznika staje się amunicją przeciwnika.

Po uderzeniach w centra danych Yandexu spadł głównie ruch robotów indeksujących wyszukiwarki; dane Cloudflare nie potwierdzają „uciszenia botów” w sieciach społecznościowych. Grafika: BlackSky.info
Po uderzeniach w centra danych Yandexu spadł głównie ruch robotów indeksujących wyszukiwarki; dane Cloudflare nie potwierdzają „uciszenia botów” w sieciach społecznościowych. Grafika: BlackSky.info

Próg eskalacji trzeba opisać kryteriami, nie metaforą. Polaryzacja, w której obozy nie ufają sobie ani instytucjom, to stan wyjściowy. Pierwszym progiem jest kryzys konstytucyjny: instytucje spierają się, kto ma prawo rozstrzygnąć wynik, stanowe organy odmawiają jego zatwierdzenia (certyfikacji), władza federalna próbuje przejąć liczenie głosów albo ktoś lekceważy wyroki sądów. O wojnie domowej można mówić dopiero przy zorganizowanej, zbrojnej i długotrwałej przemocy, zwykle połączonej z rozłamem w siłach bezpieczeństwa. Na 20 października widać tylko zapowiedź pierwszego progu: warunkowe deklaracje o uznaniu wyniku. Dostępny materiał nie zawiera też badań łączących kontakt z fałszywkami ze spadkiem zaufania czy gotowością do przemocy politycznej.

Osobną kategorią są zagrożenia techniczne. FBI i agencja cyberbezpieczeństwa CISA ostrzegły 16 października urzędników wyborczych przed phishingiem, smishingiem (wyłudzeniami przez SMS i komunikatory) i nagraniami deepfake, nie wskazując sprawców. Według relacji NYT wywiad nie stwierdził prób ataku na maszyny do głosowania. Operacja wpływu i włamanie do systemu liczenia głosów to różne zjawiska. Rosyjska propaganda cyfrowa może dostarczać narracji, ale o certyfikacji, sądach i ulicy zdecydują Amerykanie. Matrioszka może dolać paliwa. Zapałki trzyma kto inny.

Co wiemy dwa tygodnie przed głosowaniem

Czy rosyjskie operacje wpływu wzmacniają polaryzację i podważają gotowość Amerykanów do uznania wyników? Próbują, a dowody na zamiar i działanie są mocne. Hipoteza, że doraźne ataki na kandydatów idą w parze z długofalowym podkopywaniem zaufania do instytucji, ma oparcie w dokumentach z 2016, 2020 i 2026 r. Teza, że Kreml dąży do wojny domowej w Ameryce, nie ma natomiast w dostępnym materiale żadnego dowodu. Nie wiemy też, ilu Amerykanów zobaczyło fałszywki, ilu w nie uwierzyło i czy ktoś zmienił przez nie głos. Fałszywka bez amerykańskiego głośnika zostaje w sieci botów. Z głośnikiem staje się częścią sporu o to, kto naprawdę wygrał.

Autor: Artur Żak

Udostępnij w mediach społecznościowych