Z ponad trzystu spraw, w których od lutego 2022 r. na Zachodzie sprawdzano rosyjski trop, tylko w około czterdziestu konkretnych zdarzeniach dowody prowadzą do Moskwy naprawdę mocno. Aż 29 z nich przypada na 2024 r. Nie musi to znaczyć, że Kreml odpuścił: od pożaru do ustalenia, kto go zamówił, mija zwykle od pół roku do ponad dwóch lat. Na te statystyki nakłada się już wrześniowa fala: od 30 sierpnia do 21 września ponad dwadzieścia zdarzeń, od dronów i pożarów zakładów po zatrzymania i akty oskarżenia, a ich weryfikacja dopiero się zaczyna.
W skrócie
- Z ponad trzystu podejrzeń rosyjskiej dywersji i sabotażu z lat 2022–2026 mocne dowody przeciw rosyjskiemu państwu ma około czterdziestu zdarzeń, a w 16 sprawach rosyjski trop upadł.
- Z tych czterdziestu zdarzeń 29 miało miejsce w 2024 r., sześć w 2025 r. i jedno w 2026 r. Może to w dużej mierze odzwierciedlać tempo śledztw, a nie niewydolność Rosji.
- Najpełniej udowodnione jest podpalenie magazynu w londyńskim Leyton, zlecone przez Grupę Wagnera. Poza organizatorem nikt z wykonawców nie wiedział wtedy, że cel wybrano z powodu pomocy dla Ukrainy.
- W 2026 r. mocne podstawy do obciążenia Rosji ma na razie tylko sierpniowa próba ataku dronem z ładunkiem na lotnisko Lipsk/Halle.
- Wykonawcy często nagrywają swoje akcje dla zleceniodawców, a w jednej udaremnionej sprawie rumuński kontrwywiad stwierdził, że nagrania miały posłużyć kampaniom fake newsów.
- Od 30 sierpnia do 21 września, gdy zamykałem ten tekst, przybyło ponad dwadzieścia zdarzeń bezpieczeństwa, od podpalenia magazynów WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej po drony nad Litwą i lotniskiem w Luksemburgu, a od 14 września nie było dnia bez nowego wpisu. To materiał do weryfikacji, nie do bilansu: żaden z czterech pożarów w zakładach nie ma dziś ustalonego sprawcy.
Lipsk: ta sama strefa cargo, dwa lata różnicy
W nocy z 4 na 5 sierpnia 2026 r. pracownik lotniska Lipsk/Halle zauważył w strefie obsługi frachtu drona z ładunkiem wybuchowym. Saperzy policji federalnej usunęli zapalnik. Tej samej nocy, jak podał Krajowy Urząd Kryminalny Saksonii, prawdopodobnie drugi niezidentyfikowany obiekt zderzył się z samolotem towarowym, który z lekkimi uszkodzeniami wylądował w Hanowerze.
To nie pierwszy raz, gdy lipska strefa cargo trafia do akt o rosyjskiej dywersji. Przykładem może być zdarzenie z 20 lipca 2024 r. – zapaliła się tu paczka nadana w Wilnie i zaadresowana do Londynu. Jak ustalił później Eurojust, unijna agencja koordynująca pracę prokuratur, stało się to „krótko przed załadowaniem na pokład samolotu”.

Obie sprawy różni tempo, w jakim wskazano winnego. Litewska prokuratura powiązała organizatorów z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU we wrześniu 2025 r., polska Prokuratura Krajowa wniosła akt oskarżenia w styczniu 2026 r., a Eurojust opisał całą operację w marcu 2026 r., 20 miesięcy po pożarze. Wyroku wciąż nie ma. Po ataku dronem Berlin potrzebował czterech tygodni. Szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul oświadczył 1 września, że próbą zamachu w Lipsku „rosyjskie kierownictwo świadomie zdecydowało się” jeszcze bardziej zaszkodzić stosunkom obu państw.
Oficjalnie potwierdzono niewiele: drona, ładunek i zapalnik. Resztę dopowiadają media. Welt am Sonntag, cytowany przez t-online, napisał, że ślad DNA z anteny sterującej dronami jest identyczny ze śladem zabezpieczonym po pożarze paczki z 2024 r. Podejrzewany organizator, Rosjanin Oleg L., miał być zaliczany przez niemieckie służby do kręgów GRU i wylecieć z Berlina w stronę Serbii. MSW RFN odmówiło komentarza, Moskwa zaprzecza.
Jeśli trop DNA się potwierdzi, obie lipskie sprawy połączy coś więcej niż adres. Na razie to przeciek, nie ustalenie prokuratury. Lipsk pokazuje za to coś pewnego. Politycy wskazują dziś winnych szybciej niż dwa lata temu, sądy nie.
Ponad trzysta podejrzeń, czterdzieści mocnych spraw
Żeby oddzielić to, co wiemy, od tego, co podejrzewamy, zebrałem ponad trzysta spraw z lat 2022–2026 z Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Islandii, USA i Kanady, w których sprawdzano rosyjski trop. Są tam podpalenia, paczki zapalające, włamania do wodociągów, zakłócenia GPS nad Bałtykiem, zerwane kable i plany zabójstw, ale też takie, w których rosyjski trop upadł. To lista podejrzeń, nie „rosyjskich ataków”.

Gdy posortować je według siły dowodów, obraz trzeźwieje. W około sześćdziesięciu sprawach związek z rosyjskim państwem jest dobrze udokumentowany, choć zwykle brakuje jawnego ogniwa między pośrednikiem a konkretną instytucją w Moskwie. W ponad dziewięćdziesięciu podejrzenie jest poważne, ale niedowiedzione. W ponad stu trzydziestu nie ma podstaw, by winić Rosję, co nie oznacza, że ją wykluczono. W szesnastu rosyjski trop upadł. Nawet mocne wskazanie zleceniodawcy nie jest przy tym wyrokiem wobec konkretnego człowieka.
Gdy zostawić tylko pojedyncze, dobrze datowane zdarzenia z najmocniejszymi dowodami, zostaje ich czterdzieści. W pięciu, pochodzących z zaledwie dwóch brytyjskich wyroków, sąd odtworzył cały łańcuch zlecenia, w pozostałych dowody są silne, ale z luką. Aż 27 to akcje fizyczne, 13 cyberataki. Najwięcej dotyczy USA (11), Polski (8), Wielkiej Brytanii (6), Litwy (5) i Estonii (4).
Ta mapa mówi jednak więcej o tym, gdzie śledztwa dojrzały do aktów oskarżenia, niż o tym, gdzie Rosja uderza najmocniej. Dziesięć z jedenastu amerykańskich przypadków to włamania do systemów sterowania wodociągami i zakładami przemysłowymi, z jednej sprawy ogłoszonej w grudniu 2025 r. przez Departament Sprawiedliwości USA. Według prokuratury prorosyjską grupę hakerską CyberArmyofRussia_Reborn założył, finansował i nią kierował GRU. Wystarczy wyjąć z zestawienia Amerykę, a z czterdziestu zostaje 29.
Dlaczego rok 2024 wygląda na szczyt

Z czterdziestu najmocniejszych zdarzeń 29 zaczęło się w 2024 r., sześć w 2025 r., jedno w 2026 r. Kusi wniosek, że rosyjski sabotaż osiągnął szczyt i gaśnie. Jest przedwczesny.
Powód jest prozaiczny: dowody dojrzewają wolniej niż pożary. Najpierw trzeba ustalić, kto podłożył ogień, potem kto mu zapłacił, a na końcu, kto zapłacił temu, który płacił. Analitycy mówią o opóźnieniu atrybucji (attribution lag), czyli czasie potrzebnym, by wiarygodnie wskazać zleceniodawcę. Do tego dochodzi opóźnienie sądowe (legal lag), czyli droga od zatrzymania do wyroku.

Od pożaru w Leyton do wyroku minęło 19 miesięcy, od pożaru Ikei w Wilnie do wyroku pierwszej instancji 18, od paczek zapalających do komunikatu Eurojustu 20, a wyroku nadal nie ma. Przy hali na Marywilskiej 44 w Warszawie prokuratura ogłosiła rosyjski trop po roku, akt oskarżenia po niespełna dwóch latach.
Bilans 2024 r. wciąż więc rośnie, a 2025 r. dopiero się zapisuje. Akt oskarżenia ujawniony w Nowym Jorku 15 września 2026 r. jednym ruchem dopisał dwa plany zabójstw z 2025 r. i nowy wątek w sprawie praskiej sprzed ponad dwóch lat. Do tego państwa różnie wykrywają zagrożenia i różnie chętnie ujawniają wyniki śledztw.
Tak wygląda materiał „na gorąco”. Z ponad dwudziestu podejrzanych zdarzeń od marca do września 2026 r. mocne podstawy do obciążenia Rosji ma tylko Lipsk, osiem budzi poważne podejrzenia, czternaście nie daje podstaw. Pożar magazynów WB Electronics, producenta dronów, w Skarżysku-Kamiennej z 31 sierpnia Prokuratura Krajowa bada jako działanie obcego wywiadu o charakterze terrorystycznym, ale zarzutów nikt nie usłyszał. Wiceszef MSWiA Czesław Mroczek mówił w RMF FM o rosyjskim tropie: „W sposób oczywisty to się narzuca”. To, co się narzuca, nie jest jeszcze dowodem. Incydenty w europejskiej zbrojeniówce rozebrałem osobno w tekście o tym, gdzie naprawdę widać rosyjski ślad.

Są trzy możliwe wyjaśnienia spadku i żadne nie wyklucza pozostałych. Fala zatrzymań rozbiła najlepiej znane siatki, co mogło ograniczyć akcje fizyczne. Rosja mogła przesunąć część działań w stronę metod trudniejszych do przypisania, takich jak drony, włamania do systemów przemysłowych czy zakłócanie GPS. Wreszcie część głośnych podejrzeń po prostu się nie potwierdza. Dziś nie da się rozstrzygnąć, które waży najwięcej.
Leyton: jak Grupa Wagnera zamówiła pożar przez Telegram
W nocy 20 marca 2024 r. ktoś oblał benzyną magazyn na Cromwell Industrial Estate we wschodnim Londynie. Działały tam ukraińskie firmy wysyłające na Ukrainę m.in. sprzęt Starlink i pomoc humanitarną. Nikt nie ucierpiał, szkody sąd oszacował na około 1,3 mln funtów.

Uzasadnienie wyroku sędzi Cheema-Grubb czyta się jak instrukcję obsługi rosyjskiej dywersji. W czerwcu 2023 r. Brytyjczyk Dylan Earl dołączył na Telegramie do kanału Grupy Wagnera, rosyjskiej formacji najemniczej, i zaczął rozmawiać z profilami „Privet Bot” i „Lucky Strike”. Zwerbował Jake’a Reevesa, ten Nii Kojo Mensaha, a Mensah Jakeema Rose’a i Ugniusa Asmenę. Rose rozlał benzynę, Mensah nagrywał pożar i transmitował obraz Earlowi. Sąd przyjął, że poza Earlem nikt z nich nie wiedział w chwili podpalenia, że magazyn wybrano z powodu wsparcia dla Ukrainy. Reeves dowiedział się o tym później i mimo to planował dalej.

Na podstawie wiadomości sąd odtworzył, kto komu zlecał, a o Grupie Wagnera stwierdził, że po buncie z 2023 r. przeszła pod bezpośrednią kontrolę rosyjskiego aparatu władzy. To rzadki przypadek, w którym łańcuch od kanistra do państwa został publicznie domknięty. Kolejne zadania wymierzono w krytyka Putina Jewgienija Cziczwarkina: rozpoznanie jego sklepu Hedonism i restauracji Hide w Mayfair oraz plan porwania. Przerwały je zatrzymania.
Earl usłyszał wyrok 24 października 2025 r. – łącznie 23 lat, w tym 17 lat więzienia, Reeves 13, Mensah 10, Rose 9, Asmena 8, jak podsumowała brytyjska policja antyterrorystyczna. Podobnie domknięty łańcuch opisał tylko jeden inny brytyjski wyrok, w sprawie siatki Bułgara Orlina Roussewa, pracującej dla rosyjskich służb przez pośrednika.
Tak wygląda sabotaż jako usługa (sabotage-as-a-service). Zleceniodawca nie wysyła oficera z walizką materiałów wybuchowych, tylko kupuje czyn od ludzi zwerbowanych w sieci, a każde kolejne ogniwo wie mniej od poprzedniego. Tanio, szybko i z wbudowaną możliwością zaprzeczania.
Paczki z Wilna: cztery pożary na trasie kurierów

Według aktu oskarżenia Prokuratury Krajowej 19 lipca 2024 r. w Wilnie nadano cztery przesyłki z ukrytymi urządzeniami zapalającymi, dwie przez DHL do Londynu i Birmingham, dwie przez DPD do Warszawy. Pierwsza zapaliła się 20 lipca w Lipsku, druga 21 lipca w ciężarówce w Jabłonowie pod Warszawą, trzecia 22 lipca w magazynie DHL w Minworth pod Birmingham. Czwarta nie zapłonęła i została przejęta. Ponadto 1 sierpnia z Warszawy wysłano do USA i Kanady dwie paczki z odzieżą, żeby sprawdzić trasę i czas doręczenia.
Sprawa łatwo obrasta w katastroficzne scenariusze, tymczasem dokumenty mówią o czterech pożarach (żadnym w powietrzu) i dwóch paczkach testowych bez ładunków. Polski akt zarzuca jednemu z oskarżonych usiłowanie sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym, ale to ocena prokuratury, nie ustalenie sądu.
Werbunek i instrukcje szły przez Telegram, a wypłaty, jak relacjonowała z procesu Wirtualna Polska, wynosiły m.in. 500 i 2000 dolarów. Władysław D., jeden z pięciu oskarżonych, przyznał, że w Kownie przepakował towary do czterech kartonów, ale zaprzeczył, by działał na rzecz Rosji. Eurojust nazywa rosyjski wywiad wojskowy podejrzanym zleceniodawcą. Proces w Warszawie trwa.
Nagranie jako pokwitowanie, czasem jako propaganda
Nad ranem 9 maja 2024 r. w wileńskim sklepie sieci IKEA zadziałało urządzenie zapalające podłożone dzień wcześniej. Wykonawca, wówczas niepełnoletni cudzoziemiec, nagrał pożar dla zleceniodawców. Według litewskiej prokuratury za podpalanie i wysadzanie centrów handlowych obiecano mu 10 tys. euro, a po Wilnie dostał BMW 530. Zatrzymano go w drodze do Rygi, gdzie miał podpalić kolejną IKEA. Wyrok 3 lat i 4 miesięcy z listopada 2025 r. nie był wówczas prawomocny. W Polsce ten sam Daniil B. jest oskarżony m.in. w sprawie pożaru hali przy Marywilskiej 44 i według Prokuratury Krajowej dostał polecenie nagrania pożaru i akcji gaśniczej. Kto podłożył tam ogień, nadal nie wiadomo. Koordynatorzy, Serhij Czałyj i Ołeksandr Warywoda, ukrywają się i nie ogłoszono im przygotowanych zarzutów.
W Pradze 6 czerwca 2024 r. Kolumbijczyk podpalił trzy autobusy w zajezdni Klíčov za obiecane 3000 dolarów, a pożar sfotografował jako dowód dla zleceniodawcy o pseudonimie Adrian. Skazano go na 8 lat, a przy wyroku w czerwcu 2025 r. czeski prokurator mówił, jak cytował Blesk, że dowody „nie są takie, byśmy mogli powiedzieć, że było to na zamówienie albo że organizator był z Federacji Rosyjskiej”. Kilka tygodni później polska Prokuratura Krajowa zarzuciła temu samemu człowiekowi podpalenia składów budowlanych w Warszawie i Radomiu na zlecenie osoby powiązanej z rosyjskimi służbami. Dziennikarze LRT, DW i ČT powiązali konto „Adrian” z Kubańczykiem Oemisem Romagozą Durruthym, instruktorem salsy z rosyjskiego Pietrozawodska. Jeden wykonawca, trzy pożary, dwa kraje i dwie różne oceny prokuratorów.

W Estonii w styczniu 2025 r. mołdawski wykonawca podpalił najpierw sklep w Osuli, co śledczy opisali jako zadanie próbne, a 31 stycznia restaurację Slava Ukraina w Tallinnie. Estońska prokuratura podała, że zadanie zlecił mu człowiek działający w interesie i w imieniu GRU. Jego współsprawca i kuzyn o GRU nie wiedział.
Po co te filmy? Przede wszystkim jako pokwitowanie dla zleceniodawcy. Funkcję propagandową wprost opisał jednak rumuński kontrwywiad SRI przy udaremnionym planie podpalenia zakładu recyklingu w Bragadiru pod Bukaresztem. Dokumentacja foto-wideo „była konieczna do wykorzystania w kampaniach fake news” w mediach społecznościowych. Gdy 1 sierpnia 2024 r. od zwarcia instalacji spłonął obiekt w innej miejscowości o tej samej nazwie, rosyjskie kanały na Telegramie ogłosiły udaną akcję, ilustrując ją zdjęciami z innych pożarów. Pożar, którego nikt nie wzniecił, też dało się sprzedać. Nie dowodzi to jednak, że każdy film trafiał do propagandy.
Zlecenia na ludzi: co mówi akt oskarżenia, a czego nie dowodzi

Tej samej sieci pośredników Rosja używa do ścigania przeciwników za granicą. Tak przynajmniej twierdzi prokuratura federalna w Nowym Jorku. Według jej komunikatu i aktu oskarżenia z 15 września 2026 r. siatka rosyjskich służb zlecała najpierw obserwację, a potem zabójstwo dwóch dysydentów. Za zdjęcia i filmy jednego z nich, mieszkającego w USA, oferowano 1000–1500 dolarów, za jego „wyeliminowanie” 40 tys. Drugi żyje na wygnaniu pod Wilnem. Zwerbowany do jego śledzenia przyjął 200 dolarów za zdjęcia, a za zabójstwo proponowano mu około 25 tys. Obaj zwerbowani odmówili zabijania.
Wśród pięciu oskarżonych są Jurij Chramiejew, według aktu były pułkownik rosyjskich służb, jego syn Kirył, opisany jako funkcjonariusz FSB, i Kubańczyk Oemis Romagoza Durruthy. Wszyscy są na wolności i korzystają z domniemania niewinności. Akt zarzuca też Durruthy’emu opłacenie akcji w Pradze i koordynację ataku na litewskiego producenta radiostacji dla ukraińskiego wojska. Jego rolę wspiera śledztwo dziennikarskie, a Eurojust w styczniu 2026 r. przypisał akcje w Czechach, Polsce, na Litwie i w Rumunii jednej grupie. Status służbowy Chramiejewów i państwowe zlecenie opierają się jednak wyłącznie na twierdzeniach prokuratury.
Kiedy rosyjski trop się rozsypał

Nie każdy pożar ma adres w Moskwie. Szwedzki prokurator umorzył w październiku 2025 r. śledztwo w sprawie kabla Szwecja–Łotwa, przerwanego w styczniu 2025 r. przez statek Vezhen. Kabel „nie został uszkodzony w wyniku świadomego działania”, lecz przez zbieg sztormu, usterek kotwicy i prawdopodobnych błędów załogi. W sprawie Nord Stream niemiecka Prokuratura Federalna oskarżyła Ukraińca Serhija K. o działanie na zlecenie organów państwowych Ukrainy. To zarzut, nie wyrok, ale hipoteza o rosyjskich sprawcach straciła oparcie.

Po listach-bombach wysłanych w Hiszpanii pod koniec 2022 r. amerykańscy urzędnicy mówili anonimowo CNN o rosyjskim wywiadzie kierującym skrajnie prawicowym Rosyjskim Ruchem Imperialnym. Sąd apelacyjny, skazując emerytowanego Hiszpana o prorosyjskich sympatiach, stwierdził, że nie miał on związku z żadną grupą ani organizacją. Po blackoucie na Półwyspie Iberyjskim 28 kwietnia 2025 r. hiszpański rząd nie znalazł dowodów cyberataku, a operatorzy sieci z ENTSO-E wskazali przyczyny techniczne w sterowaniu napięciem. Po podpaleniu zbrojeniówki w Pardubicach szef czeskiego kontrwywiadu BIS wskazał na lewicowych, propalestyńskich radykałów.
Są też sprawy zawieszone między polityką a sądem. Po wybuchu pod pociągiem towarowym w Mice i uszkodzeniu trakcji w Gołębiu w listopadzie 2025 r. premier w ciągu trzech dni wskazał rosyjskie służby, a Prokuratura Krajowa objęła dwóch Ukraińców zarzutami działania na rzecz wywiadu Rosji. Obaj uciekli na Białoruś. Oba zdarzenia nagrały kamery pozostawione na miejscu, ale publicznie nie pokazano ogniwa łączącego sprawców z Moskwą. Procesu nie będzie, dopóki podejrzani są poza zasięgiem. Tu opóźnienie sądowe może nie mieć końca.
Liczyć trzeba ogniwa, nie pożary
Co więc wiemy na pewno? Rosyjskie państwo lub podmioty pod jego kontrolą zlecały na Zachodzie działania poniżej progu wojny: podpalenia, uderzenia w logistykę pomocy dla Ukrainy, przygotowania do porwania krytyka Kremla. Brytyjskie sądy odtworzyły te łańcuchy w całości, sądy litewskie, rumuńskie, czeskie i estońskie skazywały wykonawców. Wzorzec się powtarza: werbunek przez Telegram, pośrednicy, wynajęci wykonawcy bez wiedzy o zleceniodawcy, niewielkie stawki, zadania próbne, paczki testowe i nagranie jako dowód wykonania.
Czego nie wiemy? Ilu operacji nie wykryto, kto stoi za większością spraw zawieszonych w podejrzeniu i dlaczego po 2024 r. udowodnionych przypadków jest mniej.
Liczba ujawnionych przypadków nie jest termometrem rosyjskiej aktywności, bo rośnie wstecz. Jedna amerykańska sprawa dała dziesięć zdarzeń, jeden brytyjski wyrok cztery z pięciu najpełniej udowodnionych, a praska zajezdnia czekała ponad dwa lata, by trafić do bilansu. Jakość atrybucji rosyjskich ataków waży więcej niż medialna liczba pożarów, bo każde przedwczesne podejrzenie, które potem upada, jak przy Vezhen czy hiszpańskich listach, podkopuje wiarygodność tam, gdzie dowody są mocne. Siatkę Earla rozbito, a Durruthy’ego namierzono nie liczeniem pożarów, tylko pracą nad kolejnymi ogniwami: od kanistra do czatu, od czatu do pośrednika, od pośrednika do tego, kto płaci.
Jak szybko przybywa materiału „na gorąco”, pokazały trzy tygodnie, w których zamykałem ten tekst. Chronologia prowadzona równolegle od 30 sierpnia do 21 września, czyli przez 23 dni, liczy ponad dwadzieścia odrębnych zdarzeń, od Luksemburga po granicę mołdawsko-ukraińską i od Bałtyku po Morze Czarne. Dwa dni z rzędu płonęły zakłady w Lublinie i Skarżysku-Kamiennej. Natomiast 11 września doszło do pożaru i eksplozji w obiekcie bułgarskiego producenta amunicji EMCO, a 16 września do pożaru w zakładzie zbrojeniowym w słowackiej Sninie. Połowę wpisów stanowią jednak drony i ich szczątki: bezzałogowiec z materiałem wybuchowym na polu w rumuńskim okręgu Vaslui, dron typu Gerbera wyłowiony z Bałtyku pod Rusinowem i niezidentyfikowane drony, przez które 18 września zamknięto przestrzeń nad luksemburskim lotniskiem Findel. Dodatkowo 14 września i w nocy na 15 września odnotowano cztery zdarzenia: dron pod Rusinowem, flary odpalone przez rosyjską fregatę w stronę duńskiego śmigłowca, bezzałogowiec przy bazie lotniczej Wunstorf oraz dron z ładunkiem wybuchowym, który wleciał nad Litwę od strony Białorusi i został zestrzelony przez włoskie Eurofightery. Od 14 do 21 września nie było dnia bez nowego wpisu, także po 16 września, gdy zamknąłem próbę.
Poza jawnym incydentem z rosyjską fregatą Rosję wskazywały w tym czasie wprost niemal wyłącznie służby, prokuratury i dyplomacja. Węgry wydaliły 8 września dziesięciu rosyjskich dyplomatów. Tego samego dnia mołdawska policja zatrzymała mężczyznę, którego według śledczych zwerbowały rosyjskie służby, a rumuńska SRI ogłosiła udaremnienie koordynowanej przez Rosję operacji, w której obywatel rosyjski fotografował m.in. bazy używane przez NATO i ukraińskie Antonowy. Dzień później w Wielkiej Brytanii oskarżono Joshuę Cammidge’a o pomoc rosyjskiemu wywiadowi i przygotowanie sabotażu, a 15 września prokuratura w Nowym Jorku ujawniła opisany wyżej akt oskarżenia. Pożary i drony takiego podpisu na razie nie mają. W Skarżysku, jak pisałem wyżej, zarzutów wciąż brak. W Lublinie prokuratura bada zarówno podpalenie, jak i awarię. O sabotażu w EMCO mówi przede wszystkim sama firma, a w Sninie słowacki minister obrony wskazał jako prawdopodobną przyczynę prace remontowe. Operatorów większości dronów nie ustalono, a pochodzenie tego zestrzelonego nad Litwą bada śledztwo. Część szczątków u wybrzeży Rumunii i wybuchów przy granicy mołdawskiej może być skutkiem ubocznym wojny nad Ukrainą i na Morzu Czarnym, a nie dywersji na Zachodzie. To hipoteza robocza, nie ustalenie.

Wrześniowa fala nie przesuwa więc na razie bilansu 2026 r., w którym mocne podstawy do obciążenia Rosji ma tylko Lipsk. Dobrze pokazuje za to, dlaczego ten bilans jest ostrożny. Od drugiego tygodnia miesiąca zdarzeń przybywało niemal codziennie, a nowe ogniwa pojawiały się tylko tam, gdzie pracowali kontrwywiad i prokuratorzy, nie tam, gdzie gasili strażacy. Przy opóźnieniu atrybucji liczonym w miesiącach i latach większość tego materiału da się rzetelnie ocenić najwcześniej za pół roku. Część trafi wtedy do najmocniej udokumentowanych spraw, część, jak kabel przerwany przez Vezhen, okaże się wypadkiem, a o części nie dowiemy się niczego pewnego. Kto dziś policzy te zdarzenia hurtem jako „rosyjskie ataki”, napisze statystykę, którą za dwa lata trzeba będzie korygować w obie strony.
Rosyjska dywersja na Zachodzie: pożar trwa noc, dowody zbiera się latami, więc liczyć trzeba ogniwa, nie pożary.
Autor: Artur Żak








