Rosyjski sabotaż sektora obronnego Europy? Gdzie naprawdę widać rosyjski ślad

Wśród 20 zweryfikowanych incydentów wymierzonych w europejski sektor obronny i jego zaplecze od 1 marca do 31 sierpnia 2026 r. dwa mają bezsprzecznie potwierdzony lub prawdopodobny rosyjski ślad. Spośród 19 zdarzeń fizycznych, prób, przygotowań i aktów zastraszania żadnego nie można dziś na podstawie jawnych dowodów bezsprzecznie przypisać Rosji; w dwóch sprawach Rosja pozostaje publicznie rozważanym wariantem. To nie unieważnia rosyjskiej kampanii dywersyjnej – pokazuje koszt przedwczesnej atrybucji.

W skrócie

  • Zbiór obejmuje 20 odrębnych incydentów: 19 zdarzeń w siedmiu państwach oraz jedną groźbę wielopaństwową. Największa koncentracja to Niemcy – osiem – i Wielka Brytania – pięć.
  • Jedyny potwierdzony rosyjski związek to komunikat władz Federacji Rosyjskiej z 15 kwietnia, wskazujący europejskich producentów dronów jako potencjalne cele. Nie ma dowodu, że był on rozkazem lub zapowiedzią któregokolwiek z późniejszych incydentów.
  • Rosyjski wariant jest publicznie badany w sprawie podpalenia obiektu używanego przez Milrem Robotics w Tallinnie oraz rozważany przy zastraszaniu RSI Europe w Wilnie. To hipotezy, nie atrybucje.
  • W 15 przypadkach inne wyjaśnienie jest lepiej udokumentowane: przede wszystkim jawny aktywizm propalestyński, antyzbrojeniowy lub klimatyczny, a także krajowy ekstremizm. Dwa dalsze przypadki pozostają nierozstrzygnięte.
  • Szersza rosyjska kampania dywersyjna jest faktem potwierdzonym w innych postępowaniach europejskich. Nie wolno jednak przenosić dowodów z jednej operacji na zdarzenie, dla którego brak własnego łańcucha atrybucji.

Dwadzieścia rekordów nie oznacza wprost dwudziestu rosyjskich ataków

Ustalenia BlackSky.Info obejmują trzy podpalenia, jeden sabotaż infrastruktury energetycznej, pięć dewastacji oraz serię blokad, wtargnięć, prób i przygotowań. Czternaście zdarzeń miało charakter dokonany, trzy zatrzymały się na etapie próby, jedno udaremniono w fazie przygotowania, a dwa rekordy opisują groźbę lub zastraszanie. Nikt nie zginął. W lipcu obrażenia odniosło dwóch policjantów; źródła nie potwierdzają obrażeń pracowników atakowanych firm.

Rozkład geograficzny może sugerować skoordynowaną presję: Niemcy mają osiem rekordów, Wielka Brytania pięć, Francja dwa, a Czechy, Estonia, Słowacja i Litwa po jednym; do tego dochodzi groźba wielopaństwowa. Celem były podmioty z przemysłu obronnego lub technologii podwójnego zastosowania; część wspiera Ukrainę.

Podobieństwo celów nie dowodzi wspólnego sprawcy. Kolejne blokady zakładu Rheinmetallu są osobnymi zdarzeniami, lecz nie tworzą przez to jednej tajnej operacji. Znaczenie celu dla NATO, obywatelstwo podejrzanego czy użycie środka zapalającego nie zastępują dowodu zlecenia lub kierowania.

Zbiór jest węższy, niż sugeruje debata o wojnie hybrydowej. Niemal wszystkie zdarzenia dotyczą firm, ich zakładów lub personelu. Żaden nie ma zweryfikowanego bezpośredniego celu w transporcie albo magazynowaniu dostaw dla Ukrainy – obiektów znanych z wcześniejszych rosyjskich operacji.

„Incydent” nie zawsze oznacza „atak”, „cel obronny” nie przesądza o motywie, a „korzyść dla Rosji” nie dowodzi wprost rosyjskiego zlecenia. Niemniej jednak zawsze warto zadać pytanie: „Cui prodest?” (komu to przynosi korzyść?).

Rosyjska groźba była jawna, lecz czy można ją uznać za rozkaz operacyjny?

15 kwietnia rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało listę europejskich przedsiębiorstw uczestniczących w produkcji dronów i komponentów dla Ukrainy. Dmitrij Miedwiediew, zastępca przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Rosji, nazwał wskazane zakłady potencjalnymi celami. Czeskie MSZ wezwało rosyjskiego ambasadora i zaprotestowało przeciw możliwym atakom, a syndykowana depesza Reutersa opisała rosyjski komunikat i groźby.

Tu autorstwo nie budzi wątpliwości: groźba wyszła od organów Federacji Rosyjskiej. Zakres tego ustalenia jest jednak ściśle ograniczony. Jawny materiał nie potwierdza, że lista była wykazem celów zatwierdzonym do uderzenia, że wydano rozkaz działania na terytorium państw NATO ani że komunikat łączy się personalnie lub operacyjnie z którymkolwiek pożarem, włamaniem czy protestem w analizowanej puli.

Na tym polega różnica między intencją polityczną a twardą atrybucją czynu. Rosja otwarcie groziła producentom, ale to jeszcze nie dowód, że za każdym kolejnym incydentem stały jej służby. Zbieżność interesów wyznacza kierunek dochodzenia, a nie zamyka sprawę. Z drugiej strony trudno ignorować regułę amerykańskiego testu kaczki: jeśli coś wygląda jak kaczka, pływa jak kaczka i kwacze jak kaczka – najpewniej jest kaczką.

Trzynaście akcji w Niemczech i Wielkiej Brytanii ma jawny motyw

Największa część dwudziestki to trzynaście jawnych akcji bezpośrednich: osiem w Niemczech i pięć w Wielkiej Brytanii. Uczestnicy komunikowali własne postulaty, używali flag i banerów, a policja opisywała demonstracje, blokady, wtargnięcia lub zniszczenie mienia.

W Berlinie od 25 marca do 9 lipca sześć razy celem był zakład Rheinmetall Waffe Munition. Pierwsza akcja obejmowała wtargnięcie i uszkodzenie mienia; następne – blokady albo próby zablokowania dostępu. Relacja RBB z 25 marca wskazywała flagę palestyńską i protest aktywistów. Także 10 kwietnia, 30 kwietnia, 18 maja i przy udaremnionej próbie 29 maja dokumentowano motyw propalestyński. To konkretny materiał wspierający inne wyjaśnienie, a nie tylko brak dowodu na Rosję.

Berliński zakład należał do segmentu uzbrojenia i amunicji, ale relacje mówiły o przygotowaniu przyszłej produkcji części amunicyjnych, nie o już pracującej linii. Brak podstaw, by pisać o zatrzymaniu produkcji lub dostaw. 9 lipca policja podała, że udaremniła blokadę i że rannych zostało dwóch funkcjonariuszy; grupa przedstawiała przebieg inaczej.

29 maja aktywiści klimatyczni i antyzbrojeniowi zablokowali dostęp do FWH Stahlguss w Mülheim an der Ruhr, spółki należącej do KNDS i wytwarzającej staliwo dla pojazdów opancerzonych. Policja opisała akcję jako blokadę w ramach zgromadzenia oraz wszczęcie postępowania. 28 sierpnia propalestyńscy demonstranci blokowali Rheinmetall Protection Systems w Bonn; doszło do utrudnień w ruchu dostawczym, lecz według WDR przedsiębiorstwo pracowało bez zakłóceń.

Brytyjskie przypadki układają się w podobny klaster. 24 kwietnia doszło do wymuszonego wejścia i uszkodzeń w U-TacS koło Leicester; sześć osób oskarżono później o włamanie i zniszczenie mienia, a w sierpniu wszystkie nie przyznały się do winy. 1 czerwca zablokowano dostępy do UAV Engines w Shenstone i zatrzymano cztery osoby. Pool Re odnotowało propalestyńską akcję bezpośrednią i w swoim zestawieniu nie zaliczyło jej do terroryzmu.

Według prokuratury 9 lipca trzy osoby włamały się do Ultra Intelligence & Communications w Tring, powodując szkody szacowane na 1,3 mln funtów. Nie jest to ustalenie sądu; oskarżeni czekają na proces. Miesiąc później policja w Szkocji potwierdziła włamanie, dewastację i zatrzymanie dwóch osób w innym obiekcie Ultra. 24 sierpnia dwie osoby weszły na teren Martin-Baker w Denham i uszkodziły mienie; policja mówiła o minimalnym zakłóceniu. W każdej sprawie publiczne komunikaty wskazywały motyw propalestyński. Przyznanie się organizacji nie rozstrzyga winy konkretnych osób, środowisk czy też służb. Rosyjskie służby wykorzystywały już osoby wywodzące się zarówno ze skrajnej lewicy, jak i ze skrajnej prawicy, a takie działanie nie ma bynajmniej charakteru incydentalnego.

W Pardubicach i Cher mocniejsze są tropy ekstremistyczne

Dwa poważniejsze zdarzenia również mają alternatywę lepiej udokumentowaną niż rosyjskie kierowanie, choć postępowania nie są prawomocnie zakończone. 20 marca spłonął obiekt L.P.P. Holding w Pardubicach. Firma rozwija technologie bezzałogowe i współpracuje z Ukrainą. Źródła różnią się jednak co do funkcji budynku: ABW nazywa go halą produkcyjną, a AP – magazynem. Nie ma podstaw, by twierdzić, że przerwano produkcję lub dostawy. ABW zatrzymała dwoje Polaków podejrzanych o pomocnictwo przy czynie o charakterze terrorystycznym; żadne z nich nie przyznało się do winy.

W jawnych komunikatach polskich i czeskich organów nie wskazano rosyjskiego związku. ABW podała natomiast, że do podpalenia przyznała się ekstremistyczna grupa, uzasadniając je sprzeciwem wobec współpracy przemysłu zbrojeniowego z Izraelem. Czeskie postępowanie aresztowe opisywało też domniemane związki podejrzanej z propalestyńskim ruchem wymierzonym w Elbit Systems. To materiał procesowy, nie wyrok, lecz wyklucza przedstawianie Pardubic jako potwierdzonego rosyjskiego sabotażu.

W nocy z 6 na 7 kwietnia podpalono trzy instalacje energetyczne w departamencie Cher, zasilające zakłady KNDS i MBDA. Na miejscu pozostawiono napis „Action contre la guerre”, a paryska prokuratura powierzyła sprawę jednostkom zajmującym się terroryzmem. Wstępne straty szacowano na kilka milionów euro, a zasilanie przywrócono prowizorycznie. Francuski minister spraw wewnętrznych mówił w Zgromadzeniu Narodowym, że radykalna skrajna lewica przechodzi od symbolicznego protestu do brutalnego antymilitaryzmu. Nie przypisał jej tego czynu, a sprawcy pozostają nieznani. Chociaż ta informacja wydaje się tajemnicą poliszynela.

Delair i Skyeton pozostają nierozstrzygnięte

Dwa z 20 rekordów – próba wobec Delair i przygotowanie ataku na Skyeton – pozostają bez rozstrzygającego tropu. Późniejszy rekonesans Delair jest odrębnym, nieliczonym tu kontekstem. W nocy z 31 maja na 1 czerwca w pobliżu zakładu pod Tuluzą rzucono środki zapalające. Szkody były niewielkie lub nieskuteczne, a działalność producenta dronów nie została zakłócona. Delair wcześniej informował o przekazaniu 150 dronów ukraińskim siłom zbrojnym, więc wybór celu jest istotny, lecz sam niezaprzeczalnie nie dowodzi sprawcy.

Dron Delair UX11 prezentowany podczas Paris Air Show 2025. Zdjęcie ilustracyjne – nie przedstawia próby podpalenia zakładu ani sprzętu objętego opisywanymi dostawami dla Ukrainy. Fot. Artvill / Wikimedia Commons, CC BY 4.0.
Dron Delair UX11 prezentowany podczas Paris Air Show 2025. Zdjęcie ilustracyjne – nie przedstawia próby podpalenia zakładu ani sprzętu objętego opisywanymi dostawami dla Ukrainy. Fot. Artvill / Wikimedia Commons, CC BY 4.0.

Dwa dni później zauważono urodzonego na Białorusi mężczyznę filmującego prototyp; po zatrzymaniu prokuratura zarzuciła mu przekazanie nagrania kontaktowi w Rosji. Lokalna relacja opisuje dwa odrębne postępowania. Mężczyznę początkowo podejrzewano również o próbę zniszczenia, ale nie ujawniono dowodu jego udziału w podpaleniu ani wspólnego zleceniodawcy. Sam fakt, że oba wątki dotyczą Delair, nie wystarcza do ich scalenia.

W Hanisce koło Preszowa słowacka policja udaremniła przygotowanie podpalenia zakładu systemów bezzałogowych Skyeton, wcześniej znanego jako Tropozond. Zabezpieczono mieszaninę łatwopalną, narzędzia, kamerę i ręczny plan; trzem osobom postawiono zarzuty, później zatrzymano czwartą. Według policji zagrożonych mogło być około 70 pracowników, a potencjalne szkody sięgały dziesiątek milionów euro. Komendantka słowackiej policji powiedziała 28 sierpnia, że nie ma dowodu, iż za planem stała Rosja.

1 września pojawiła się ważna procesowa korekta: sąd zwolnił ukraińskiego podejrzanego, stwierdzając brak choćby wskazówki, że wiedział o planie podpalenia; prokurator zaskarżył decyzję. Nie unieważnia to informacji o udaremnionym przygotowaniu, ale przypomina, że zarzut nie dowodzi świadomego udziału.

Milrem i RSI: Rosja jest badanym wariantem

W dwóch sprawach rosyjska hipoteza ma większy ciężar, bo została publicznie podniesiona przez władze lub właściwą instytucję. Nadal nie osiąga jednak poziomu prawdopodobnej, a tym bardziej potwierdzonej atrybucji.

W nocy z 14 na 15 sierpnia wybuchł pożar budynku używanego przez Milrem Robotics w Tallinnie. Estońska prokuratura podała, że badane jest możliwe podpalenie i próba sabotażu; nikt nie został ranny. Łotewska VDD zatrzymała trzech obywateli Łotwy i wszczęła postępowanie dotyczące pomocy obcemu państwu przeciw innemu, lecz nie nazwała żadnego z nich. Premier Estonii Kristen Michal potwierdził, że możliwy udział Rosji jest jednym z kierunków dochodzenia. To badany wariant, nie podstawa do nazwania pożaru rosyjskim atakiem. Według prezesa Milrem zdarzenie nie wpłynęło na produkcję ani dostawy dla Ukrainy.

Bezzałogowy pojazd lądowy THeMIS piątej generacji produkowany przez Milrem Robotics. Zdjęcie ilustracyjne – nie przedstawia miejsca pożaru w Tallinnie. Fot. Milrem Robotics / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.
Bezzałogowy pojazd lądowy THeMIS piątej generacji produkowany przez Milrem Robotics. Zdjęcie ilustracyjne – nie przedstawia miejsca pożaru w Tallinnie. Fot. Milrem Robotics / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.

27 sierpnia przed siedzibą RSI Europe w Wilnie pozostawiono wieńce pogrzebowe i fotografię żyjącego przedstawiciela kierownictwa z czarną wstęgą. Akcję nagrano, a materiał rozpowszechniono w internecie. Zatrzymano jedną osobę. Litewskie Narodowe Centrum Zarządzania Kryzysowego oceniło, że metoda zastraszania i towarzysząca jej narracja są zgodne z możliwym modus operandi rosyjskich służb, ale nie ustaliło organizatora ani zleceniodawcy. Sformułowanie „zgodne z metodą” opisuje hipotezę, a nie dowód kierowania przez Moskwę.

W Milrem Rosja pojawia się jako realny kierunek śledztwa, a w RSI właściwa instytucja widzi schemat presji informacyjno-psychologicznej. To już coś.

Rosyjski model działania potwierdzają inne postępowania

Ostrożność wobec dwudziestki nie podważa istnienia rosyjskiej kampanii sabotażowej w Europie. Inne postępowania opisują rekrutację przez komunikatory, dzielenie zadań między wykonawców, płatności w kryptowalutach, dokumentowanie skutku i wykorzystanie nagrań w propagandzie.

W marcu 2026 r. Eurojust poinformował o rozbiciu grupy związanej z samozapalającymi się przesyłkami. Wspólne śledztwo Niemiec, Litwy, Holandii, Polski i Wielkiej Brytanii zidentyfikowało 22 podejrzanych o działanie na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego. Paczki zapaliły się w 2024 r. w Niemczech, Polsce i Wielkiej Brytanii; jedna zaczęła płonąć na lotnisku w Lipsku tuż przed załadunkiem do samolotu. Według Eurojustu wykonawców werbowano przez komunikator, a zapłatę często przekazywano w kryptowalutach. Dwie sprawy trafiły do sądów; podejrzenia nadal trzeba odróżniać od wyroków.

Siedziba Eurojustu w Hadze, 2017 r. Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Eurojust / Jakov Minicc, Wikimedia Commons, CC0 1.0
Siedziba Eurojustu w Hadze, 2017 r. Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Eurojust / Jakov Minicc, Wikimedia Commons, CC0 1.0

Łotewska VDD skierowała w marcu 2026 r. do prokuratury sprawę podpaleń szaf sterowania ruchem kolejowym i lokomotywy z sierpnia 2025 r. Służba podała, że działania były związane z Rosją, wykonawcy filmowali pożary i przesyłali nagrania zleceniodawcom, a materiały przedstawiano następnie jako wydarzenia w Ukrainie. To konkretny łańcuch łączący fizyczną szkodę, pośredników i operację informacyjną.

Jeszcze mocniejszy materiał pochodzi z Polski. ABW opisała co najmniej 30-osobową grupę działającą przy bezpośrednim wsparciu i na zlecenie FSB. Szesnastu jej członków zostało skazanych; zadania obejmowały rozpoznanie infrastruktury i przygotowanie wykolejenia pociągów z bronią oraz pomocą dla Ukrainy. W innej sprawie ABW wskazała rosyjskie zlecenie, instrukcje i finansowanie podpaleń dokonanych w Polsce przez obywatela Kolumbii. Ten sam mężczyzna został wcześniej skazany w Czechach za podpalenie praskiej zajezdni; według czeskiego premiera zaangażowane były rosyjskie służby.

Atrybucję od intuicji odróżniają komunikacja ze zleceniodawcą, przepływ środków, rozpoznana struktura, materiał procesowy lub formalne stanowisko organu. Rosyjski model wykorzystuje pośredników i zaciera granicę między wywiadem, przestępczością i sabotażem. Narodowość wykonawcy niewiele mówi, a bez danych o zleceniu nie można każdego figuranta nazwać pośrednikiem rosyjskich służb.

Polska – WB Electronics i JFG Composites

1 sierpnia doszło do pożaru w obiekcie WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej. Według informacji Prokuratury Krajowej pożar wywołano celowo ładunkiem łatwopalnym, a straty przekroczyły 15 mln zł. Śledztwo wszczęto między innymi w kierunku działania na rzecz obcego wywiadu, lecz do publikacji artykułu nie wskazano państwa, służby ani podejrzanego. Postępowanie trwa i znów na usta ciśnie się stwierdzenie, że to tajemnica poliszynela.

30 sierpnia pożar objął halę i biura JFG Composites w Lublinie, firmy produkującej elementy dla branży lotniczej. Dach częściowo się zawalił, nie było poszkodowanych, a właściciel oszacował straty na około 5 mln euro. Prokuratura wszczęła postępowanie, lecz przyczyna i sprawca nie były znane.

Brak publicznego tropu nie dowodzi, że Rosja nie miała związku ze sprawą. Oznacza tylko, że na ten moment nie ma podstaw, aby go stwierdzić. Chroni to zarówno przed pochopnym oskarżeniem, jak i przedwczesnym zamknięciem dochodzenia.

Lipsk po 31 sierpnia wzmacnia kontekst, nie zmienia dwudziestki

Znaczenie późniejszych informacji pokazuje zdarzenie z 4 sierpnia na lotnisku Leipzig/Halle. Przy zamknięciu zbioru potwierdzono znalezienie drona z materiałem wybuchowym i czasowe wstrzymanie lotów. Wtedy nie wykazano jednak dostatecznie zamierzonego celu ani bezpośredniego związku z transportem dla Ukrainy, a atrybucja pozostawała otwarta. 1 września stanowisko zmieniło się zasadniczo. Niemiecki rząd formalnie uznał Rosję za sprawcę ataku hybrydowego w Lipsku. Według władz konfiguracja drona, materiał wybuchowy i technika zapłonu odpowiadały rozwiązaniom znanym z innych rosyjskich operacji; urządzenie znaleziono w strefie lotniska w pobliżu ukraińskich samolotów transportowych. AP opisała próbę jako atak dronem z ładunkiem wybuchowym. Moskwa odrzuciła oskarżenie.

Niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung poinformował o rosyjskim śladzie w udaremnionym ataku dronowym na lotnisko w Lipsku. W próbę ataku z użyciem dronów przenoszących ładunki wybuchowe na lotnisko w Lipsku zamieszani są dwaj mężczyźni: urodzony w Rosji obywatel Łotwy oraz mieszkaniec Białorusi legitymujący się rosyjskim paszportem. Według ustaleń śledczych pierwszy z podejrzanych – posiadający łotewskie obywatelstwo – przyleciał pod koniec lipca do Berlina, gdzie wynajął samochód i udał się do Lipska. 2 sierpnia, na dwa dni przed planowanym uderzeniem, mężczyzna wrócił do stolicy i opuścił terytorium Niemiec. Niemieckie służby podejrzewają, że może on utrzymywać bezpośrednie kontakty z rosyjskim wywiadem.

Ślady biologiczne (DNA) drugiego podejrzanego wykryto bezpośrednio na jednym z dronów, po wewnętrznej stronie puszki wypełnionej materiałem wybuchowym, a także na antenie nadawczo-odbiorczej zamontowanej na drzewie w sąsiedztwie lotniska.

Mężczyzna ten już wcześniej znajdował się w kręgu zainteresowania organów ścigania kilku państw europejskich. W kwietniu uzyskał w Mińsku wizę turystyczną, na podstawie której wjechał do Włoch, skąd następnie przedostał się drogą lądową do Niemiec.

Ten przypadek wyraźnie pokazuje, że brak atrybucji w dniu zdarzenia może się zmienić wraz ze śledztwem oraz że dopiero publikacja właściwego organu uzasadnia język „formalnie przypisany sprawca”.

Bilans: 1 rosyjska groźba, 2 badane tropy, 17 bez tropu

Odpowiedź na pytanie o okres od 1 marca do 31 sierpnia 2026 r. brzmi więc: zamknięty zbiór obejmuje 20 zdarzeń, z czego 19 dotyczy fizycznych działań, ich prób, przygotowania lub fizycznego zastraszania, a jeden – jawnej rosyjskiej groźby wobec producentów dronów.

W dwóch sprawach – Milrem Robotics i RSI Europe – Rosja pozostaje realnym, publicznie podniesionym kierunkiem, lecz bez atrybucji. Pozostałych 17 nie zawiera publicznego materiału wskazującego na Rosję. Wśród nich 15 ma lepiej udokumentowane inne wyjaśnienie: trzynaście jawnych akcji aktywistycznych w Niemczech i Wielkiej Brytanii, ekstremistyczny motyw w Pardubicach oraz antymilitarystyczny trop w Cher. Dwa ostatnie przypadki, Delair i Skyeton, nie mają na dany moment ani pozytywnego rosyjskiego dowodu, ani ustalonej alternatywy.

To, że dotychczas na poziomie formalnym rzadko przypisywano Rosji konkretne działania dywersyjne, nie oznacza braku rosyjskiego sabotażu w Europie. Sprawy Eurojustu, VDD i ABW oraz ujawniona 1 września atrybucja zdarzenia w Lipsku pokazują, że według ustaleń właściwych organów rosyjskie struktury organizowały lub wspierały działania fizyczne, ryzykowne dla mienia, transportu, a potencjalnie także życia ludzi. Rzetelny obraz składa się z obu ustaleń naraz: rosyjska dywersja jest realna, ale jej realność nie daje prawa do przypisywania Moskwie zdarzeń, których własny materiał dowodowy tego nie potwierdza.

Autor: Artur Żak

Udostępnij w mediach społecznościowych