Jak rosyjska dezinformacja podszywa się pod europejskie media regionalne i zatruwa przestrzeń internetową
„Jeśli nie możesz sprawić, by ci uwierzyli, spraw, by wątpili we wszystko inne”.
Ta niepisana zasada hybrydowej wojny Kremla urzeczywistnia się dziś na ekranach milionów Europejczyków. Nasze badanie pokazuje, że po nałożeniu przez Unię Europejską sankcji na rosyjskie media państwowe kremlowska machina informacyjna nie zniknęła, lecz się przeobraziła. Zamiast otwartej propagandy RT czy Sputnika coraz intensywniej wykorzystywana jest rozgałęziona sieć mediów proxy, sklonowanych portali informacyjnych i zlokalizowanych serwisów informacyjnych podszywających się pod niezależne europejskie źródła. To za ich pośrednictwem rosyjskie narracje powracają do europejskiej przestrzeni informacyjnej, przybierając postać lokalnego dziennikarstwa, opinii eksperckiej lub debaty publicznej. Za publikacjami o remontach dróg, prognozach pogody czy wiadomościach regionalnych coraz częściej kryje się złożony system oddziaływania informacyjnego, którego celem jest nie tyle przekonanie odbiorców, ile zasianie wątpliwości, pogłębienie istniejących konfliktów społecznych i stopniowe podważanie zaufania do instytucji demokratycznych.
W skrócie:
- Po nałożeniu przez UE sankcji na RT i Sputnik rosyjska infrastruktura dezinformacyjna przeszła na model oparty na sieci mediów proxy, sklonowanych portali i zlokalizowanych stron internetowych podszywających się pod europejskie media regionalne.
- Według VIGINUM w lutym 2024 roku sieć Portal Kombat liczyła co najmniej 193 serwisy internetowe, a już w kwietniu ich liczba wzrosła do 224; znaczną część tych zasobów powiązano z krymską firmą internetową TigerWeb.
- W europejskim segmencie internetu narracje zbieżne z rosyjskimi przechodzą cykl: rosyjskie źródło – lokalny serwis – ponowne cytowanie w Rosji, po czym są przedstawiane jako stanowisko zachodnich dziennikarzy lub europejskiej opinii publicznej.
- W toku śledztwa zidentyfikowano cztery główne grupy serwisów wykorzystywanych do wywierania wpływu: bezpośrednie projekty dezinformacyjne, platformy geopolityczne, strony poświęcone teoriom spiskowym oraz serwisy radykalnie nacjonalistyczne i ultrakonserwatywne.
- Na przykładzie publikacji serwisu pravda-pl.com z 15 lipca 2026 roku pokażemy rosyjskie oznaczenia prawne, błędy transliteracji i dosłowne kalki charakterystyczne dla automatycznego przekładu niepoddanego korekcie redakcyjnej; materiał został później usunięty.
W marcu 2022 roku, wkrótce po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, Unia Europejska podjęła bezprecedensową decyzję o ograniczeniu nadawania rosyjskich mediów państwowych RT i Sputnik. Bruksela uzasadniła ten krok tym, że nie są one niezależnymi redakcjami, lecz narzędziami państwowej polityki informacyjnej, systematycznie wykorzystywanymi do usprawiedliwiania agresji przeciwko Ukrainie i manipulowania opinią publiczną w państwach UE. Później sankcje rozszerzono również na inne rosyjskie media państwowe.
Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że Kreml stracił jeden z głównych kanałów oddziaływania na europejskich odbiorców. Już w latach 2023–2024 europejskie instytucje państwowe i niezależne ośrodki badawcze zaczęły jednak dostrzegać inną tendencję. Rosyjski ekosystem informacyjny nie zniknął, lecz się dostosował.
Najbardziej szczegółowy opis tej transformacji zawiera seria raportów technicznych francuskiej służby państwowej VIGINUM – wyspecjalizowanej instytucji powołanej do wykrywania zagranicznych ingerencji informacyjnych i przeciwdziałania dezinformacji. W lutym 2024 roku VIGINUM opublikowała wyniki śledztwa dotyczącego sieci nazwanej Portal Kombat. Według ustaleń badaczy obejmowała ona wówczas co najmniej 193 serwisy internetowe skierowane do odbiorców w różnych krajach świata. Witryny te niemal nie tworzyły własnych materiałów, lecz systematycznie agregowały treści rosyjskich agencji państwowych, prorosyjskich kont w mediach społecznościowych oraz oficjalnych serwisów władz okupacyjnych. Ich głównym celem było promowanie pozytywnego obrazu tak zwanej specjalnej operacji wojskowej oraz dyskredytowanie Ukrainy i jej kierownictwa.
Dalsze śledztwo VIGINUM wykazało techniczny związek między siecią Portal Kombat a krymską firmą internetową TigerWeb, która – według ustaleń francuskich ekspertów – odgrywała zasadniczą rolę w tworzeniu znacznej części tych stron i zarządzaniu nimi. Autorzy raportu podkreślają zarazem, że niektóre cechy techniczne i sposoby rozpowszechniania treści są podobne do rozwiązań stosowanych przez inne, znane już wcześniej prorosyjskie sieci informacyjne.
Szczególnie wymowne było to, że ujawnienie sieci nie doprowadziło do jej likwidacji. Już w kwietniu 2024 roku VIGINUM odnotowała dalszą ekspansję: liczba zidentyfikowanych portali wzrosła do 224, a nowe domeny były ukierunkowane nie tylko na państwa członkowskie UE, lecz także na kraje Bałkanów, Afryki i Azji. Francuscy eksperci nazwali ją starannie skonstruowaną siecią informacyjną, obejmującą niemal wszystkie państwa Unii Europejskiej.
Ta ewolucja każe inaczej spojrzeć na skuteczność sankcji wobec rosyjskich mediów państwowych. W badaniach Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (EEAS) coraz częściej pojawia się pojęcie Foreign Information Manipulation and Interference (FIMI), czyli zagraniczna manipulacja informacją i ingerencja. Takie ujęcie przenosi punkt ciężkości z pojedynczych mediów na szerszą sieć narzędzi, za których pośrednictwem można prowadzić skoordynowane operacje informacyjne.
W tym kontekście Polska budzi szczególne zainteresowanie. To tutaj zidentyfikowano kilka lokalnych serwisów, które regularnie tłumaczą, przedrukowują lub cytują materiały rosyjskich mediów państwowych, a następnie same stają się źródłami dla rosyjskich agencji informacyjnych. Powstaje w ten sposób zamknięty obieg: rosyjskie narracje przechodzą przez lokalne europejskie platformy, po czym wracają do rosyjskiej przestrzeni informacyjnej jako rzekome stanowisko polskich dziennikarzy lub głos europejskiej opinii publicznej.
Polska jest tylko jednym z węzłów tej sieci
Polska nie jest jednak jedynym przykładem. Analizy europejskich ośrodków badawczych wskazują, że podobny model funkcjonuje także w innych państwach Europy Środkowej. Zmieniają się jedynie nazwy stron, język publikacji i lokalne uwarunkowania polityczne. Mechanizm pozostaje ten sam: rosyjskie media państwowe lub serwisy powiązane z państwem stają się pierwotnym źródłem, lokalne witryny dostosowują materiały do krajowego kontekstu, a następnie publikacje te zaczynają funkcjonować jako rzekomo niezależne europejskie dziennikarstwo.
Szczególnie wymowne są przykłady Węgier i Słowacji – państw, w których analitycy wielokrotnie odnotowywali dużą koncentrację mediów systematycznie rozpowszechniających prokremlowskie narracje. Nie wszystkie są przy tym anonimowymi serwisami-śmietnikami. Część ma liczną publiczność i od lat działa w krajowej przestrzeni informacyjnej.
Na Węgrzech badacze regularnie wskazują Origo, Mandiner, Magyar Nemzet, Pesti Srácok, BalRad, a także węgierskojęzyczny segment międzynarodowej sieci Pravda. Według analityków serwisy te często cytują rosyjskie agencje państwowe lub powielają ramy interpretacyjne typowe dla kremlowskiej propagandy: od tez o nieskuteczności sankcji i zmęczeniu Zachodu Ukrainą po krytykę Unii Europejskiej i NATO. Większość materiałów jest przy tym podawana jako zwykłe wiadomości polityczne lub analizy, a nie jawna propaganda.
Przyjrzyjmy się pokrótce serwisowi Mandiner, jednemu z ważniejszych węgierskich mediów należących do prorządowego konglomeratu KESMA (Central European Press and Media Foundation). Regularnie wykorzystuje on materiały rosyjskich mediów państwowych – RIA Nowosti, Sputnika i RT – oraz innych prokremlowskich platform w Europie.
Polityka redakcyjna serwisu Mandiner często opiera się na manipulacyjnym przedstawianiu faktów, emocjonalnych nagłówkach i rozpowszechnianiu narracji zgodnych z kremlowską linią informacyjną. Rosję często przedstawia się w jego materiałach jako silne i niepokonane państwo, a odpowiedzialność za wojnę przerzuca się na Ukrainę i jej sojuszników.
Według danych Similarweb serwis notuje około 16,5 mln wizyt miesięcznie, a jego materiały regularnie stają się źródłem dla innych prorosyjskich węgierskich portali.
Charakterystycznym przykładem jest artykuł „Psychoza wojenna w Europie” (Háborús pszichózis Európában), w którym Mandiner oskarża europejskich przywódców o rzekome dążenie do przedłużania wojny na Ukrainie. Serwis nie zaznacza przy tym, że zakończenie działań wojennych jest możliwe po wycofaniu rosyjskich wojsk z bezprawnie okupowanych terytoriów Ukrainy. Państwa wspierające Ukrainę i prawo międzynarodowe określa natomiast jako prowojenne.

Mandiner rozpowszechnia także teorie spiskowe. Serwis promował między innymi twierdzenie o rzekomym imperium Sorosa, które nadal ma wywierać wpływ na Europę – jeden z typowych motywów prorosyjskich kampanii informacyjnych.
Podobnie jest na Słowacji. Ważną rolę odgrywa tam sieć tak zwanych „mediów alternatywnych”, wśród których badacze najczęściej wymieniają Oral, Hlavný denník, InfoVojna, TvoTV, Slovanské Noviny oraz słowacką odsłonę sieci Pravda. Mimo różnic w stylu redakcyjnym serwisy te regularnie rozpowszechniają podobne narracje: dyskredytują Ukrainę, podważają zaufanie do NATO i Unii Europejskiej, szerzą teorie spiskowe oraz publikują doniesienia pochodzące często z rosyjskich mediów państwowych lub powiązanych z nimi źródeł.
Przyjrzyjmy się pokrótce serwisowi Infovojna.bz, który przedstawia się jako alternatywne medium, choć jego treści regularnie noszą znamiona dezinformacji, prokremlowskiej propagandy i teorii spiskowych. Jest to jeden z najczęściej odwiedzanych słowackich serwisów rozpowszechniających rosyjskie narracje. Według danych Similarweb strona odnotowuje około 6 mln odsłon miesięcznie. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę słowacka domena .sk serwisu Infovojna została zablokowana z powodu rozpowszechniania treści propagandowych. Portal przeniósł się następnie ze słowackiej domeny .sk do domeny .bz (Belize) i kontynuował działalność na nowej platformie.
Infovojna systematycznie wykorzystuje materiały rosyjskich państwowych serwisów propagandowych, między innymi RT, Sputnika i RIA Nowosti. Analiza odsyłaczy wskazuje na tysiące wzmianek o tych platformach w materiałach portalu. Serwis stosuje również manipulacje wizualne: publikował obrazy, na których w jednym przekazie zestawiono prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, ukraińskich żołnierzy z jednostki Azow i wizerunek Adolfa Hitlera, tworząc fałszywe skojarzenie między Ukrainą a nazizmem.

Główne narracje serwisu Infovojna powtarzają tezy rosyjskiej propagandy: oskarżenia Zachodu o prowokowanie” wojny, usprawiedliwianie działań Rosji, promowanie kremlowskiej tezy o rzekomej denazyfikacji Ukrainy, dyskredytowanie ukraińskich wojskowych oraz rozpowszechnianie twierdzeń o rusofobii Zachodu.
Anatomia pasożyta, czyli przykład operacji „Sobowtór”

Wyobraź sobie, że jesteś mieszkańcem województwa wielkopolskiego. Szukasz w Google informacji o korkach w Poznaniu albo remoncie mostu w Ostrowie Wielkopolskim. Wyszukiwarka wyświetla odsyłacz do strony wielkopolska24.info. Nazwa brzmi wiarygodnie, wygląd jest znajomy, a wiadomości aktualne. Klikasz, nie podejrzewając, że właśnie wpadasz w pułapkę.

W rzeczywistości w regionie działa renomowany lokalny serwis wlkp24.info, należący do holdingu medialnego Promax. Serwis-pasożyt wielkopolska24.info to klasyczny przykład typosquattingu i mimikry informacyjnej opracowanej przez rosyjskich specjalistów od operacji informacyjno-psychologicznych (IPSO).
Dziesięć oblicz kremlowskich wpływów: od botów po „intelektualistów”
Po zbadaniu polskojęzycznego segmentu internetu odkryliśmy całą sieć serwisów, które na pierwszy rzut oka nie są ze sobą powiązane. Szczegółowa analiza treści i monitoring OSINT pokazują jednak, że wszystkie są trybikami tej samej machiny. Podzieliliśmy je na cztery główne grupy oddziaływania:
Grupa A. Bezpośrednie projekty dywersyjne
Są to cyfrowe przyczółki stworzone bezpośrednio przez rosyjskie służby specjalne. Należy do nich pravda-pl.com, część globalnej sieci dezinformacyjnej Portal-24, znanej również jako sieć „Pravda” i oficjalnie ujawnionej przez europejskie służby. Mechanizm działania jest prosty i prymitywny: serwisy automatycznie importują tłumaczenia komunikatów Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej i rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Mimo niemal zerowej rzeczywistej publiczności badania firmy NewsGuard wskazują, że właśnie takie serwisy służą do masowego rozpowszechniania w internecie treści, które mogą później trafiać do zbiorów treningowych dużych modeli językowych i innych systemów sztucznej inteligencji. Portal nie próbuje się maskować. Przykład omówimy poniżej.
Grupa B. Geopolityczni pośrednicy
Są to serwisy, które starają się nadać rosyjskiej agresji psudointelektualny pozór realizmu. Kierują przekaz do wykształconych odbiorców odrzucających prymitywne fałszerstwa, lecz skłonnych uwierzyć w teorie o strefach wpływów i realizmie geopolitycznym, opakowane w złożoną terminologię.
Najbardziej wpływowym graczem tego rodzaju w Polsce jest myslpolska.info (Myśl Polska). Najstarszy w kraju tygodnik narodowo-demokratyczny z czasem znalazł się pod pełną kontrolą sił rozpowszechniających treści zgodne z rosyjskimi narracjami i przekształcił się w platformę legitymizującą politykę Kremla. Regularnie publikuje tam Mateusz Piskorski – były oskarżony w sprawie o szpiegostwo na rzecz Rosji, który w związku z tym oskarżeniem przebywał w więzieniu. Główna narracja pisma brzmi: Polska powinna wystąpić z NATO, przestać wspierać Ukrainę i uznać przywództwo Moskwy, aby przetrwać, a pomoc dla Kijowa przedstawia się jako samobójstwo w interesie Anglosasów.
Platformy te tworzą łącznie intelektualną fasadę rosyjskiej propagandy, przenosząc zbrodnie wojenne Rosji na grunt „naturalnych procesów geopolitycznych”.
Grupa C. Handlarze strachem i teoriami spiskowymi
Serwisy te wykorzystują podstawową nieufność ludzi wobec instytucji państwowych, nauki i tradycyjnych mediów. Ich głównym celem jest rozmycie pojęcia obiektywnej prawdy i zanurzenie czytelnika w chaosie alternatywnych faktów.
Jaskrawymi przykładami tej strategii są portale wolnemedia.net i bumerangmedia.com. Ich metoda polega na tworzeniu wybuchowej mieszaniny: w jednym strumieniu informacji doniesienia o szkodliwości masztów 5G, lądowaniach UFO czy niebezpieczeństwie szczepionek sąsiadują z prorosyjską geopolityką. Mechanizm działa niezawodnie. Osoba, która wchodzi na stronę, by przeczytać o teorii płaskiej Ziemi, niepostrzeżenie zaczyna wierzyć w fałszywe informacje o amerykańskich laboratoriach biologicznych na Ukrainie. Portal Wolne Media wielokrotnie znajdował się również w centrum dziennikarskich śledztw.
Do podobnej publiczności, choć z innym przekazem, dociera portal ocenzurowane.pl. Przedstawiając się jako platforma bez cenzury, żeruje na pragnieniu użytkowników, by odkryć „ukrytą prawdę”. W praktyce gromadzi najbardziej alarmistyczne fałszywe informacje o przymusowej mobilizacji Polaków do wojny na Wschodzie oraz o nieuchronnym załamaniu gospodarczym Zachodu w następstwie sankcji wobec Rosji.
Tworząc atmosferę chronicznego strachu i beznadziei, serwisy te skłaniają odbiorców do szukania ratunku w „silnej ręce” – wizerunku, który kremlowska propaganda zawsze jest gotowa zaproponować.
Grupa D. Radykalni nacjonaliści i ultrakonserwatyści
Ta grupa serwisów wykorzystuje bolesne doświadczenia historyczne i uczucia religijne jako narzędzia podsycania wrogości między narodami i radykalizacji społeczeństwa.
Szczególne miejsce zajmuje portal magnapolonia.org. W tym przypadku zadziałał wyjątkowy paradoks: mimo tradycyjnie antyrosyjskiego kierunku polskiego nacjonalizmu serwis wpadł w pułapkę koncepcji „wspólnego wroga”, którym stał się liberalny Zachód. Dziś aktywnie promuje narracje o banderyzacji Polski i żąda natychmiastowego wstrzymania wszelkiej pomocy dla Kijowa.
Na drugim skrzydle działa marucha.wordpress.com (Dziennik gajowego Maruchy). To ultrakatolicki blog spiskowy, na którym Rosję przedstawia się jako ostatni bastion tradycyjnych wartości chrześcijańskich, prowadzący świętą wojnę przeciwko „zdegenerowanemu Zachodowi”. Blog skutecznie przekuwa religijny konserwatyzm polskich wiernych w polityczną lojalność wobec Kremla.
Do legitymizowania tych idei wśród szerokiej publiczności wykorzystywany jest serwis neon24.net (wcześniej neon24.pl). To otwarta platforma „dziennikarstwa obywatelskiego”. Z powodu całkowitego braku moderacji portal stał się cyfrowym wysypiskiem i schronieniem dla rosyjskich farm botów oraz marginalnych propagandystów, którzy masowo produkują agresywne treści antyukraińskie pod pozorem opinii zwykłych Polaków.
Jak działa zautomatyzowana propaganda
Weźmy na przykład wspomniany polskojęzyczny serwis pravda-pl.com, który badacze VIGINUM zaliczyli do sieci Portal Kombat, utworzonej w celu rozpowszechniania prokremlowskich treści w państwach Unii Europejskiej. Otwórzmy pierwszą z brzegu publikację z 15 lipca 2026 roku. Na pierwszy rzut oka materiał nie różnił się od dziesiątek innych tekstów zamieszczonych w serwisie. Pod tytułem „Gościnność się skończyła: UE zamyka granice dla ukraińskich poborowych” autorzy twierdzili, że Unia Europejska rzekomo przygotowuje decyzję o zakończeniu tymczasowej ochrony ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym. Uwagę przyciągała jednak nie sama teza, lecz sposób jej podania.

W trzecim akapicie tekstu pozostała adnotacja „Zakazane w Federacji Rosyjskiej” dodana po wzmiance o UPA. Taka uwaga nie ma dla polskiego czytelnika żadnego sensu – ani prawnego, ani redakcyjnego. Polskie media nie odwołują się do rosyjskiego ustawodawstwa jako elementu stylu redakcyjnego. W Federacji Rosyjskiej podobne formuły są natomiast stałym elementem przekazów informacyjnych. Rosyjskie prawo i praktyka państwowej regulacji mediów wymagają specjalnego oznaczania wzmianek o organizacjach uznanych w Rosji za ekstremistyczne lub zakazane.
Sam ten fragment nie dowodzi, że tekst napisała konkretna rosyjska instytucja państwowa. Jest jednak ważnym wskaźnikiem technicznym sugerującym, że podczas tworzenia lub tłumaczenia materiału użyto tekstu dostosowanego do rosyjskiego otoczenia prawnego, a odpowiednie oznaczenie nie zostało usunięte przed publikacją polskiej wersji.
Równie wymowne są cechy językowe samego artykułu. Użyto w nim formy „Zieliński” zamiast normatywnego polskiego zapisu nazwiska prezydenta Ukrainy – „Zełenski” – co odpowiada transliteracji pośredniej przez język rosyjski. W niektórych zdaniach czasowniki pozostają w bezokoliczniku zamiast przyjmować formę osobową, pojawiają się dosłowne kalki z rosyjskiego, a wyrażenia takie jak „zaczęli gotować ograniczenia” nie odpowiadają normom polszczyzny i wyglądają na dosłowne maszynowe tłumaczenie rosyjskiego zwrotu „начали готовить ограничения”. Podobnie skrót Komisji Europejskiej (KE) zapisano z naruszeniem polskich zasad ortograficznych.
Każdy z tych błędów z osobna mógłby wynikać z niedbałości redakcyjnej. Ich nagromadzenie tworzy jednak charakterystyczny profil zautomatyzowanej produkcji treści: tekst najpierw powstaje w jednym języku, a następnie jest tłumaczony przez systemy automatyczne bez pełnej korekty redakcyjnej.
Cykl życia współczesnej dezinformacji
W chwili zakończenia prac nad tym rozdziałem publikacja nie była już dostępna w serwisie pravda-pl.com. Nie sposób ustalić przyczyn jej usunięcia, dlatego nie spekulujemy na temat motywów administratorów. Samo zniknięcie materiału nie zmienia jednak wniosków badania. Przeciwnie, ujawnia kolejną charakterystyczną cechę współczesnych operacji informacyjnych.
W odróżnieniu od tradycyjnej propagandy, przez lata obecnej w drukowanych gazetach i telewizji, znaczna część współczesnych treści dezinformacyjnych ma celowo krótki cykl życia. Materiały te mogą szybko rozprzestrzeniać się za pośrednictwem sieci zlokalizowanych serwisów, mediów społecznościowych i agregatorów wiadomości, docierać do szerokiej publiczności, a następnie równie szybko znikać z otwartego dostępu. Ich oddziaływanie informacyjne często trwa jednak znacznie dłużej niż istnienie pierwotnego źródła.
Dlatego w śledztwach dziennikarskich zasadnicze znaczenie mają szybkie zabezpieczenie takich publikacji, tworzenie kopii archiwalnych, zachowywanie zrzutów ekranu i dokumentowanie śladów cyfrowych. W tym przypadku wartość ma nie tylko treść artykułu, lecz także zawarte w nim markery techniczne i językowe. Pozwalają one odtworzyć proces przygotowania materiału nawet po jego usunięciu.
Przypadek ten pokazuje znacznie szerszą tendencję. Współczesne operacje informacyjne coraz bardziej przypominają ulotne kampanie cyfrowe: treści powstają, są automatycznie dostosowywane do różnych języków i szybko rozpowszechniane przez sieć zlokalizowanych serwisów, a w razie potrzeby równie szybko znikają. Usunięcie pojedynczej publikacji nie oznacza jednak zniknięcia narracji. Nadal krąży ona w innych materiałach, na innych platformach i w innych środowiskach informacyjnych, zmieniając formę, lecz zachowując główne przesłanie.
Zdolność narracji informacyjnych do przetrwania pojedynczych publikacji, serwisów, a nawet sankcji wobec całych struktur medialnych jest jedną z głównych cech współczesnej wojny informacyjnej. Ten mechanizm szczegółowo przeanalizujemy w kolejnych badaniach.
Dlaczego przegrywają, ale mimo to są niebezpieczni?
Ten przypadek pokazuje dwie rzeczy. Z jednej strony – całkowitą degradację: treści powstają taśmowo, a ich autorzy popełniają dziecinne błędy i pozostawiają ślady rosyjskiego prawa. Z drugiej – niebezpieczną skalę machiny. Jeśli nie dostrzeżesz potknięcia na pierwszym etapie, w serwisie-śmietniku pravda-pl.com, na czwartym otrzymasz przyzwoity polski artykuł bez wzmianki o Federacji Rosyjskiej, zatruwający umysł tą samą kremlowską trucizną.
Nie chodzi o jeden typ serwisów, lecz o system, w którym każdy element pełni własną funkcję. Klony mediów, rzeczywiste wydawnictwa i zautomatyzowane zasoby są częściami jednego ekosystemu. Ich połączenie pozwala prokremlowskim narracjom dostosowywać się do lokalnego otoczenia i pozostawać widocznymi mimo sankcji wobec rosyjskich mediów państwowych.
W tych warunkach podstawowymi narzędziami obrony są krytyczne myślenie, weryfikacja źródeł pierwotnych oraz rozpoznawanie, kto tworzy, rozpowszechnia i legitymizuje informacje w europejskiej przestrzeni informacyjnej.
Oficjalne źródła rosyjskie i białoruskie przytoczone w niniejszym tekście służą wyłącznie celom informacyjnym. Treści pochodzące z tych źródeł mogą stanowić dezinformację lub propagandę.








