Tuapse pod ostrzałem: jak Ukraina uderza w serce rosyjskiego przemysłu naftowego

Rosja prowadzi pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie, codziennie atakuje ludność cywilną i ponosi odpowiedzialność za te zbrodnie. Jednocześnie Ukraina odpowiada uderzeniami w strategiczną infrastrukturę wroga — w szczególności w zakłady rafineryjne w Tuapse. Tuapse to strategiczny węzeł nad Morzem Czarnym, gdzie łączą się rafinacja ropy, logistyka i eksport. Siły Obronne Ukrainy wielokrotnie atakowały rafinerię ropy naftowej oraz infrastrukturę portową, powodując straty rzędu setek milionów dolarów. Na ile ta strategia jest skuteczna, co zmienia w wojnie i jakie ma konsekwencje? Czy rzeczywiście jest to front gospodarczy wojny? Jak takie uderzenia wpływają na potencjał militarny Rosji, jej budżet i życie ludności cywilnej? I czy można je nazwać nową formą sankcji — sankcji kinetycznych?

O jednym z kluczowych trendów współczesnej wojny — systematycznych uderzeniach Ukrainy w rosyjską infrastrukturę naftową — rozmawiamy z politologiem, dyrektorem centrum ekspercko-analitycznego DIALOG Andrijem Myselukiem.

W skrócie:

  • Ukraina otworzyła front sankcyjno-kinetyczny wojny. Ataki na rosyjskie rafinerie stały się narzędziem presji gospodarczej, które często działa na Rosję boleśniej niż tradycyjne sankcje.
  • Ataki na Tuapse i inne obiekty naftowe mają efekt kumulacyjny. Ukraińskie uderzenia wyłączają z eksploatacji kluczowe instalacje przetwórstwa ropy, których naprawa wymaga czasu, dużych zasobów i importowanych części.
  • Rosja traci dochody z ropy — głównego źródła finansowania wojny. Uszkodzenie rafinerii i infrastruktury logistycznej ogranicza możliwości Kremla w zakresie zarabiania na eksporcie surowców energetycznych.
  • Uderzenia niszczą wizerunek niepokonanej Rosji. Rosjanie widzą, że ukraińskie drony docierają do obiektów strategicznych, a obrona powietrzna nie gwarantuje ochrony. Powstaje rozdźwięk między propagandą a rzeczywistością.
  • Europa coraz częściej postrzega energetykę jako narzędzie rosyjskiej wojny hybrydowej. Pomimo zagrożeń dla rynków energetycznych sojusznicy rozumieją: Ukraina broni nie tylko siebie, lecz także bezpieczeństwa Europy.

Od początku roku ukraińskie drony dziesiątki razy skutecznie uderzały w rosyjską infrastrukturę naftową. Szczególnie silne ataki miały miejsce w kwietniu. Dlaczego właśnie rafinerie stały się dla Ukrainy celem priorytetowym? Czy można powiedzieć, że uderzenia w rafinerie mają bezpośredni wpływ na zdolność Rosji do prowadzenia wojny?

Politolog, dyrektor centrum ekspercko-analitycznego „DIALOG” Andrij Myseluk (zdjęcie z archiwum prywatnego)
Politolog, dyrektor centrum ekspercko-analitycznego „DIALOG” Andrij Myseluk (zdjęcie z archiwum prywatnego)

Biorąc pod uwagę, że zupełnie nieoczekiwanie Rosja uzyskała możliwość eksportu ropy i produktów ropopochodnych po decyzji administracji Trumpa o tymczasowym zniesieniu sankcji wobec kremlowskiego „czarnego złota”, oczywiście bardzo ważne jest to, że Ukraina zadaje uderzenia kinetyczne rafineriom oraz tankowcom transportującym rosyjską ropę, pozbawiając je zysków. [Stany Zjednoczone i sojusznicy wykorzystują tymczasowe złagodzenie sankcji, aby ustabilizować rynki światowe. Jednak administracja USA zniosła te wyjątki — red.]

W jakim stopniu takie uderzenia podważają narrację Kremla o kontroli nad sytuacją? Jeśli Ukraina systematycznie atakuje takie obiekty, jaki efekt kumulacyjny daje to w osłabianiu Rosji?

Kolejnym pozytywnym czynnikiem jest to, że uderzenia te mają oczywiście efekt kumulacyjny. Są wymierzone w instalacje pierwotnego przetwarzania ropy, które na długo wyłączają te zakłady z eksploatacji. Aby je naprawić, Rosjanie potrzebują bardzo dużych zasobów i czasu. A biorąc pod uwagę, że potrzebne są tam importowane komponenty i obowiązują sankcje, utrudnia to szybką naprawę tych rafinerii i przywrócenie ich pracy. Rosjanie chcieli wykorzystać okazję do uzyskania nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży ropy, ale Ukraina przechytrzyła wroga.

Uderzenia Sił Obronnych Ukrainy w infrastrukturę portową i rafinerię ropy naftowej w Tuapse w kwietniu spowodowały straty w wysokości ponad 300 mln dolarów. Poinformował o tym Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy. Proszę powiedzieć, w jaki sposób takie uderzenia zmieniają przebieg wojny pełnoskalowej? Jak krytyczne są te straty?

Tendencja do pogarszania się sytuacji wewnątrz Rosji i ograniczania jej zdolności do prowadzenia agresji na tym samym poziomie, na jakim była prowadzona od 2022 roku, jest widoczna i pokazuje swoje skutki.

Biorąc pod uwagę, że nie ma magicznej igły, w której kryłaby się śmierć rosyjskiego Kościeja [nawiązanie do wschodniosłowiańskiego folkloru, Kościej uosabia nieśmiertelne zło – red.], można oczywiście powiedzieć, że wszelkie straty Rosji będą dla niej bardzo bolesne i krytyczne. Widzimy, że z jednej strony sankcje nadal działają, a z drugiej systemowe, negatywne zmiany makroekonomiczne w rosyjskiej gospodarce nigdzie nie zniknęły. Ukraina skutecznie unieruchamia największe i bardzo ważne dla rosyjskiego przemysłu naftowego rafinerie. Oznacza to, że łączny efekt tych działań okazuje się bardzo znaczący. Tendencja do pogarszania się sytuacji wewnątrz Rosji i ograniczania jej zdolności do prowadzenia agresji na tym samym poziomie, na jakim była prowadzona od 2022 roku, jest widoczna i pokazuje swoje skutki.

W jakim stopniu uderzenia wymierzone w sektor naftowy trafiają właśnie w zdolność Rosji do finansowania wojny? Czy można powiedzieć, że Ukraina otworzyła nowy front — ekonomiczny?

Można powiedzieć, że Ukraina wykorzystała możliwości, które ma, oraz osiągnięcia w zakresie uderzeń dalekiego zasięgu. No i oczywiście to, że robi się to systematycznie, nieustannie, przynosi pozytywny efekt.

Można to nazwać frontem sankcyjno-kinetycznym, biorąc pod uwagę trafne sformułowanie Kijowskiej Szkoły Ekonomii, że są to ukraińskie sankcje kinetyczne. Działają one rzeczywiście bardziej niezawodnie i boleśnie dla Rosji niż próby ograniczenia eksportu rosyjskiej ropy przez kraje zachodnie. Można powiedzieć, że Ukraina wykorzystała możliwości, które ma, oraz osiągnięcia w zakresie uderzeń dalekiego zasięgu. No i oczywiście to, że robi się to systematycznie, nieustannie, przynosi pozytywny efekt. Nie ma to bezpośredniego wpływu na, powiedzmy, arsenał bojowy Rosji ani na liczbę dronów, które produkuje.

Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że na przykład w ostatnich dniach pojawiła się informacja, iż Chiny już, nawet specjalnie się z tym nie kryjąc, nadal dostarczają niezbędny sprzęt do produkcji dronów zarówno do Rosji, jak i do Iranu. Oznacza to, że ta oś niszczenia podstaw światowego porządku działa bez zarzutu. Chciałoby się, aby ukraińskie uderzenia w ogóle podcięły fundamenty Rosji. Ale tak naprawdę nie można tego powiedzieć, ponieważ rosyjska machina nadal działa. Kreml zadaje ciosy w odpowiedzi przede wszystkim obiektom wydobycia gazu, a Rosjanie nieustannie atakują południowe regiony. Biorąc pod uwagę, że efekt uderzeń w rosyjskie rafinerie i obiekty wojskowe nie jest widoczny od razu, to oczywiście, jak mówi nasze dowództwo wojskowe, trzeba je kontynuować nieustannie. I zmuszać Rosję do podjęcia konkretnych, a nie tylko pustych, deklaratywnych kroków w kierunku zaprzestania agresji i rozpoczęcia rozmów pokojowych.

Władze rosyjskie ograniczają obywatelom dostęp do informacji i internetu. Czy może to doprowadzić do wzrostu niezadowolenia wewnętrznego? Jak ważne jest, aby społeczeństwo rosyjskie zaczęło odczuwać wojnę nie tylko przez telewizję, lecz także fizycznie?

Oczywiście, gdy przez dziesięciolecia systematycznie wbijano to Rosjanom do głów, przy braku opozycji politycznej, a właściwie jakiejkolwiek opozycji systemowej, postrzeganie przez poddanych wzorca wyobrażonej rosyjskiej wielkości stało się żelazne i głęboko zakorzenione. Ale teraz wchodzi ono w bezpośredni konflikt z rzeczywistością, w której Rosjanie widzą ataki ukraińskich dronów na rafinerie i to, że rosyjska obrona powietrzna nie jest w stanie ich ochronić.

Trzeba zrozumieć sposób postrzegania rosyjskiej ludności. Świadomie unikam słowa „społeczeństwo”, ponieważ to ludność, poddani. Nie można nazwać rosyjskiego społeczeństwa dojrzałym. Ludność została wychowana przez dziesięciolecia putinowskiej propagandy w przekonaniu, że Rosja rzekomo nie tylko podnosi się z kolan, lecz jest wielkim państwem, silnym, potężnym, niepokonanym i w zasadzie dorównującym światowej potędze, Stanom Zjednoczonym. Oczywiście, gdy przez dziesięciolecia systematycznie wbijano to Rosjanom do głów, przy braku opozycji politycznej, a właściwie jakiejkolwiek opozycji systemowej, postrzeganie przez poddanych wzorca wyobrażonej rosyjskiej wielkości stało się żelazne i głęboko zakorzenione. Ale teraz wchodzi ono w bezpośredni konflikt z rzeczywistością, w której Rosjanie widzą ataki ukraińskich dronów na rafinerie i to, że rosyjska obrona powietrzna nie jest w stanie ich ochronić. I oczywiście stoi to w całkowitej sprzeczności z ich wyobrażeniem o tym, jak wielka jest Rosja i że będzie w stanie szybko poradzić sobie z każdym swoim wrogiem. Kolejną bardzo ważną kwestią jest to, że rosyjska ludność nie akceptuje słabego cara, cara pokonanego. To oczywiście powoduje negatywny odbiór działań Putina. Potwierdzają to nawet oficjalne ośrodki socjologiczne, których w Rosji są dwa: WCIOM i FOM. I oto jeden z nich już od kilku miesięcy odnotowuje, że poziom aprobaty dla działań Putina, jego popularność, konsekwentnie spada. To znaczy, proces się rozpoczął: obraz wyobrażonej rzeczywistości, w której Rosja jest potężnym, niepokonanym, wielkim krajem, zderza się z tym, co istnieje w praktycznej, codziennej rzeczywistości, której Rosja nie dostrzega.

Kiedy oni odczuwają w swoich kieszeniach, w swoich portfelach skutki tych putinowskich geopolitycznych awantur, jest to oczywiście sprowadzenie rosyjskiej ludności na ziemię, do sytuacji, w której się znajduje. Myślę, że ten proces będzie trwał, a Ukraina wkłada w to niezbędny wysiłek.

Jak ataki Ukrainy na rosyjskie rafinerie wpływają na Europę i jej bezpieczeństwo energetyczne? Wiemy, że kilka krajów europejskich nadal jest uzależnionych od rosyjskiego gazu.

Dlatego nie należy oczekiwać publicznego sprzeciwu europejskich sojuszników wobec tych uderzeń. To znaczy, wszyscy rozumieją, że trwa wojna, wojna z Federacją Rosyjską. Ukraina, podczas gdy Europejczycy przygotowują się do wojny z Rosją, już tę wojnę prowadzi.

To bardzo ważna kwestia. Na przykład gdy Ukraina wcześniej, w 2022 roku, a także w 2024 roku, przeprowadzała ataki na niektóre obiekty infrastruktury energetycznej Rosji, nasi sojusznicy, przede wszystkim Stany Zjednoczone, wielokrotnie wyrażali swoje niezadowolenie. Takie ataki mają bowiem bezpośredni wpływ na rynek ropy, na ceny… Ponieważ dla Amerykanów najważniejsza jest cena benzyny na stacji, władze USA były zainteresowane tym, aby pozostawała ona niska. A teraz widzimy, że sytuacja jest zupełnie inna, ponieważ właśnie w wyniku działań Stanów Zjednoczonych ceny ropy gwałtownie wzrosły. W tej sytuacji jakiekolwiek zarzuty dotyczące działań Ukrainy przeciwko obiektom infrastruktury naftowej i szerzej energetycznej Rosji są nie na miejscu. Dlatego ze strony Stanów Zjednoczonych obecnie nic takiego nie słychać. Jeśli chodzi o europejskich sojuszników, są oni oczywiście bardzo zaniepokojeni sytuacją dotyczącą stabilności dostaw ropy, benzyny i innych ważnych surowców. Rozumieją jednak, że Ukraina jest w stanie wojny i że broni nie tylko siebie, lecz także Europy. Dlatego najbardziej zdecydowane są kraje, które nie należą do „koalicji zdecydowanych”, ale są naprawdę zdecydowane — Wielka Brytania i inne. Zaostrzają one sankcje wobec, na przykład, cieniowych tankowców Federacji Rosyjskiej, próbują je zatrzymywać. I przynajmniej deklarują, że będą je zatrzymywać. Dlatego nie należy oczekiwać publicznego sprzeciwu europejskich sojuszników wobec tych uderzeń. To znaczy, wszyscy rozumieją, że trwa wojna, wojna z Federacją Rosyjską. Ukraina, podczas gdy Europejczycy przygotowują się do wojny z Rosją, już tę wojnę prowadzi. A jeśli miałoby dojść do jakiegoś oporu czy przeszkód, kraje europejskie nie będą tego robić na oficjalnym szczeblu. Jeśli chodzi o kraje rzeczywiście bardzo zależne od Rosji w zakresie dostaw rosyjskiej ropy, a są to przede wszystkim Węgry i Słowacja, ich głos nie jest decydujący w europejskim chórze. I chociaż po rozpoczęciu wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela przeciwko Iranowi Rosja próbowała wykorzystać swoich różnych agentów wpływu w innych krajach, w szczególności we Włoszech i we Francji, którzy mówili, że może powinniśmy zrewidować współpracę z Rosją, ponownie otworzyć rynek dla rosyjskich nośników energii, to jej się to nie udało.

Panuje bowiem świadomość, że Rosja wykorzystuje wpływ energetyczny jako narzędzie wojny hybrydowej przeciwko Europie. To jest to, o czym Ukraina mówiła od dawna, jeszcze przed pełnoskalową agresją, gdy mówiła o Nord Stream, ale Europejczycy wtedy się opierali i tego nie uznawali. Teraz jednak stało się to świadomością na poziomie elit i przetrwało próbę cen ropy po wojnie w Iranie.

Autorka: Svitlana Mialyk

Udostępnij w mediach społecznościowych