Estonia zwróciła się do Unii Europejskiej z prośbą o wyłączenie z 22. pakietu sankcji wobec Rosji Solikamskiego Zakładu Magnezowego oraz powiązanej z nim osoby fizycznej – dyrektora generalnego przedsiębiorstwa Rusłana Dimuchamiedowa. Powodem była zależność estońskiego przedsiębiorstwa NPM Silmet od dostaw rosyjskiego surowca, mającego strategiczne znaczenie dla przemysłu europejskiego. Władze estońskie oświadczyły jednocześnie, że w 2027 roku zamierzają powrócić do kwestii sankcji wobec zakładu, gdy firma NPM Silmet znajdzie alternatywnych dostawców.
W skrócie:
- Na prośbę Estonii z 22. pakietu sankcji wobec Rosji wyłączono Solikamski Zakład Magnezowy. Od jego dostaw zależy nie tylko działalność estońskiej firmy NPM Silmet, ale także innych europejskich producentów
- Obecnie estońska firma poszukuje alternatywnych dostawców; gdy tylko to nastąpi, rosyjski producent może zostać wpisany na listę sankcyjną
- W samej Estonii decyzję tę określono jako „sprzeczną z kursem polityki zagranicznej kraju”
- Estonia nie jest pierwszym krajem UE, który zwrócił się z prośbą o wyłączenie rosyjskich przedsiębiorstw z listy. Wcześniej z podobnymi prośbami zwracały się Węgry, Słowacja i Bułgaria
Solikamski Zakład Magnezowy (SMZ) znajduje się w Kraju Permskim w Rosji i wchodzi w skład korporacji państwowej Rosatom. Zakład produkuje magnez, związki metali ziem rzadkich, a także wyroby na bazie niobu i tantalu, wykorzystywane w zaawansowanych technologicznie gałęziach przemysłu.
Jednym z głównych zagranicznych odbiorców produktów zakładu jest firma NPM Silmet z siedzibą w estońskim mieście Sillamäe. Rosyjskie przedsiębiorstwo dostarcza jej węglany metali ziem rzadkich, które są następnie przetwarzane do dalszego wykorzystania w europejskim przemyśle, w tym w produkcji elektroniki, pojazdów elektrycznych, turbin wiatrowych i sprzętu lotniczego.
Według danych projektu śledczego Systema, w latach 2022–2024 SMZ dostarczył estońskiej firmie produkty o wartości ponad 50 milionów dolarów.

Wśród rynków zbytu produktów NPM Silmet w Unii Europejskiej znajdują się Niemcy, Francja, Austria i Hiszpania. Zgodnie ze sprawozdaniem finansowym przedsiębiorstwa, tylko w 2025 roku sprzedaż firmy do Niemiec wyniosła około 8,5 mln euro, do Francji – prawie 900 tysięcy euro, a do Austrii – 1,2 mln euro. Jednocześnie największym rynkiem w obrębie UE była sama Estonia, gdzie sprzedaż wyniosła około 10,6 mln euro.
Utrzymanie estońskiego odbiorcy jest jednak ważne również dla rosyjskiej fabryki. W swoich sprawozdaniach SMZ przyznaje, że sankcje doprowadziły do utraty klientów z „krajów nieprzyjaznych” w przypadku większości eksportowanych tam rodzajów produktów. W 2025 roku sprzedaż do krajów dalekiej zagranicy spadła o prawie 30% – z 2,7 do 1,9 mld rubli, a strata netto przedsiębiorstwa osiągnęła 3,2 mld rubli.
Obecnie zakład znajduje się pod kontrolą państwa rosyjskiego. W 2022 roku przedsiębiorstwo zostało znacjonalizowane w wyniku pozwu Prokuratury Generalnej, która zakwestionowała jego prywatyzację w latach 90., a w 2024 roku pakiet kontrolny akcji przekazano państwowej korporacji Rosatom.
Od stycznia 2023 roku na czele SMZ stoi Rusłan Dimuchamiedow, który wcześniej pełnił funkcję dyrektora ds. rozwoju biznesu w dywizji górniczej Rosatomu. Kieruje on również Stowarzyszeniem Producentów i Konsumentów Metali Rzadkich i Ziem Rzadkich. Na prośbę Estonii Dimuchamiedowa również nie umieszczono na liście sankcyjnej UE.
Prośba, która „jest sprzeczna z kursem polityki zagranicznej kraju”
Decyzja o uczynieniu wyjątku dla rosyjskiego przedsiębiorstwa wywołała pytania w samej Estonii. Premier Kristen Michal nie zaprzeczył temu, co oczywiste: pozostawienie rosyjskiego dostawcy poza listą sankcyjną jest sprzeczne z kursem polityki zagranicznej kraju.

Jak zauważyła wicekanclerz Ministerstwa Spraw Zagranicznych Kerli Veski, decyzja została podjęta ze względu na to, że od produktów estońskiej fabryki zależy nie tylko Estonia, a gdyby nałożono sankcje, ucierpiałby przemysł UE.
Omówiliśmy już z firmą NPM Silmet, w jaki sposób zmniejszyć obecną krytyczną zależność od dostaw surowców z Rosji. Firma zobowiązała się wówczas do znalezienia alternatywnych rozwiązań. Obecnie czekamy na moment, w którym Unia Europejska i różne gałęzie przemysłu przestaną być uzależnione od rosyjskich surowców. Wtedy będziemy mogli powrócić do kwestii umieszczenia tych przedsiębiorstw na liście sankcyjnej.
Jednak takie podejście nie zadowoliło wszystkich. Na posiedzeniu parlamentarnej komisji spraw zagranicznych 9 października posłowie określili wyłączenie rosyjskiej fabryki z projektu listy sankcyjnej jako bardzo nieprzyjemny precedens polityczny. Przewodniczący komisji Marko Mihkelson zażądał większej przejrzystości w kwestii zależności estońskiego biznesu od Rosji.
Warto zauważyć, że decyzja o utrzymaniu dostaw rosyjskiego surowca zbiegła się w czasie z kolejną serią ostrych oświadczeń władz estońskich pod adresem Moskwy.
Na wieść o wykluczeniu 8 października SMZ z projektu listy sankcyjnej, minister spraw zagranicznych Estonii Margus Tsahkna, przemawiając w Londynie, oświadczył, że żadne ustępstwa wobec Rosji nie przyniosą Europie pokoju, i wezwał do zapewnienia Ukrainie wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa.
Z kolei 9 października Estonia wraz z Łotwą i Litwą wystąpiła z inicjatywą całkowitego zakazu tranzytu rosyjskiego zboża przez terytorium Unii Europejskiej.
Kiedy jeszcze interesy gospodarcze rozeszły się z zasadami politycznymi
Niemniej jednak Estonia nie jest bynajmniej pierwszym krajem UE, dla którego sankcje antyrosyjskie okazały się zbyt kosztowne, gdy w grę weszły własne interesy gospodarcze. Precedensów nie brakuje.
W 2024 roku Węgry uzyskały specjalne wyjątki od reżimu sankcyjnego na potrzeby budowy elektrowni jądrowej Paks II – projektu rosyjskiego Rosatomu. Budapeszt dał do zrozumienia: bezpieczeństwo energetyczne kraju jest ważniejsze niż zerwanie współpracy z Moskwą.
Jeszcze wcześniej, w 2022 roku, Węgry i Słowacja nalegały na utrzymanie dostaw rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń, pomimo embarga naftowego UE. Argument był czysto praktyczny – lokalne rafinerie są uzależnione od rosyjskiego surowca, a nie ma czym go szybko zastąpić.
Z tego samego powodu wyjątek przyznano Bułgarii. Bruksela zezwoliła jej na kontynuowanie importu rosyjskiej ropy drogą morską do końca 2024 roku. Sofia tłumaczyła to koniecznością utrzymania działalności rafinerii i zapobieżenia gwałtownemu wzrostowi cen paliw. Później Bułgaria zrezygnowała z tego przywileju przed terminem.
Kiedy sankcje dotknęły przemysł metalurgiczny, wprowadzono wyjątki dotyczące rosyjskiej stali. W grudniu 2023 roku UE przedłużyła do września 2028 roku okres przejściowy dotyczący importu niektórych rodzajów rosyjskich półproduktów stalowych. Wśród zainteresowanych znalazły się przedsiębiorstwa w Belgii, w tym powiązane z rosyjską grupą NLMK.
W 2024 roku prezydent Francji Emmanuel Macron, według danych agencji Reuters, zabiegał u Kanady o złagodzenie sankcji wobec rosyjskiego tytanu. Zagrożone okazały się interesy firm Airbus i Safran, które wykorzystywały rosyjski metal w produkcji. Ostatecznie przedsiębiorstwa te uzyskały niezbędne zezwolenia na kontynuację dostaw. Co prawda w tym przypadku Paryż musiał negocjować nie z Brukselą, a z Ottawą.
Autor: Olga Siemaszko








