Jewhen Mahda: Zmianę władzy na Białorusi można osiągnąć wyłącznie od wewnątrz kraju

Sytuacja na Białorusi pozostaje w centrum uwagi europejskich mediów. Trwająca od ponad 1600 dni wojna rosyjsko-ukraińska jeszcze bardziej skupia uwagę na sytuacji na Białorusi. Tamtejszy dyktator Aleksander Łukaszenko sprawuje władzę od ponad 32 lat. Zbudował w kraju reżim autorytarny. Czy istnieje zagrożenie powtórzenia się rosyjskiej inwazji z terytorium Białorusi? Czy zostaną uwolnieni nowi więźniowie polityczni? Jak będzie wyglądała Białoruś po Łukaszence? O tym rozmawiamy z dyrektorem Instytutu Polityki Światowej Jewhenem Mahdą.

W skrócie:

  • Łukaszenko jest zależny od Kremla. Białoruś stała się de facto strukturą proxy Rosji, a Łukaszenko wykorzystuje dążenie Zachodu do dialogu, by targować się z Moskwą i Zachodem.
  • Uwolnienie więźniów politycznych nie oznacza zakończenia represji. Dzięki porozumieniom ze Stanami Zjednoczonymi na wolność wyszło ponad 500 białoruskich więźniów politycznych, ale reżim nadal zatrzymuje nowych.
  • Białoruś pozostaje zagrożeniem dla Ukrainy i Europy. Jej terytorium zostało już wykorzystane przez Rosję do inwazji na Ukrainę. Politolog Jewhen Mahda nie wyklucza, że w przyszłości Białoruś może zostać wykorzystana jako przyczółek do ataku hybrydowego przeciwko krajom NATO i UE.
  • Białorusini generalnie nie chcą wojny z Ukrainą. Jednocześnie rośnie liczba obywateli Białorusi, którzy podpisują kontrakty z rosyjską armią. A białoruski reżim aktywnie wspiera rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy.
  • Przyszłość Białorusi zależy od samych Białorusinów, ale nie należy mieć złudzeń. Według Jewhena Mahdy zmianę władzy na Białorusi można osiągnąć jedynie od wewnątrz. Jeśli Łukaszenko odejdzie przed Putinem, jego następca może okazać się jeszcze bardziej prorosyjski.

W ciągu ostatniego roku, dzięki staraniom administracji Trumpa, ponad 500 białoruskich więźniów politycznych odzyskało wolność. Jak to zmieniło sytuację na Białorusi? Co to zmieniło dla regionu?

Reżim Łukaszenki w stosunkach z administracją Donalda Trumpa próbuje grać na iluzjach tego ostatniego dotyczących możliwości odłączenia Białorusi od Rosji oraz pozbawienia jej statusu „białoruskiego balkonu”, który można wykorzystać do rosyjskiej agresji w regionie bałtycko-czarnomorskim. Dzięki częściowemu zniesieniu amerykańskich sankcji wobec linii lotniczych Belavia, producentów i eksporterów nawozów potasowych z Białorusi, na wolność wyszło kilkaset białoruskich więźniów politycznych. Wśród nich – laureat Nagrody Nobla Aleś Bialacki, znani przeciwnicy Łukaszenki Wiktar Babaryka i Swiatłana Kalesnikawa, obrońcy praw człowieka i dziennikarze. Osobnym wątkiem była tegoroczna wymiana znanego białoruskiego dziennikarza Andrzeja Poczobuta na zatrzymanych w Polsce białoruskich i rosyjskich szpiegów. W wymianie uczestniczyła również Mołdawia. Obecnie w Mińsku oczekuje się na specjalnego przedstawiciela Trumpa, Johna Coale’a, a przedstawiciele obrońców praw człowieka przygotowują listy więźniów do uwolnienia, których liczba w ostatnim czasie nie uległa znaczącej zmianie.

Na zdjęciu – dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewhen Mahda
Na zdjęciu – dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewhen Mahda

Czy to oznacza, że Łukaszenko handluje ludźmi?

W rzeczywistości problem nie polega wyłącznie na stworzeniu takiego mechanizmu. Dążenie Trumpa do „oderwania” Łukaszenki od Kremla opiera się nie na zrozumieniu realiów regionalnych ani specyfiki jego stosunków z Putinem, lecz na emocjonalnych ocenach. W rezultacie Trump naruszył logikę amerykańskich sankcji wobec Białorusi (sankcje ze strony UE pozostają w pełnym zakresie) i wzbudził u Łukaszenki zawyżoną samoocenę. Problem polega również na tym, że zamiast zwolnionych więźniów politycznych represyjny aparat Łukaszenki nadal zatrzymuje nowych. Mamy więc do czynienia z paradoksem: uwolnienie więźniów jest konieczne, ale nie za taką cenę.

Dążenie Trumpa do „oderwania” Łukaszenki od Kremla opiera się nie na zrozumieniu realiów regionalnych ani specyfiki jego stosunków z Putinem, lecz na emocjonalnych ocenach.

Wspomniany przez Pana Andrzej Poczobut 8 września powrócił na Białoruś, tak jak obiecał. Jak rozumiem, jest to jego stanowisko jako człowieka i obywatela…

Chociaż osobiście nie znam Andrzeja Poczobuta, od dawna obserwuję jego postawę zawodową i obywatelską. Budzi ona we mnie ogromny szacunek, ponieważ Poczobut jest człowiekiem z zasadami, który nie poddał się za kratami łukaszenkowskiego więzienia. Jego dążenie do powrotu na Białoruś może komuś wydać się irracjonalne. Uważam jednak, że to odważny czyn silnego, bardzo silnego człowieka. Można również powiedzieć, że uwolnienie Poczobuta częściowo poprawiło stosunki polsko-białoruskie, chociaż nie doszło do radykalnego zniesienia sankcji ze strony Warszawy – wraz z innymi sąsiadami Białorusi Polska trzyma się wspólnego stanowiska UE w tej kwestii.

Białoruś pozostaje centrum autorytaryzmu w Europie. W gruncie rzeczy jest to ostatnia europejska dyktatura. Kto jest za to odpowiedzialny? Dlaczego tak się dzieje? I jaka będzie dalsza rola Białorusi po Łukaszence?

Myślę, że Łukaszenko przegrał z Putinem rywalizację o status „ostatniego dyktatora Europy”, ponieważ gospodarz Kremla okazał się bardziej zręczny i cyniczny. Stłumienie przez białoruskie władze protestów w 2020 roku, kryzys migracyjny w 2021 roku oraz współudział Białorusi w przeprowadzeniu zakrojonej na szeroką skalę agresji Rosji przeciwko Ukrainie spowodowały ukształtowanie się odpowiedniego stosunku do Łukaszenki. Dzisiaj Republika Białorusi jest strukturą proxy Kremla, za którą można się schronić. Świadczą o tym publiczne oświadczenia Putina dotyczące rozmieszczenia na Białorusi taktycznej broni jądrowej w 2023 roku lub kompleksu rakietowego Oresznik w 2025 roku. Kreml zręcznie wykorzystuje dążenie Mińska do wykazania niezależności w swoim rozumieniu, otwarcie wykorzystując ambicje Łukaszenki w swoich interesach. Na przykład w 2023 roku Federacja Rosyjska przekazała Białorusi dywizjon operacyjno-taktycznych zestawów rakietowych Iskander, z których wcześniej ostrzeliwała terytorium Ukrainy. Te wyrzutnie rakietowe są zdolne do przenoszenia głowic jądrowych.

Chciałbym przypomnieć, że Łukaszenko przez ponad 32 lata sprawowania władzy przechodził różne etapy stosunków z Zachodem. Jednak nigdy nie był w stanie odmówić „kuszącej propozycji” ze strony Kremla, być może dlatego, że zależność Białorusi od Rosji jako dostawcy tanich surowców energetycznych oraz rynku zbytu białoruskich towarów zawsze miała decydujące znaczenie. Kreml zręcznie trzyma Łukaszenkę na krótkiej smyczy, o czym świadczy istotna rola białoruskich przedsiębiorstw w realizacji zadań dla rosyjskiego kompleksu obronno-przemysłowego. Setki białoruskich przedsiębiorstw pracują dziś na rzecz kontynuacji wojny Rosji przeciwko Ukrainie, co Łukaszenko wykorzystuje jako argument przeciwko angażowaniu się w bezpośrednie działania agresywne.

Czyli Białorusini nie chcą walczyć przeciwko Ukrainie?

W szerokim sensie – nie, nie chcą, a Łukaszenko boi się też mobilizacji (czytaj: rozdania broni) tym, którzy w 2020 roku brali udział w protestach. Przytoczę jednak inny fakt: stopniowo rośnie liczba obywateli Białorusi, którzy podpisują kontrakt z rosyjską armią. Jest ich już więcej niż Białorusinów, którzy dołączyli do szeregów Sił Obronnych Ukrainy jako ochotnicy. To niepokojąca i niezwykle nieprzyjemna tendencja. Jednak miliony obywateli Białorusi nie chcą, aby ich kraj został wciągnięty w wojnę – to fakt powszechnie znany i oczywisty dla wielu.

Zauważyli Państwo ogniska napięć wokół migrantów, wykorzystywanych jako narzędzie prowokacji przeciwko sąsiadom Białorusi. Jak do tego podchodzi reżim Łukaszenki? Czy jest ofiarą tego procesu, czy też jego inicjatorem?

W 2021 roku kryzys migracyjny na granicy Białorusi z Litwą i Polską został zainicjowany i zorganizowany przez reżim Łukaszenki. Wyglądało to na narzędzie nacisku na UE dokładnie do 24 lutego 2022 roku, jednak wraz z rozpoczęciem szeroko zakrojonej agresji Rosji na Ukrainę stało się jasne, że była to zasłona dymna mająca na celu ukrycie przygotowań do inwazji.

Czyli kiedy Łukaszenko publicznie stwierdził: „My z Władimirem Władimirowiczem jesteśmy współagresorami”, nie kłamał?

Miał swoje powody, by tak mówić. Jednak fakt współudziału białoruskich władz w wywołaniu największej wojny we współczesnym świecie pozostaje niepodważalny. Łukaszenko będzie musiał ponieść za to odpowiedzialność, choć obecnie próbuje on znaleźć sposób, by zająć miejsce przy stole negocjacyjnym w sprawie zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Jednak fakt współudziału białoruskich władz w wywołaniu największej wojny we współczesnym świecie pozostaje niepodważalny.

W związku z tym musimy znaleźć odpowiedzi również na pytanie, jak rozwijać stosunki między Białorusią a Ukrainą. Czy rzeczywiście istnieje zagrożenie wojną, która ponownie może wkroczyć z terytorium Białorusi na Ukrainę?

W perspektywie historycznej Białoruś i Ukraina nie walczyły ze sobą. Co więcej – to właśnie nasze narody, jak żadne inne, odczuły na własnej skórze presję rosyjskiego imperializmu i radzieckiej koncepcji „bratnich narodów”. W lipcu 1994 roku na Białorusi i na Ukrainie odbyły się wybory prezydenckie, które stały się punktem bifurkacji w historii rozwoju republik postsowieckich. W lutym 2022 roku z terytorium Białorusi na Ukrainę wkroczyła wielotysięczna grupa rosyjskich wojsk, pomimo licznych obietnic Łukaszenki i jego otoczenia, że to się nigdy nie wydarzy. Ukraina przetrwała, dała odpór i nadal będzie pozostawać państwem demokratycznym – jestem tego pewien pomimo wszystkich istniejących dziś problemów. Jaką przyszłość ma Białoruś? Odpowiedź na to pytanie leży w rękach jej obywateli; zmiany w tym państwie, podobnie jak w każdym innym, są możliwe jedynie od wewnątrz.

Jak w takim razie można wykorzystać różne czynniki wpływu Białorusi na zachodnich sąsiadów? Przecież zagrożenie eskalacją w regionie ze strony Rosji nie maleje, a stale rośnie.

Wymienię kilka czynników: białoruska propaganda państwowa aktywnie działa przeciwko zachodnim sąsiadom – Polsce, Litwie i Łotwie. „Straszydła” na temat NATO i bzdury o UE stały się normą w białoruskiej przestrzeni medialnej. Ponieważ w europejskiej przestrzeni informacyjnej aktywnie dyskutuje się o perspektywach eskalacji ze strony Rosji, nie wykluczam, że terytorium Białorusi może stać się przyczółkiem do ataku hybrydowego – tym razem skierowanego przeciwko krajom NATO i UE. Pozwoli to Kremlowi umyć ręce i oświadczyć o własnym braku udziału w takich działaniach. Dlatego Białoruś i sytuacja w tym kraju powinny pozostać w centrum uwagi jej sąsiadów; uważam za celowe skoordynowanie działań krajów Trójkąta Lubelskiego – Litwy, Polski i Białorusi.

Czy Łukaszenko jest gotowy stać się narzędziem w cudzych rękach? Na koniec zadam pytanie: jaka będzie Białoruś po Łukaszence?

Po przeanalizowaniu charakteru relacji Łukaszenki i Putina muszę podkreślić: nie są oni przyjaciółmi, pomimo ponad 100 spotkań, które odbyły się w ciągu ostatnich 25 lat. Łukaszenko jest geopolitycznym ordynansem Putina, zmuszonym do służenia jego interesom. I to mu się nie podoba, choć nie jest w stanie zmienić tej sytuacji. Jeśli zmiana władzy na Białorusi nastąpi przed zmianą władzy w Rosji, w Mińsku u steru pojawi się polityk jeszcze bardziej prorosyjski niż Aleksander Łukaszenko. Niestety, jestem tego pewien. Dlatego radzę nie żywić złudzeń co do Białorusi, a pracować z jej obywatelami jeszcze wytrwalej.

Łukaszenko jest geopolitycznym ordynansem Putina, zmuszonym do służenia jego interesom. I to mu się nie podoba, choć nie jest w stanie zmienić tej sytuacji.

Wywiad przeprowadziła Switłana Miałyk

Udostępnij w mediach społecznościowych