Rada Miejska Użhorodu jako pierwsza na Ukrainie potępiła 19 sierpnia 1991 roku moskiewski Państwowy Komitet ds. Stanu Wyjątkowego (Komitet Janajewa)
Mówią, że wielkie rzeczy lepiej widać z daleka. Tak samo wyjątkowość każdego znaczącego wydarzenia społecznego można należycie ocenić dopiero po latach. Do takich wydarzeń bez wątpienia należy nadzwyczajna sesja Użhorodzkiej Rady Miejskiej, która odbyła się dokładnie 35 lat temu. Aby współczesny czytelnik mógł w pełni zrozumieć jej znaczenie i atmosferę społeczną, która ją poprzedzała, cofnijmy się na krótko do tamtych lat.
W skrócie:
- „Kosmetyczny remont” imperium radzieckiego nie mógł przynieść oczekiwanych rezultatów, ponieważ osłabienie dyktatu partii rządzącej i ograniczenie represji, które stanowiły jego fundament, przyniosły diametralnie przeciwny skutek
- Już pierwszego dnia puczu na Ukrainie tylko dwie rady odważyły się potępić działania buntowników – Użhorodzka Rada Miejska i Lwowska Rada Obwodowa
- Zdawaliśmy sobie sprawę, że w razie zwycięstwa „komitetu nadzwyczajnego” każdy będzie musiał ponieść odpowiedzialność
- Dowódca garnizonu wojskowego w Użhorodzie, pułkownik Sojnow, zapewnił radnych, że nie wyprowadzi podlegającego mu garnizonu na ulice miasta. Był to odważny krok prawdziwego oficera
Ostatnia konwulsja konającego imperium
Na początku lat 90. ubiegłego wieku radzieckie „imperium zła” pękało w szwach. Gospodarka tego ogromnego kraju gwałtownie i nieuchronnie staczała się w otchłań. Jej upadek spowodowały trzy potężne czynniki geopolityczne: udział radzieckiego kontyngentu wojskowego w trwającej dziesięć lat wojnie w Afganistanie (1979–1989 r.), awaria techniczna w elektrowni jądrowej w Czarnobylu (1986 r.) i późniejsza likwidacja jej katastrofalnych skutków, a także wciągnięcie kraju w wyczerpujący wyścig zbrojeń, narzucony mu przez administrację prezydenta USA Ronalda Reagana. Wszystko to wymagało ogromnych zasobów finansowych i materialnych, które można było pozyskać jedynie kosztem ograniczenia wydatków na potrzeby społeczne własnego narodu. Co też z „sukcesem” czyniono…
Pokolenia urodzone w czasach niepodległości Ukrainy zapewne nie są nawet w stanie wyobrazić sobie ówczesnej sytuacji. Na przełomie lat 80. i 90. półki radzieckich sklepów spożywczych, które w „kraju najsmaczniejszych lodów na świecie” nigdy nie uginały się od szczególnego dostatku, stały się niemal całkowicie puste. Dotkliwy niedobór produktów mięsnych i mlecznych na długo stał się zjawiskiem powszechnym. W Użhorodzie pod koniec lat 80., aby kupić butelkę mleka dla dzieci, musiałem od godz. 7.00 stać w kolejce przed sklepem spożywczym, jeszcze na godzinę przed jego otwarciem. Ponieważ mleka nie wystarczało dla wszystkich, tylko bardziej zwinni w zaciekłej przepychance mieli szczęście się „zaopatrzyć”. Masło dostarczano tylko do wybranych sklepów spożywczych w mieście raz w tygodniu – w czwartek – i sprzedawano je najwyżej przez godzinę, półtorej. Mięsa i wyrobów mięsnych w handlu państwowym nie było w ogóle. Produkty mięsne sprzedawano wyłącznie w sklepach spółdzielczości spożywczej i na targowiskach, ale za… trzykrotnie wyższą cenę niż w handlu państwowym. Wódkę, wino i papierosy można było kupić wyłącznie za specjalne talony.
Aby kupić kolorowy telewizor Elektron, lodówkę lub inny sprzęt gospodarstwa domowego, trzeba było zapisać się na listę oczekujących i czekać kilka miesięcy. W miarę przyzwoitą odzież z importu kupowało się za trzykrotnie wyższą cenę na pchlich targach od spekulantów albo szyło u znajomych krawców w domu, ponieważ wyroby radzieckiego przemysłu lekkiego nadawały się co najwyżej na strachy na wróble…
Nowy i stosunkowo młody radziecki przywódca Michaił Gorbaczow, który przejął najwyższą władzę w 1985 roku po serii zgonów swoich sędziwych poprzedników – Leonida Breżniewa, Jurija Andropowa i Konstantina Czernienki – następujących w odstępach nie dłuższych niż półtora roku, zdawał sobie sprawę z krytycznej sytuacji. Wraz z osobami o podobnych poglądach podjął się syzyfowej pracy – ratowania konającego imperium poprzez przeprowadzenie gruntownych reform. Ogłosił kurs na pieriestrojkę, która zakładała zniesienie zakazu prywatnej przedsiębiorczości w niektórych branżach, złagodzenie represji wobec dysydentów, zezwolenie na tworzenie nieformalnych organizacji społecznych, pluralizm poglądów w mediach, wolność zgromadzeń i demonstracji, a później także wielopartyjność.
Jednak „kosmetyczny remont” nie mógł przynieść oczekiwanych rezultatów, ponieważ osłabienie dyktatu partii rządzącej i ograniczenie represji, które stanowiły spoiwo imperium, a także rozwój prywatnej inicjatywy w gospodarce przyniosły diametralnie przeciwny skutek – nasilenie tendencji odśrodkowych i dążenie republik związkowych do ogłoszenia własnej niepodległości państwowej. Co później też się stało.
Na samym początku gorbaczowowskiej pieriestrojki większość obywateli kraju przyjęła te zmiany jak łyk świeżego powietrza w pomieszczeniu pełnym ciężkiego zaduchu. Jednocześnie konserwatywna część reżimu rządzącego i aparatu represji zdawała sobie sprawę, że traci absolutną władzę i osobiste przywileje, dlatego przyjęła je niezwykle wrogo. Swoistym politycznym manifestem ortodoksów stał się opublikowany w gazecie Sowiecka Rosja artykuł leningradzkiej wykładowczyni Niny Andriejewej „Nie mogę odstąpić od zasad”, w którym poważnie kwestionowano słuszność kursu na pierestrojkę.
Postępowe zmiany płynące z centrum bardzo często spotykały się z jawnym ignorowaniem, a nawet zaciekłym oporem lokalnych władz. Szczególnie na Ukrainie, gdzie pomimo wielkich zmian kadrowych i wiatru zmian w Moskwie nadal rządził osławiony filar breżniewowskiego reżimu, ukrainofob Wołodymyr Szczerbycki. Popularny w tamtych latach lwowski zespół rockowy „Braty Hadiukiny” tak opiewał ówczesne ukraińskie realia polityczne: „A na Ukrainie ład i spokój: śpiewa słowik, cwiń-cwiń-cwiń, tioch-tioch-tioch, z nami partia i Bóg!”…
Kremlowscy ortodoksi, wspierani przez KGB, dostrzegali nieuchronność upadku ZSRR i postanowili odsunąć Gorbaczowa od władzy oraz powrócić do niepodzielnego dyktatu partii komunistycznej i służb specjalnych. Rankiem 19 sierpnia 1991 roku mieszkańcy kraju i cały świat dowiedzieli się z telewizji i radia, że prezydent kraju Gorbaczow podczas letniego wypoczynku na daczy na Krymie nagle zachorował i nie jest już w stanie pełnić funkcji głowy państwa. Cała władza miała przejść w ręce nowej, nieprzewidzianej w konstytucji struktury – DKNP (Państwowego Komitetu ds. Stanu Wyjątkowego; ros. GKChP). Ten krok stał się ostatnią konwulsją umierającego imperium zła.
Po usłyszeniu tej wiadomości niemal cały kraj był w szoku. Jednak chyba najbardziej „rozbolała głowa” przedstawicieli władz różnych szczebli. To właśnie oni nie mogli po prostu przemilczeć sprawy, usunąć się na bok i przeczekać, która strona zwycięży. Trzeba było się określić. A nie było to łatwe, bo niezależnie od tego, kogo byś poparł, ryzykowałeś – od razu albo z czasem – utratę nie tylko stanowiska i zrujnowanie kariery, lecz także osobistej wolności.

Przez trzy i pół dekady napisano wiele różnych opracowań i wspomnień o tym, jak w tej sytuacji zachowali się najwyżsi urzędnicy Ukrainy oraz jak w toku konfrontacji z DKNP zrodziła się ukraińska niepodległość państwowa, ogłoszona szóstego dnia po nieudanej próbie przewrotu.
Był jeszcze samorząd lokalny, odzwierciedlający bezpośrednie dążenia i nastroje swoich wyborców. Absolutna większość rad lokalnych na Ukrainie przyjęła wówczas postawę wyczekującą. Tylko dwie rady – Użhorodzka Rada Miejska i Lwowska Rada Obwodowa – odważyły się potępić działania buntowników już pierwszego dnia puczu.

Większość radnych Użhorodzkiej Rady Miejskiej pierwszej demokratycznej kadencji, nawet pod nieobecność w mieście jej przewodniczącego Emila Łandowskiego, zachowała się godnie, odpowiedzialnie, a nawet odważnie. Zainicjowała natychmiastowe zwołanie nadzwyczajnej sesji. Głosami 59 z 67 obecnych na sesji radnych przyjęto „Apel do Rady Najwyższej Ukraińskiej SRR i do mieszkańców Użhorodu”, w którym podkreślono, że „Rada Miejska Użhorodu pozostaje przy stanowisku zawartym w Deklaracji o suwerenności państwowej Ukrainy i nie popiera działań Państwowego Komitetu ds. Stanu Wyjątkowego na terytorium Ukrainy”, a także wezwano Radę Najwyższą Ukrainy, aby „niezwłocznie zwołała sesję i wyraziła stanowisko najwyższego organu władzy państwowej Ukrainy w zaistniałej sytuacji”.
W przededniu 35. rocznicy tych wydarzeń rozmawiałem z niektórymi radnymi, którzy podejmowali tę przełomową decyzję, i poprosiłem ich, aby przypomnieli sobie, jak się rodziła.
„Zrobiliśmy wtedy to, co musieliśmy zrobić”
Jurij Ażniuk, doktor nauk fizyczno-matematycznych, pracownik naukowy Instytutu Fizyki Elektronowej Narodowej Akademii Nauk Ukrainy (Użhorod)
Po reformach wprowadzonych przez Gorbaczowa, przede wszystkim w sferze polityczno-ideologicznej, w kraju odbyły się prawdziwe wybory (wcześniej o każdy mandat ubiegał się tylko jeden kandydat z „niewzruszonego bloku komunistów i bezpartyjnych”). Konkurencja wyborcza umożliwiła dojście do władzy, zwłaszcza na szczeblu lokalnym, ludziom o niezależnej i aktywnej postawie obywatelskiej.
W tamtym czasie byłem jednym ze 125 radnych Rady Miejskiej Użhorodu. Zostaliśmy wybrani w wyborach w 1990 roku – pierwszych i jedynych w czasach radzieckich, w których wybierano spośród dwóch lub większej liczby kandydatów. Skład rady był bardzo interesujący: tworzyli go przedstawiciele różnych warstw społecznych miasta, różnych grup wiekowych i narodowościowych oraz różnych nurtów politycznych. Część radnych kierowała się linią partii komunistycznej. Pozostali radni, których poglądy polityczne obejmowały szerokie spektrum, byli na ogół zwolennikami zmian o charakterze demokratycznym. Grupie tej udało się na pierwszym posiedzeniu wybrać na przewodniczącego rady docenta Uniwersytetu Użhorodzkiego Emila Łandowskiego. Nie istniała wówczas wyraźna struktura oparta – jak obecnie – na partiach politycznych czy interesach biznesowych; każdy głosował według własnego uznania.
W okresie radykalnych zmian w kraju radni zajmowali się nie tylko problemami lokalnymi, lecz także aktywnie reagowali na kwestie ogólnopolityczne. Nic więc dziwnego, że 19 sierpnia 1991 roku, usłyszawszy rano w radiu (internet wtedy jeszcze nie istniał, a radio stało w kuchni praktycznie w każdym mieszkaniu) o przewrocie w Moskwie, ja, podobnie jak wielu innych radnych, natychmiast poszedłem do rady miejskiej. Po spotkaniu z kolegami-radnymi usłyszałem od jednego z nich: „Trzeba zwołać sesję”.
Zgodnie z regulaminem rady nadzwyczajną sesję mógł zwołać przewodniczący rady; można ją było również zwołać na wniosek 25 radnych. Przewodniczący rady Łandowski był tego dnia w podróży służbowej za granicą, dlatego postanowiliśmy zebrać 25 podpisów radnych. Szybko napisałem odpowiedni wniosek na maszynie do pisania (komputery nie weszły wówczas jeszcze do codziennego użytku) i od razu zebrano wymaganą liczbę podpisów.
Liczba obecnych radnych wystarczała do osiągnięcia kworum, więc sesja rozpoczęła obrady. Grupa młodych radnych (Jurij Ażniuk, Jurij Hałamba, Ołeh Dyba, Jurij Klucziwski i Ołeksandr Samojłenko) przygotowała projekt uchwały rady miejskiej, w którym stwierdzono, że Użhorodzka Rada Miejska pozostaje przy stanowisku zawartym w Deklaracji o suwerenności państwowej Ukrainy i nie popiera działalności Państwowego Komitetu ds. Stanu Wyjątkowego ZSRR.
Wśród radnych, którzy poparli ten projekt uchwały, byli działacze Ludowego Ruchu Ukrainy (głównej wówczas opozycyjnej siły patriotycznej Ukrainy), członkowie innych organizacji społecznych, kierownictwo rady w osobie pierwszego zastępcy przewodniczącego Wasyla Prokopca, a także radni, którzy nie utożsamiali się z żadną siłą polityczną, ale odważnie i jednoznacznie wystąpili przeciwko komunistycznemu rewanżowi. Przypomina mi się jeszcze jeden szczegół: Sasza Samojłenko szturchnął mnie łokciem w bok i rzucił wymowne spojrzenie, gdy pod wnioskiem o zwołanie sesji podpisywał się radny Ołeksij Korsun, zastępca szefa obwodowego KGB (Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego). Do tamtej pory nie miałem okazji zetknąć się z przedstawicielami tej osławionej struktury. Ołeksij Mychajłowycz – zarówno wtedy, jak i później – okazał się prawdziwym człowiekiem i ukraińskim patriotą. Ten szczegół zapadł mi w pamięć na całe życie: nie należy pochopnie oceniać ludzi wyłącznie na podstawie ich stanowiska czy stopnia.
Czasami pytano mnie, kto był głównym koordynatorem zwołania sesji i dalszego biegu wydarzeń. Jako bezpośredni uczestnik powiem: moim zdaniem nie było jednego koordynatora. Była to wspólna praca wielu zaangażowanych osób. Wszyscy zapewne rozumieli, że w razie zwycięstwa „komitetu nadzwyczajnego” każdy będzie musiał ponieść odpowiedzialność. Dlaczego się nie baliśmy – nie wiem. Okazało się jednak, że nie było to aż tak ważne. Zrobiliśmy wtedy to, co musieliśmy zrobić – wyraziliśmy swoją opinię jako organ wybieralny.
Protesty w Moskwie w dniach 19–21 sierpnia 1991 roku zmieniły bieg wydarzeń. Komitet Stanu Wyjątkowego wycofał się. A 24 sierpnia Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła Akt ogłoszenia niepodległości Ukrainy, który 1 grudnia naród ukraiński potwierdził w referendum 90% głosów. Tydzień później przywódcy Rosji, Ukrainy i Białorusi w Puszczy Białowieskiej stwierdzili, że Związek Radziecki przestał istnieć.
Niepodległość Ukrainy nadeszła pokojowo. Jednak w praktyce niemal się to nie zdarza. W historii są dwa wyjątki – odłączenie się Norwegii od Szwecji (1905) oraz Słowacji od Czech (1993). We wszystkich pozostałych przypadkach dawna metropolia z pewnością zechce was ponownie podbić. Zwłaszcza jeśli tą metropolią jest Rosja. Splot okoliczności (Rosja na kilka lat utknęła w dwóch wojnach w Czeczenii) dał nam chwilę wytchnienia. Przez te lata wzmocniliśmy się. Niesamowicie się wzmocniliśmy, stworzyliśmy naród polityczny. I dlatego stoimy!
Wojna z Moskowitami trwa już dwanaście lat. Cztery i pół roku – na pełną skalę. A wśród tych, którzy dziś z bronią w ręku walczą na froncie w naszej obronie, są dwaj radni Użhorodzkiej Rady Miejskiej, którzy 19 sierpnia 1991 roku podejmowali decyzje w sali obrad. To Ołeh Dyba i Serhij Zinczuk. Wtedy mieli nieco ponad dwadzieścia lat. Teraz – znacznie ponad pięćdziesiąt. A to, co robią dziś na froncie, jest o wiele ważniejsze od tego, co oni (i my wszyscy razem) zrobiliśmy wtedy tutaj. Niech im się szczęści!
„Dziś już nasi synowie w krwawych walkach za wielką cenę walczą o wolność i niepodległość Ukrainy”
Petro Chodanycz, pisarz i rzeźbiarz-snycerz, zasłużony mistrz twórczości ludowej Ukrainy, docent Zakarpackiego Instytutu Podyplomowego Kształcenia Pedagogicznego:
„19 sierpnia – dzień Przemienienia Pańskiego, święto patronalne w Użhorodzie. Zazwyczaj tego dnia mój ojciec przyjeżdżał do miasta ze wsi i razem szliśmy do świątyni. Aż tu od samego rana zadzwonił wujek Mykoła, który był zagorzałym słuchaczem Radia Swoboda: – Petrze, słyszałeś? W Moskwie jakieś GKChP.
Zacząłem dzwonić do kolegów-radnych. Wszyscy już słyszeli tę wiadomość, ale co to właściwie takiego? W końcu na ekranie telewizora, po balecie «Jezioro łabędzie», pokazano członków GKChP [DKNP, Komitet Janajewa – red.]. Wiceprezydent Janajew był bardzo poruszony, kartki w jego rękach drżały. Nie panując nad emocjami, ogłosił odsunięcie prezydenta Gorbaczowa od władzy i przejęcie władzy przez GKChP. Stało się jasne, że w Moskwie władzę przejęła junta. Co robić?
Postanowiliśmy zebrać się w radzie miejskiej. Do południa przyszło około stu radnych. O czym mieliśmy rozmawiać, skoro nie mieliśmy żadnych informacji? Dyskusje i sprzeczki o to, czy należy zwoływać nadzwyczajną sesję. W końcu postanowiliśmy ją zwołać i wyrazić nasze stanowisko wobec buntowników. Wtedy wielu wczorajszych miłośników mikrofonu po cichu opuściło salę. Ale kworum było.
Rozumieliśmy: jeśli ogłoszono stan wyjątkowy, decydujące słowo należy do wojska. Podczas mojego wystąpienia zapytałem dowódcę garnizonu wojskowego w Użhorodzie i radnego miejskiego, pułkownika Sojnowa, czy wyprowadzi żołnierzy na ulice Użhorodu. Od jego odpowiedzi zależało wiele. Rozkaz patrolowania miasta przez wojsko mógł nadejść lada chwila, ponieważ w skład grupy buntowników wchodzili minister obrony Jazow i szef KGB Kriuczkow. Pułkownik przez chwilę milczał, a potem zapewnił nas, że nie wyprowadzi podlegającego mu garnizonu na ulice miasta. Był to odważny krok prawdziwego oficera! Większością głosów przyjęliśmy Apel do Rady Najwyższej Ukraińskiej SRR i mieszkańców Użhorodu, w którym działania buntowników nazwaliśmy bezprawnymi.
Wtedy wydawało nam się, że przed nami pokój i budowa szczęśliwego, wymarzonego państwa. Ale… Ale nawet upływ dziesięcioleci nie wywietrzył syndromu imperializmu z głów Moskowitów, którzy w sierpniu 1991 roku powstrzymali GKChP, a dziś już nasi synowie – w tym także mój syn Mychajło – za zbyt wysoką cenę bronią wolności i niepodległości Ukrainy w krwawych walkach. Dziś wreszcie rozumiemy, że agonia rozpadu to zbyt długi i złożony okres historyczny, a upadek imperiów trwa długo i kosztuje wiele ludzkiej krwi”.
„Do sowiecczyzny już nigdy nie wrócimy!”
Osyp Łoboda, dziennikarz Zakarpackiego Radia Obwodowego:
„Zanim wspomnę wydarzenia z 19 sierpnia 1991 roku, wrócę do 16 lipca 1990 roku, kiedy Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła pierwszy przełomowy dokument najnowszych dziejów – Deklarację o suwerenności państwowej Ukrainy. To był prawdziwy wybuch, który wreszcie wyrwał Ukraińców z letargicznego snu. W republikach bałtyckich już grzmiał litewski «Sąjūdis», aktywnie działały fronty ludowe w Estonii i na Łotwie, odbywały się wielotysięczne demonstracje w Azerbejdżanie i Gruzji – a Ukraina tymczasem wciąż drzemała…
Owego roku 19 sierpnia wypadł w poniedziałek, na początku tygodnia pracy. I oczywiście tradycyjna redakcyjna odprawa w radiu obwodowym. Wszyscy zeszli się jacyś nieswoi, bo od samego świtu radio nadawało komunikat, że w kraju utworzono Państwowy Komitet Stanu Wyjątkowego (GKChP), a telewizja bez przerwy transmitowała «Jezioro łabędzie». Starsi koledzy, którzy pamiętali stalinizm, smutno potrząsając głowami, pytali: co będzie dalej? Młodsi w większości milczeli. Kierownictwo poinformowało, że żadne audycje nie trafią na antenę. A co będzie dalej – nikt nie wiedział. Wtedy zadzwoniono do mnie z Rady Miejskiej Użhorodu, której byłem radnym, i poproszono, abym przyszedł podpisać wniosek o zwołanie nadzwyczajnej sesji. Oczywiście natychmiast poszedłem do ratusza.
Było tam już kilkudziesięciu kolegów-radnych i szybko dopełniliśmy wszystkich formalności niezbędnych do przeprowadzenia legalnej sesji. Rozpoczęła się ona o godz. 15.00, a jej rezultatem był apel potępiający działania GKChP. Wieczorem tego samego dnia na niezależnym kanale radiowym Użhorod-Kontakt, z udziałem radnych Jurija Ażniuka, Jurija Hałamby, Ołeksandra Samojłenki i mnie, na żywo wyemitowano audycję, w której również mówiono o niekonstytucyjności działań moskiewskich członków GKChP. Takie jest moje wspomnienie dnia 19 sierpnia 1991 roku.
Na całe życie wrył mi się też w pamięć dzień 1 grudnia 1991 roku, kiedy odbyło się ogólnoukraińskie referendum w sprawie potwierdzenia Aktu ogłoszenia niepodległości Ukrainy. Był pierwszy dzień zimy, a na dworze – ciepło i słonecznie. Idąc przez miasto, pomyślałem: oto Użhorod – jaki był, taki jest: te same ulice, te same domy, ci sami ludzie. Ależ nie! Nie ci sami! Bo już nie są radzieccy! I do sowiecczyzny już nigdy nie wrócimy!”
Wasyl Ilnycki







