W rumuńskim mieście Syhot znajduje się pierwszy na świecie i największy w Europie Memoriał Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu

Tego lata spełniłem swoje dawne marzenie, by zobaczyć stolicę historycznego Marmaroszu – miasto Syhot (dzisiejsza nazwa: Sighetu Marmației). Dziś to powiatowe miasteczko liczące do 35 tys. mieszkańców, położone na lewym brzegu Cisy w północnej części Rumunii. W czasach Austro-Węgier Syhot był centrum administracyjnym komitatu marmaroskiego, do którego należały miejscowości rejonów rachowskiego, tiaczowskiego, chuściańskiego i miżhirskiego dzisiejszego obwodu zakarpackiego Ukrainy, a także północno-wschodnie Potysia [czyli obszar nad Tysą- red.] współczesnej Rumunii. O dawnej wielkości tego eleganckiego miasta świadczą wzniesione w tamtych czasach i troskliwie utrzymywane dziś perły architektury – gmachy dawnego ratusza miejskiego i obecnego magistratu, kościół reformowany, ukraińska cerkiew greckokatolicka i cerkiew prawosławna, synagoga żydowska, szereg budynków mieszkalnych w centralnej części miasta.
Jest jednak w Syhocie obiekt monumentalny, i to o ponurej sławie – gmach dawnego więzienia miejskiego, wzniesiony w 1897 roku. Po II wojnie światowej stał się on swoistym Gułagiem komunistycznej Rumunii, gdzie od początku lat 50. do końca lat 70. XX w. urządzano rozprawy, łamano losy i odbierano życie tym, którzy nie radowali się „komunistycznym rajem”. Od 1993 roku w dawnym więzieniu działa pierwszy na świecie i największy w Europie Memoriał Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu. Osiemdziesiąt osiem cel więziennych zamieniono na sale tematyczne, których ekspozycje opowiadają o różnych składowych totalitaryzmu: deportacjach, kolektywizacji, komunistycznej propagandzie, prześladowaniach za religię i życiu więźniów politycznych. Właśnie o tym muzeum chcę wam opowiedzieć, bo jego zwiedzanie wywarło na mnie potężne wrażenie emocjonalne i skłoniło do rozmyślań o naszych ukraińskich realiach – zarówno w aspekcie historycznym, jak i dzisiejszym.
W skrócie:
- Komunistyczny reżim na stalinowską modłę w Rumunii bardzo szybko zbudował własny system więzienia przeciwników dyktatury.
- Komunistyczne więzienie stało się katownią elity narodowej.
- Memoriał w Syhocie to jedno z głównych miejsc pamięci kontynentu.
- Dlaczego Ukraińcy nie budzą swojej pamięci zbiorowej?
Podzielony Marmarosz

Rumunia, w swoich dzisiejszych granicach, ukształtowała się ostatecznie po I i II wojnie światowej. W I wojnie światowej Rumuni walczyli „po właściwej stronie”, to jest Ententy. Dlatego zgodnie z postanowieniami traktatów pokojowych w Saint-Germain (1919 r.) i Trianon (1920 r.), które przypieczętowały rozpad imperium austro-węgierskiego, przypadły jej ogromne terytoria. Przede wszystkim Siedmiogród (Transylwania) wraz z częścią historycznego Marmaroszu. Dawny północno-wschodni węgierski komitat zwycięzcy podzielili między nowo utworzoną Czechosłowację (3/5 terytorium) i Rumunię (2/5 terytorium, łącznie z Syhotem). Granica między państwami biegła wzdłuż Cisy i nie pokrywała się z granicą etniczną – Rumunii przypadła część ziem, na których mieszkało ponad 40 tys. Rusinów/Ukraińców.
Z początkiem II wojny światowej drugi arbitraż wiedeński (1940 r.) zwrócił Węgrom Transylwanię Północną, a ZSRR zagarnął Bukowinę Północną wraz z Czerniowcami oraz Besarabię [również region Herca, który należał do Rumunii jeszcze przed 1914 rokiem – red.]. To skłoniło Rumunów do sojuszu z nazistowskimi Niemcami. Za zgodą Hitlera rumuńskie wojska w 1941 r. odebrały Czerniowiecczyznę i Besarabię, oraz okupowały obwód odeski, mikołajowski i część winnickiego na Ukrainie oraz utworzyły tam gubernatorstwo Transnistria. Za ten podarunek Rumuni skierowali na front wschodni swoje 22 dywizje wojskowe, które zostały doszczętnie rozbite podczas bitwy stalingradzkiej pod koniec 1942 roku na stepach nad Donem.
Na okupowanych terytoriach ukraińskich Rumuni, podobnie jak Węgrzy, wyróżniali się okrutnym stosunkiem do miejscowej ludności cywilnej. Tylko w ciągu jednego dnia, 23 października 1941 roku w Odessie, ich oddziały karne rozstrzelały i spaliły żywcem od 25 do 30 tysięcy jej mieszkańców, przeważnie narodowości żydowskiej.
Później, zdając sobie sprawę z przebiegu wojny, rumuński król Michał we wrześniu 1944 roku przeszedł na stronę koalicji antyhitlerowskiej, za co otrzymał od Józefa Stalina najwyższy radziecki order wojskowy Pobieda oraz zgodę na pozostawienie mu zamieszkanych przez Ukraińców terytoriów Marmaroszczyzny. Mimo przekonujących apeli przewodniczącego Rady Narodowej Ukrainy Zakarpackiej Iwana Turianyci oraz szefa rządu USRR Nikity Chruszczowa o przyłączenie ich do Zakarpacia. Toteż do zjednoczenia Marmroszu ostatecznie nie doszło…
Rumuńska dyktatura na stalinowską modłę
Po zakończeniu II wojny światowej władzę w Rumunii, jak można było przewidzieć, zagarnęli komuniści, grubo fałszując wyniki pierwszych powojennych wyborów. Król Michał zrzekł się tronu 30 grudnia 1947 roku (stalinowski order Pobiedy nie pomógł!) i wyjechał do Szwajcarii. Przywódców opozycji demokratycznej aresztowano, a ich partie zdelegalizowano. Od początku 1948 roku w kraju zapanowała twarda dyktatura totalitarna na czele z Gheorghem Gheorghiu-Dejem, a od 1965 roku z Nicolaem Ceaușescu, która przetrwała do grudnia 1989 roku.

Krwawy reżim na stalinowską modłę bardzo szybko zbudował w Rumunii własny system więzienia przeciwników komunistycznej dyktatury. Działało w nim 230 więzień i stref przetrzymywania więźniów, obozów pracy, „ośrodków selekcyjnych”, klinik psychiatrycznych oraz innych specyficznych placówek prześladowania inaczej myślących.
Pod względem geograficznym Syhot jest najbardziej na północ wysuniętym miastem kraju, swoistym rumuńskim Norylskiem, a jego więzienie – dzięki największemu oddaleniu od stolicy, Bukaresztu – odgrywało w tym systemie szczególną rolę. Za reżimu komunistycznego stało się ono jednym z najstraszniejszych miejsc uwięzienia dla politycznej elity kraju.

Skazani, w większości w podeszłym wieku – mieli ponad 60 lat – początkowo nawet nie wiedzieli, w jakim mieście odbywają karę. Więzienia, które miało status zakładu o szczególnym rygorze, strzeżono solidnie, aby nikt nie zdołał uciec. Ale nawet gdyby ucieczka nieprawdopodobnym trafem się udała, więzień i tak był stracony – dokąd miał uciekać, jeśli 2 km od więzienia biegła granica z ZSRR…
Cele więzienia stały się miejscem przetrzymywania ponad 200 najgroźniejszych dla komunistycznego reżimu działaczy, z których 52 zmarło w trakcie odbywania kary. Pierwszymi osadnikami więzienia zostali jeszcze w 1948 roku wolnomyślni studenci i licealiści z Syhotu oraz rolnicy z okolicznych wsi. W maju 1950 roku przywieziono tu ponad stu byłych wysokich urzędników państwa: byłych ministrów, działaczy politycznych, dziennikarzy, naukowców i wykładowców uniwersyteckich, historyków, ekonomistów oraz wojskowych, skazanych na długoletnie kary. Od jesieni 1950 roku do tego kontyngentu więźniów dodano prawie 50 biskupów i księży greckokatolickich oraz rzymskokatolickich.
Katownia o zaostrzonym rygorze dla elity narodu
Komunistyczny reżim Rumunii deportował do jednego z najokrutniejszych więzień o zaostrzonym rygorze całą dawną elitę polityczną, kulturalną, naukową i duchową kraju. Wśród więźniów więzienia w Syhocie było dwóch byłych szefów rządów – Iuliu Maniu i Constantin Argetoianu.
Iuliu Maniu – trzykrotny premier w latach 1928–1933. Aresztowano go w 1947 roku pod sfabrykowanymi zarzutami zdrady stanu i skazano na dożywocie. Zmarł 5 lutego 1953 roku w celi więziennej w wieku 80 lat, a jego ciało wrzucono do zbiorowej mogiły bez oznaczeń.
Constantin Argetoianu – dyplomata i polityk, stał na czele rządu od września do listopada 1939 roku. Aresztowano go w „noc godności” [znanej również jako “noc dygnitarzy – red.] w maju 1950 roku, gdy jednocześnie zatrzymano ponad setkę byłych urzędników rządowych. Zmarł w więzieniu 6 lutego 1955 roku w niewyjaśnionych okolicznościach.

Oprócz nich w tej katowni odbywali karę dziekan izb adwokackich Târgu Mureș i Timișoary, zastępca sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Aurel Baciu (zmarł w celi w 1953 r.); sekretarz stanu do spraw kultury, burmistrz Klużu i Orăștie, dziennikarz Sebastian Bornemisa (zmarł w 1953 r., miejsce pochówku nieznane); wybitny historyk, działacz polityczny i profesor, syn premiera Ionela Brătianu – Gheorghe I. Brătianu (zmarł w 1953 r. w więzieniu w niewyjaśnionych okolicznościach); działacz polityczny, państwowy i społeczny, wieloletni przywódca Partii Narodowo-Liberalnej Constantin (Dinu) Brătianu (zmarł w 1950 r. w celi w wieku 84 lat); były gubernator Banku Narodowego Dimitrie Burillianu (zmarł w celi w 1954 r. z wycieńczenia i braku pomocy medycznej); były minister spraw wewnętrznych Ion Cămărășescu (zmarł w celi w 1953 r.).
W tym więzieniu zakończyła się ziemska droga dziesiątków rumuńskich działaczy kościelnych, wśród nich także rzymskokatolicki biskup Jass Anton Durcovici. Za odmowę współpracy z komunistyczną władzą został potajemnie aresztowany przez agentów Securitate w czerwcu 1949 roku. Po przesłuchaniach i torturach w Bukareszcie przewieziono go do więzienia w Syhocie, gdzie trzymano go w izolacji, pozbawiając odzieży, ciepła, pomocy medycznej, wody i jedzenia. Zmarł z wycieńczenia i głodu w celi 10 grudnia 1951 roku. Jego ciało pochowano w bezimiennej mogile. Biskup Anton Durcovici 17 maja 2014 roku został decyzją papieża Franciszka oficjalnie ogłoszony błogosławionym Kościoła katolickiego jako męczennik za wiarę.

Jego smutny los podzielił także greckokatolicki biskup eparchii Lugoju Ioan Bălan, uwięziony za odmowę przejścia do Kościoła prawosławnego. Zmarł w 1959 roku. W 2019 roku papież Franciszek zaliczył go do grona błogosławionych Kościoła katolickiego.
Przetrwać w nieludzkich warunkach katowni poszczęściło się zastępcy sekretarza generalnego Partii Narodowo-Chłopskiej Corneliu Coposu. Spędził on w komunistycznych więzieniach (w Syhocie i Râmnicu Sărat) oraz na przymusowych osiedleniach 17 lat, z czego 8 lat przebywał w całkowitej izolacji. Zaraz po upadku dyktatury Ceaușescu w grudniu 1989 roku Corneliu Coposu oficjalnie wznowił działalność partii pod nazwą Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Narodowo-Chłopska i został jej przywódcą.
Talizman przeciw zapomnieniu
W 1977 roku więzienie w Syhocie zamknięto, a jego budynek stał się najpierw zakładem przemysłowym, potem magazynem i stopniowo zaczął niszczeć. W 1992 roku w środowisku działaczy społecznych zrodził się pomysł utworzenia w nim Memoriału Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu. Bezpośrednią autorką pomysłu została córka represjonowanego w dobie komunistycznej dyktatury prawosławnego duchownego, poetka i działaczka społeczna Ana Blandiana.

Dawne więzienie odrestaurowano i otwarto w nim muzeum, które dziś pełni rolę mentalnego talizmanu chroniącego przed zapomnieniem tej tragedii, jaką przeżyli Rumuni w czasach komunistycznej despotii. Centrum badawcze, utworzone i kierowane przez Romulusa Rusana, już od 1993 roku zaczęło zbierać zapisy historii mówionej oraz fotografie, dokumenty, listy, gazety, książki, informatory, albumy, a także organizować seminaria, sympozja, spotkania ofiar komunizmu z rumuńskimi i zagranicznymi historykami, wydawać książki ze świadectwami, badaniami, danymi statystycznymi i dokumentami o antykomunistycznym oporze i represjach wobec niego. Do dziś Centrum zgromadziło ponad 5 tys. godzin nagrań, 35 tys. stron książek i przechowuje dziesiątki tysięcy dokumentów, a ściany korytarzy pokrywają tysiące fotografii ludzi, którzy przeszli przez komunistyczne katownie.
Pierwsze sale muzeum otwarto w 1997 roku, a placówkę ogłoszono „zespołem o znaczeniu narodowym”, poświęconym badaniu komunistycznej przeszłości w Europie Wschodniej. W 1998 roku Rada Europy nazwała Memoriał w Syhocie jednym z głównych miejsc pamięci kontynentu.
Dawne cele tego strasznego więzienia politycznego pełnią dziś rolę tematycznych sal muzealnych: pokój przesłuchań ze stołem i maszyną do pisania, w którym śledczy tajnej policji Securitate w dosłownym sensie wybijali potrzebne do protokołów zeznania; pokoje poświęcone prześladowaniu chłopów, którzy opierali się kolektywizacji (represjonowano ponad 30 tys. osób), duchownych, wojskowych, naukowców akademickich, wykładowców uniwersyteckich, przedsiębiorców…
Podobnie jak w łagrach Gułagu, więźniów politycznych w Rumunii zmuszano do pracy w kopalniach, w fabrykach, przy robotach rolnych. Największym placem budowy, gdzie 40 tys. wrogów ludu ręcznie kuło kamienisty grunt, była budowa kanału Dunaj–Morze Czarne – rumuńskiego odpowiednika sowieckiego Kanału Białomorskiego. Represje komunistyczne w Rumunii miały charakter masowy i dotknęły niemal każdej rodziny.

Tematyczne ekspozycje dawnych cel więziennych opowiadają o walce o wolność i demokrację w innych krajach postkomunistycznych: Czechosłowacji, na Węgrzech, w Polsce, na Litwie, a na ścianach korytarza wyryto tysiące nazwisk tych, którzy zginęli od komunistycznego terroru.
Największym „zwycięstwem” komunizmu jest stworzenie człowieka bez pamięci – podkreśla inicjatorka utworzenia muzeum Ana Blandiana. – Człowiek z wypranym mózgiem, niezdolny przypomnieć sobie, kim był, co miał czy co robił przed nadejściem czasów komunizmu. Memoriał to sposób, by przeciwstawić się temu „zwycięstwu”, ocucić pamięć zbiorową.
Posłowie
Analizując własną działalność twórczą, nieraz cieszę się, że udało mi się porozmawiać i napisać dla czytelników zakarpackich oraz ogólnoukraińskich mediów szereg publikacji o życiowych losach legendarnych i niepokornych rodaków, których za miłość do Ukrainy satrapowie reżimu komunistyczno-moskiewskiego wtrącili do katowni NKWD. To więzień „Doliny Śmierci” pod Karagandą, a po rehabilitacji – znany lekarz i naukowiec, docent Uniwersytetu Użhorodzkiego, deputowany Ukrainy II kadencji, przewodniczący Zakarpackiej Organizacji Krajowej Ogólnoukraińskiego Towarzystwa Więźniów Politycznych i Represjonowanych Iwan Korszynski; uczestnik głośnego i brutalnie stłumionego przez władze norylskiego powstania więźniów politycznych Andrij Bonka z Tiaczowszczyzny; współwięzień łagrowy Łewka Łukjanenki i braci Horyniów Iwan Myron z Rachowszczyzny, który spędził w uwięzieniu równo 25 lat; badacz represji reżimu radzieckiego na Zakarpaciu, autor książki wspomnień o pobycie w łagrach „Szczęście w walce” Wasyl Rohacz z Wielkobereźniańszczyzny; aresztowany przez enkawudystów jako nastolatek i skazany na podstawie sfałszowanych materiałów Wasyl Brianyk z Miżhirszczyzny… Wszyscy oni są już w zaświatach. Wierzę, że w raju, bo piekło z godnością i męstwem przeszli już w swoim ziemskim życiu.
Ich ciernista droga do gułagów, jak i tysięcy innych nieujarzmionych przez reżim bojowników o wolność Ukrainy na Zakarpaciu, zaczynała się w areszcie śledczym NKWD w Użhorodzie. Jednak ani śladu, ani żadnej informacji, nie mówiąc już o jakimś muzeum pamięci, do którego należałoby przyprowadzać uczniów i studentów w celu ocucenia naszej pamięci zbiorowej, dziś nie ma. Nic więc dziwnego, że zarówno w pierwszych dniach pełnoskalowej zaborczej wojny Moskwicinów na Ukrainie, jak i raz po raz dziś słyszy się sakramentalną frazę: no kto by pomyślał, że Rosja pójdzie z wojną na Ukrainę?!

A odpowiedź na to pytanie jest na wyciągnięcie ręki – każdy nasz rodak, który znał prawdziwą historię rosyjskiego terroru wobec Ukraińców na przestrzeni XVII–XX wieku, doskonale rozumiał, że moskiewska hałastra nie podaruje nam spokojnego życia po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości państwowej w 1991 roku. Od razu dążyli do reanimacji imperium i przygotowywali się do wtargnięcia na Ukrainę, począwszy od 1992 roku, gdy Rada Najwyższa Rosji pod kierownictwem Rusłana Chasbułatowa wypowiedziała porozumienie o przekazaniu Krymu i Sewastopola Ukrainie. Ale wtedy uratowała nas mała i miłująca wolność Czeczenia. Tak, właśnie dwie czeczeńskie wojny, w których ugrzęzła moskiewska hałastra, darowały nam szansę przygotowania się do obrony własnej państwowości i niepodległości. A potomkowie Małorosjan i sowieccy „my-przecież-bracia”, którzy przeleźli na najwyższe stanowiska państwowe na Ukrainie dzięki nierozwadze i krótkowzroczności dobrodusznych Ukraińców, roztrwonili ten czas na rozbrojenie ukraińskiej armii, osobiste bogacenie się i rozkradanie państwa. I żaden z rządów niepodległej Ukrainy przez wszystkie te lata nie zdołał zorganizować dla swoich obywateli nauki lekcji własnej historii, by ocucić pamięć zbiorową narodu.
Jestem przekonany – gdyby takie muzea jak w Syhocie istniały choćby na początku XXI w. we wszystkich stolicach obwodów, gdzie moskale przez cały XX wiek katowali i niszczyli świadomych ukraińskich patriotów, urządzali hołodomory, bezkarnie tępili kwiat narodu ukraińskiego, jego kulturową i cywilizacyjną pulę genową, a w zamian mnożyli kolaborantów-oportunistów, to Ukraina XXI wieku byłaby zupełnie inna mentalnie. Wtedy zadowolona z siebie publiczność nie rechotałaby z prymitywnych żartów o „seniorze-hołodomorze”, „a to Putin napadiot” [nawiązanie do żenujących skeczów Kwartału 95, znanej grupy twórczej i producenckiej o kabaretowym charakterze Wołodymyra Zełeńskiego – red.]… Wtedy kraj należycie przygotowywałby się do nieuniknionej wojny z okupantem pod kierownictwem ekipy kompetentnych i szanowanych przez sojuszników mężów stanu, a nie do marynowania szaszłyków z komediantem i jego złodziejską zieloną hołotą, która dziś bezkarnie szabruje w broczącej krwią Ukrainie i hańbi jej imię w cywilizowanym świecie.
Wasyl Ilnycki
PS: Memoriał Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu znajduje się w Rumunii pod adresem: Sighetu Marmației, po polsku Syhot Marmaroski (okręg Marmarosz), ul. Corneliu Coposu 4. Polecam!








