Generał Maciej Trelka: Ukraina walczy o bezpieczeństwo nas wszystkich

Trwająca już piąty rok pełnoskalowa wojna Rosji przeciwko Ukrainie była jednym z kluczowych tematów niedawnej konferencji poświęconej obronności i bezpieczeństwu w Europie Środkowej i Wschodniej „Defence24 Days 2026”, która odbyła się w Warszawie. Jednym z uczestników konferencji był generał brygady, szef Zarządu Lotnictwa – zastępca inspektora Sił Powietrznych RP Maciej Trelka. W rozmowie generał mówił o zmianach w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie, współczesnych wyzwaniach, znaczeniu i wartości ukraińskich doświadczeń oraz o wnioskach wpływających na kształtowanie polityki bezpieczeństwa i obrony państw Sojuszu Północnoatlantyckiego.

W SKRÓCIE:

  • Wojna Rosji przeciwko Ukrainie stale się zmienia, dlatego doświadczenia z ukraińskiego frontu są dziś uważnie analizowane przez wojskowych i ekspertów NATO.
  • Mimo rosyjskiego systemu obrony powietrznej Ukrainie udało się zachować lotnictwo bojowe dzięki zmianie taktyki, rozproszeniu sił i wsparciu zachodnich partnerów.
  • Polska przekazała już Ukrainie myśliwce MiG-29 i nie wyklucza dalszej pomocy wojskowej, choć na razie nie ujawnia szczegółów.
  • Utworzenie wspólnej z NATO strefy obrony powietrznej nad zachodnią Ukrainą jest obecnie niemożliwe, ponieważ mogłoby zostać uznane za bezpośrednie włączenie się Sojuszu w wojnę.
  • Rosja regularnie sprawdza gotowość NATO poprzez prowokacje z użyciem dronów i naruszanie przestrzeni powietrznej, dlatego państwa Sojuszu rozwijają systemy obrony przeciwdronowej, korzystając z doświadczeń Ukrainy.
  • Generał Trelka podkreśla: Ukraina walczy nie tylko o siebie, ale także o bezpieczeństwo całej Europy. Wytrwałość Ukraińców zniweczyła plany Kremla dotyczące szybkiego zajęcia kraju i stała się przykładem dla świata.

Panie generale, czym tegoroczna konferencja Defence24 Days 2026 różniła się od poprzednich? Jakie kluczowe tematy były omawiane?

Generał brygady, szef Zarządu Lotnictwa – zastępca inspektora Sił Powietrznych RP Maciej Trelka. Zdjęcie: Switłana Miałyk
Generał brygady, szef Zarządu Lotnictwa – zastępca inspektora Sił Powietrznych RP Maciej Trelka. Zdjęcie: Switłana Miałyk

Podczas tej konferencji omawialiśmy różne tematy, w szczególności te oparte na doświadczeniach rosyjskiej wojny na Ukrainie. Od początku pełnoskalowej inwazji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę konflikt ten nieustannie ewoluuje, przybierając nowe formy i metody prowadzenia walki. Defence24 jest właśnie tym miejscem, w którym możemy dzielić się wiedzą o tym, co się zmieniło, i o tym, w jaki sposób powinniśmy reagować na dynamikę pojawiającą się w trakcie działań wojennych. Właśnie po to istnieje to forum.

Takie wydarzenia są potrzebne również po to, abyśmy podnosili poziom naszej wiedzy w obszarach, którymi zajmujemy się obecnie. W moim przypadku jest to modernizacja Sił Powietrznych: jak wygląda ten proces i co jeszcze można zrobić, aby doskonalenie oraz wzmacnianie zdolności bojowych Sił Powietrznych było bardziej efektywne i skuteczne.

Obrona powietrzna pozostaje najsłabszym punktem Ukrainy. W decydującym stopniu zależy od niej zarówno przetrwanie ludności cywilnej i infrastruktury cywilnej, jak i życie żołnierzy na froncie. Niebo jest więc piętą achillesową Ukrainy przez cały okres pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Jak ocenia Pan obecny stan ochrony przestrzeni powietrznej nad Ukrainą i czy można zrobić więcej, aby ją chronić? Jak tę sytuację oceniają polscy wojskowi?

Rosja jest jednym ze światowych mocarstw dysponujących bardzo złożonym i zaawansowanym technologicznie systemem ograniczania i blokowania dostępu oraz manewru. Posiada szerokie spektrum różnych rakietowych systemów obrony powietrznej, które w praktyce uniemożliwiają dostęp do określonych stref. Właśnie dlatego lotnictwo Sił Powietrznych Ukrainy znalazło się w niezwykle trudnych warunkach.

Cała taktyka prowadzenia działań wojennych, zwłaszcza na początku wojny, sprowadzała się do tego, że ukraińskie samoloty były zmuszone do wykonywania lotów na bardzo małej wysokości, aby uniknąć porażenia przez rosyjskie systemy obrony powietrznej lub pociski klasy powietrze–powietrze wystrzeliwane z rosyjskich samolotów. Mowa o rakietach dalekiego zasięgu — ponad 200 kilometrów.

Dlatego taktykę trzeba było dostosować: polegała ona na lotach na małych wysokościach i maksymalnym rozproszeniu lotnictwa, aby wyprowadzić je spod uderzenia już na samym początku wojny i zapobiec zniszczeniu na lotniskach. Ukrainie się to udało. Takie działania są skutecznie kontynuowane także obecnie.

Ukraińskie lotnictwo zostało już wzmocnione zachodnim sprzętem: eksploatowane są w szczególności myśliwce F-16, francuskie Mirage 2000, a także, według dostępnych informacji, szwedzkie Gripeny. Ze swojej strony przekazaliśmy eskadrę samolotów MiG-29. W najbliższej przyszłości prawdopodobnie będziemy również kontynuować działania zmierzające do przekazania kolejnych samolotów. Na razie nie mogę jednak podać żadnych szczegółów.

W ciągu ostatnich kilku lat, w ramach dyskusji między państwami NATO, Ukraina wielokrotnie poruszała kwestię utworzenia wspólnego systemu lub strefy wzmocnionej obrony powietrznej wzdłuż zachodniej granicy Ukrainy. Chodzi o to, aby w koordynacji z partnerami, w szczególności z Polską, znacznie wzmocnić ochronę przestrzeni powietrznej i skuteczniej reagować na rosyjskie ataki rakietowe i dronowe. Na ile ta idea pozostaje dziś aktualna? Jak oceniają ją kręgi wojskowe i polityczne?

Obecnie, z mojego punktu widzenia, utworzenie takiej strefy jest niemożliwe, ponieważ każde odpalenie rakiet z terytorium Polski w kierunku rosyjskich obiektów przelatujących nad Ukrainą zostałoby uznane za bezpośredni atak NATO na Federację Rosyjską. Dlatego w takim rozumieniu nie możemy dziś o tym mówić. Nasze działania polegają na innej formie wsparcia — przekazywaniu Ukrainie dodatkowego uzbrojenia, aby mogła skuteczniej samodzielnie chronić swoją przestrzeń powietrzną.

Na obecnym etapie NATO nie może bezpośrednio włączyć się w ten konflikt, ponieważ zostałoby to odebrane jako przejście Sojuszu do agresywnych działań przeciwko Rosji, co stwarza ryzyko dalszej eskalacji i rozszerzenia wojny na zachód. Dlatego główna logika pozostaje niezmienna: Ukraina prowadzi dziś tę walkę również o bezpieczeństwo nas wszystkich.

W Europie coraz częściej odnotowuje się incydenty z udziałem dronów, obiektów nieznanego pochodzenia lub naruszenia przestrzeni powietrznej państw NATO. Nie jest to przypadkowe — w rzeczywistości takie działania pozwalają Rosji od kilku lat sprawdzać reakcję państw NATO, a jednocześnie nie przechodzić do bezpośredniej eskalacji militarnej. Co Pan o tym sądzi?

To oczywiste, że Rosja nas testuje. Sprawdza nas wszystkich: nasze systemy obrony powietrznej, systemy wykrywania, a także to, czy zareagujemy i na ile pozwolimy jej bawić się z nami w takie gry. Zagrożenie jest stałe. To nieustanny proces. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, a reakcja musi być adekwatna.

Nie możemy od razu wywoływać konfliktu z powodu przelotu kilku dronów, ponieważ mogłoby to doprowadzić do nieproporcjonalnej odpowiedzi. Na przykład można by uderzyć w Królewiec, ale wcale nie o to chodzi.

Staramy się wszelkimi możliwymi sposobami — zarówno dyplomatycznymi, jak i poprzez rozwój systemów obrony przeciwdronowej opartych na ukraińskich doświadczeniach — sprawić, aby te rosyjskie drony nie stanowiły dla nas poważnego zagrożenia. Nawet jeśli przekraczają granicę, trzeba mieć możliwość ich neutralizacji. To znaczy albo odesłać je tam, skąd zostały wystrzelone, albo zestrzelić jeszcze w powietrzu, albo skierować na ziemię. Niekoniecznie na terytorium Rosji, bo tam i tak nie dolecą.

Ukraina już piąty rok stawia opór pełnoskalowej agresji Rosji. I to mimo znacznej przewagi Rosji w zasobach wojskowych, liczebności armii i ilości uzbrojenia. Mimo długotrwałej rosyjskiej presji oraz masowych ataków rakietowych Ukrainie udaje się zachować państwowość i utrzymać większość swojego terytorium. Co chciałby Pan powiedzieć ukraińskim obrońcom i obrończyniom, którzy kontynuują walkę?

Myślę, że na tym etapie wojny Ukraina będzie nadal się bronić. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby Ukraińcy złożyli broń, w praktyce oddając Rosji terytoria, które zdążyła zająć, godząc się na utratę Krymu i doprowadzając do sytuacji, w której, rezygnując z walki, faktycznie kapitulują. Oznaczałoby to danie Rosji możliwości zajęcia Ukrainy bez żadnych ograniczeń. Chyba że wcześniej weszłyby tam wojska sojusznicze, czyli siły pokojowe, ale to również nie rozwiązuje problemu.

Każde państwo chciałoby przecież samodzielnie panować na własnym terytorium, a nie zależeć od tego, kto zapewni mu bezpieczeństwo. Zwłaszcza po tylu latach pełnoskalowej wojny z przeciwnikiem, który jest wielokrotnie silniejszy. Byłem przekonany, że po wydarzeniach z 2014 roku na Krymie coś takiego już się nie powtórzy. Tak samo myślał Putin. Uważał, że jeśli wkroczy na Ukrainę, to w ciągu trzech dni zajmie Kijów i wojna się zakończy. Tak się nie stało. Potwierdza to tylko siłę ducha narodu ukraińskiego i to, jak bardzo Ukraińcy są zdeterminowani w obronie własnej ziemi.

Autorka: Switłana Miałyk

Udostępnij w mediach społecznościowych