Rodzina narodów, czyli potas za zakładników

Waszyngton znalazł sposób, żeby „przywrócić Rosję do rodziny narodów”. Kreml wypuszcza kilku więźniów politycznych, Ameryka luzuje sankcje, a pokój przychodzi sam, najlepiej w pakiecie z ropą, dieslem i metalami ziem rzadkich. Według The Atlantic promotor tego pomysłu, specjalny wysłannik Trumpa ds. Białorusi John Coale, ma już dla niego błogosławieństwo prezydenta. Kłopot w tym, że Rosja to nie Białoruś, a Putin to nie Gorbaczow. Więźniowie polityczni nie przeszkadzają Kremlowi w handlu, bo sami są towarem.

Krótko

  • „The Atlantic” opisał 29 września plan: uwolnienie więźniów politycznych w Rosji w zamian za częściowe złagodzenie sankcji i stopniowy powrót do interesów z Moskwą.
  • Według autora tekstu, Simona Shustera, Trump pomysł poparł, ale inicjatywa jest na wczesnym etapie. W administracji są jej przeciwnicy, którzy uważają, że bez zawieszenia broni nie ma o czym rozmawiać.
  • Przeniesienie „modelu białoruskiego” na Kreml podsunął Coale’owi Dmitrij Muratow. Obaj sporządzili listę rosyjskich więźniów politycznych, ale nazwiska ani możliwe amerykańskie ustępstwa nie zostały ujawnione.
  • Wzorem ma być Białoruś: około 500 uwolnionych w zamian m.in. za zdjęcie sankcji z białoruskiego potasu.
  • Wołodymyr Zełenski zapowiada, że zrobi wszystko, by zablokować zdejmowanie sankcji z Rosji przed końcem wojny.
  • W tym samym tygodniu Biały Dom nominował Coale’a na specjalnego wysłannika prezydenta ds. zakładników. Trudno o trafniejszą nominację: odpowiedzialność za zakładników dostaje człowiek, który ma już gotowy cennik okupu.

Model białoruski to nie sukces, tylko karuzela

Łukaszenka wypuścił około 500 osób, a obrońcy praw człowieka wciąż liczą na Białorusi blisko 900 więźniów politycznych. Cele się nie opróżniają, tylko rotują. Mińsk odkrył, że człowiek za kratami to najlepiej oprocentowana lokata w regionie: aresztujesz za darmo, a sprzedajesz za potas. Ten sam biznesplan ma teraz dostać Putin, który w braniu zakładników jest profesorem, nie praktykantem.

Putin to nie Gorbaczow, a Trump to nie Reagan

Coale przywołuje czasy, gdy Reagan wręczał Gorbaczowowi listy dysydentów, a ten „niezmiennie” ich uwalniał. Piękna opowieść, tyle że wycięta z kontekstu. Gorbaczow wypuszczał więźniów z imperium, które gospodarczo tonęło i potrzebowało Zachodu, żeby przetrwać. A Reagan nie luzował wtedy presji, tylko ją dokręcał. Poza tym nawet ten „humanitarny” Gorbaczow w styczniu 1991 roku posłał czołgi na Wilno.

Gorbaczow szukał odprężenia, Putin szuka eskalacji. Tamta historia była końcówką zimnej wojny. My jesteśmy na początku następnej i nikt nie gwarantuje, że tym razem obejdzie się bez fazy gorącej.

„Rodzina narodów”, czyli pytanie za zero punktów

Coale przekonuje, że dobrze, kiedy ludzie rozmawiają, nawet o potasie, bo wtedy kraje mogą „powrócić do rodziny narodów”. Zadajmy więc najprostsze pytanie: skoro Putin tak tęskni za rodziną narodów, to po co z niej wychodził?

Nikt go nie wypychał. Siedział w G8, handlował z całym światem i gazem trzymał Europę za gardło. Wypisał się sam: aneksją Krymu w 2014 roku, za którą zawieszono go w G8, i pełnoskalową inwazją w 2022 roku. Putin nie zgubił drogi do domu. Putin ten dom podpalił.

Kim też miał wrócić

W 2018 roku w Singapurze obowiązywała ta sama filozofia: porozmawiajmy, a wszystko się ułoży. Kim Dzong Un rzeczywiście wrócił, tylko nie do rodziny narodów, lecz do rodziny Putina. Dostarcza Rosji pociski artyleryjskie, rakiety balistyczne i żołnierzy, którzy walczyli w obwodzie kurskim. Imponujący dorobek dyplomacji rozmowy.

Ostatnia „humanitarna” transakcja z Kremlem

W sierpniu 2024 roku Zachód odzyskał m.in. Evana Gershkovicha i Władimira Kara-Murzę. Putin odzyskał Wadima Krasikowa, zabójcę z FSB skazanego za morderstwo w berlińskim Tiergarten. Z tej wymiany Kreml wyniósł jedną lekcję: zakładnik się opłaca. Teraz ma dostać potwierdzenie tej lekcji na piśmie, z rabatem sankcyjnym w gratisie.

Czy to przejdzie?

Na razie to koncepcja, nie umowa. W administracji są przeciwnicy, Kijów zapowiada blokadę, a 3 listopada odbywają się wybory do Kongresu. Jeśli Demokraci przejmą obie izby, forsowanie luzowania sankcji zrobi się dla Białego Domu jeszcze droższe. Panika byłaby przedwczesna. Czujność już nie, bo pomysły, które brzmią głupio, mają w tej administracji zaskakująco długi termin przydatności.

Na koniec uwaga dla człowieka urodzonego w 1946 roku, który całą zimną wojnę oglądał na żywo: to nie jest dyplomacja humanitarna, tylko rynek zakładników. Kto płaci okup, ten zamawia kolejnych.

Autor: Artur Żak

Udostępnij w mediach społecznościowych