Rosja prowadzi wojnę hybrydową, próbując zmusić Zachód do zastanowienia się nad własnym bezpieczeństwem – uważa Rusłan Bortnik, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki.
Rosyjska agencja informacyjna RIA Nowosti opublikowała 25 września artykuł pod tytułem „Rosję czeka kolejna specjalna operacja wojskowa. Będzie ona bardzo krótka”. Następnego dnia publikacja została usunięta, jak wyjaśnia redakcja, z powodu „niezgodności informacji z polityką redakcji oraz polityką Federacji Rosyjskiej”. Jednak w NATO zagrożenie ze strony Rosji traktuje się bardzo poważnie.
Krótko:
- Rosyjska agencja informacyjna RIA Nowosti opublikowała wiadomość o planach Rosji dotyczących rozszerzenia „specjalnej operacji wojskowej” na kraje bałtyckie.
- W NATO dokonuje się przeglądu strategii obronnych w związku ze wzrostem liczby rosyjskich prowokacji w Europie.
- Litwa rozważa możliwość rozmieszczenia na swoim terytorium baz NATO oraz broni masowego rażenia.
- Rosja jest oburzona ewentualnym rozmieszczeniem arsenału jądrowego NATO na Litwie i grozi, że kraj ten stanie się „celem jądrowym Federacji Rosyjskiej”.
- Sojusz rozpoczął ćwiczenia morskie na Morzu Bałtyckim, co wywołało groźby nuklearne ze strony Rosji.
- Rosja skierowała nieoficjalny list do NATO, w którym zadeklarowała gotowość do wykorzystania wszystkich niezbędnych środków w celu ochrony własnego terytorium w przypadku zablokowania Królewca przez siły Sojuszu.
Skąd biorą się pogłoski o rozszerzeniu „specjalnej operacji wojskowej”?
Serwis RIA Nowosti opublikował 25 września wiadomość pod tytułem „Rosję czeka kolejna specjalna operacja wojskowa. Będzie ona bardzo krótka”.

Tego samego dnia materiał został usunięty ze strony z następującym komentarzem: „Artykuł zewnętrznego autora Aleksandra Nosowa został usunięty ze strony, ponieważ nie odpowiada poglądom redakcji, polityce redakcyjnej ani polityce państwowej Federacji Rosyjskiej”. Już dwa dni później Dmitrij Kisielow opublikował na swoim kanale w Telegramie wyjaśnienia, w których nazwał materiał na stronie informacyjnej błędnym i bezpodstawnym.
W usuniętej publikacji autor opisuje plan rozszerzenia rosyjskiej „specjalnej operacji wojskowej” i uznaje Litwę za cel priorytetowy.
Władimir Putin tego samego dnia w rozmowie z dziennikarzami nazwał oświadczenia o rozszerzeniu „specjalnej operacji wojskowej” „prowokacją” i uznał, że nie ma podstaw do ataku Rosji na państwa europejskie. Jednocześnie jednak prezydent wspomniał o „naruszaniu praw ludności rosyjskojęzycznej” na Litwie, Łotwie i w Estonii. Podobne narracje nieustannie pojawiały się w wypowiedziach rosyjskiego przywódcy również w odniesieniu do Ukrainy.
Artykuł ten jedynie dolał oliwy do ognia, który już przybierał na sile. Z powodu licznych prowokacji ze strony Rosji Sojusz już teraz weryfikuje swoje decyzje dotyczące bezpieczeństwa. Na przykład 24 września, dzień przed pojawieniem się tej kontrowersyjnej wiadomości, agencja Reuters poinformowała, że generał sił powietrznych USA, dowódca Dowództwa Europejskiego Stanów Zjednoczonych i Naczelny Dowódca Sojuszniczych Sił Zbrojnych NATO w Europie Alexus Grynkewich zapowiedział rozszerzenie wymiany danych wywiadowczych w ramach Sojuszu w związku z ciągłym zagrożeniem ze strony Federacji Rosyjskiej.
Czy istnieją powody, by przygotowywać się na rozszerzenie rosyjskiej agresji?
Już w czerwcu Szwecja i Dania ostrzegały przed atakami hybrydowymi. W związku z zaostrzeniem sytuacji na froncie ukraińsko-rosyjskim Rosja ucieka się do prowokacji w Europie.
Serwis NV podsumował liczbę incydentów w Europie, w których dostrzeżono rosyjski ślad: średnio 15 przypadków miesięcznie, przy czym w sierpniu odnotowano wzrost ich liczby.
Dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik uważa, że lokalne sukcesy ukraińskich wojsk na froncie to tylko jedna z przyczyn ewentualnej agresji Rosji wobec krajów NATO:
Moskwa może jednocześnie dążyć do kilku celów: wywierać presję na Ukrainę poprzez jej partnerów, rozbijać NATO i demonstrować własnej opinii publicznej zdolność do przeciwstawienia się Zachodowi albo po prostu odczuwać strach po przystąpieniu Szwecji i Finlandii do NATO. A strach jest jedną z kluczowych przyczyn agresji – zauważa Rusłan Bortnik.
Duńskie służby wywiadowcze poinformowały 24 września o możliwości nasilenia rosyjskich ataków hybrydowych na kraje europejskie. Szef służb specjalnych Thomas Ahrenkiel powiedział dziennikarzom, że można spodziewać się nasilenia ataków hybrydowych ze strony Rosji, jednak ograniczona ofensywa wojskowa byłaby dla niej desperackim krokiem. Również w duńskim Ministerstwie Obrony zauważono, że można spodziewać się pojedynczych ataków z użyciem broni dalekiego zasięgu lub operacji pod obcą flagą.
Dlaczego kraje bałtyckie znajdują się w centrum zainteresowania Rosji?
Główny doradca prezydenta Litwy ds. bezpieczeństwa narodowego Deividas Matulionis oświadczył 21 września, że NATO jest gotowe wzmocnić zdolności obronne Litwy, jeśli Rosja będzie kontynuować prowokacje.
Posłowie litewskiego Sejmu poparli 22 września wniosek o usunięcie z konstytucji kraju przepisów zakazujących rozmieszczania zagranicznych baz wojskowych i broni masowego rażenia na jego terytorium. Decyzja ta była reakcją na nasilenie się prowokacji w kraju.
W połowie września rosyjski dron został zestrzelony przez pilotów myśliwców NATO nad terytorium Litwy. Z kolei na głównym litewskim lotnisku w stołecznym Wilnie zakłócono loty z powodu zdarzenia, które operator lotniska nazwał „atakiem hybrydowym przeprowadzonym przez Białoruś”. Wykorzystano w nim obiekty przypominające kształtem balony, jak podaje BBC.
Premier Litwy oświadczył, że kraj przygotowuje się na każdy scenariusz i jest gotowy do odparcia ataku. Jako przykład premier podaje już opracowany plan „płynnej” ewakuacji osób starszych z miast. Na Litwie zareagowano na to spokojnie, stwierdzając, że kraj ten już dawno stał się celem Rosji – jeszcze w momencie przystąpienia do Sojuszu.
Moim zdaniem potencjalne cele Rosji mogą wykraczać poza zajęcie terytorium: ograniczenie obecności wojskowej Zachodu w pobliżu rosyjskich granic, zapewnienie swobodnego połączenia z Królewcem, narzucenie sąsiadom ograniczeń w zakresie ich polityki bezpieczeństwa – uważa dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik.
Jak kraje bałtyckie przygotowują się do ewentualnego konfliktu?
W 2026 r. kraje te aktywnie zwiększają wydatki na obronę. Budżety obronne na 2026 r. przewidują 5,4% PKB w Estonii, 5,38% na Litwie i 4,91% na Łotwie.
Dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik zwraca uwagę, że w regionie stacjonują już brytyjsko-francuska grupa bojowa w Estonii, wielonarodowa brygada pod dowództwem kanadyjskim na Łotwie oraz oddziały niemieckiej brygady na Litwie. Kanadyjska obecność na Łotwie to około 2 tys. żołnierzy, a brytyjska w Estonii – około 800. Pełne rozmieszczenie niemieckiej brygady liczącej około 5 tys. żołnierzy i pracowników cywilnych planowane jest do końca 2027 r. Obecność sił lądowych uzupełniają rotacyjnie rozmieszczane wojska amerykańskie oraz lotnictwo sojusznicze.
Model obronny krajów bałtyckich opiera się na wyszkolonej rezerwie, obronie terytorialnej oraz integracji z siłami sojuszniczymi. Własnych zasobów na długotrwałą, samodzielną wojnę z Rosją nie wystarczy. Ich zadaniem jest zyskanie czasu, stawienie początkowego oporu, zachowanie zdolności do kierowania siłami oraz możliwości przyjmowania posiłków z krajów NATO. Decydujące znaczenie będą miały obrona przeciwlotnicza, amunicja, ochrona infrastruktury oraz szybkość rozmieszczenia sił sojuszniczych – mówi Rusłan Bortnik.
Czy Rosja jest naprawdę gotowa do konfliktu z NATO?
MSZ Rosji skierowało 30 września nieoficjalny list do NATO, w którym zagroziło Sojuszowi bronią jądrową w przypadku stworzenia zagrożenia dla bezpieczeństwa Królewca. List został wysłany w odpowiedzi na ćwiczenia morskie NATO na Morzu Bałtyckim, które Rosja postrzega jako próbę odcięcia Królewca od reszty Rosji.
Z kolei w Sojuszu zarzuty te uznaje się za bezpodstawne, a ćwiczenia prowadzone są wyłącznie w celach obronnych – wyjaśniają przedstawiciele NATO.
Dla Rosji Królewiec jest terytorium strategicznym ze względu na położenie geograficzne między Polską a Litwą, a także ze względu na swobodny dostęp do Morza Bałtyckiego. Właśnie dlatego Rosja aktywnie militaryzuje ten region. W 2022 r., według różnych danych, stacjonowało tam od 12 do 30 tys. rosyjskich żołnierzy, jednak w 2024 r. Ukraina poinformowała, że Rosja zmobilizowała część żołnierzy z Królewca do udziału w wojnie z Ukrainą.
Prawdopodobieństwo inwazji na dużą skalę w najbliższej przyszłości oceniam jako niskie – do 20% do 2028 r. Rosja nadal angażuje znaczne zasoby na Ukrainie, a otwarcie frontu przeciwko NATO gwałtownie zwiększy wojskowy i polityczny koszt wojny oraz zużycie zasobów wojskowych. Jednocześnie ograniczona prowokacja z użyciem siły wymaga znacznie mniejszych zasobów i może mieć inny cel – wywarcie presji na kraje regionu i NATO jako całość – uważa Rusłan Bortnik.
Z kolei Rosja planuje wydać w 2027 r. na obronę 17,1 bln rubli (202,58 mld USD), czyli o 27% więcej niż 13,5 bln rubli przewidziane w pierwotnym budżecie, pisze agencja Reuters.
Szef Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik zauważa, że największą możliwą korzyścią polityczną dla Kremla byłoby stworzenie sytuacji, w której NATO okazałoby się niezdolne do obrony jednego ze swoich członków. Podważyłoby to amerykańskie gwarancje i zmusiło inne państwa europejskie do zrewidowania własnych kalkulacji dotyczących bezpieczeństwa.
Aby osiągnąć taki rezultat, Moskwa niekoniecznie musi dążyć do okupacji całego regionu bałtyckiego. Może liczyć na ustępstwa poprzez groźby i ograniczoną presję.
Julia Derdziuk








