Partia Węgrów Ukrainy mogłaby stać się pomostem do gruntownego odnowienia stosunków ukraińsko-węgierskich. Na razie jednak pojawiają się pytania…

Druzgocąca porażka w niedawnych wyborach parlamentarnych na Węgrzech partii Fidesz, rządzącej nieprzerwanie od 16 lat i kierowanej przez obecnego premiera Victora Orbána, postawiła w politycznym rozkroku również jego satelitów w sąsiednich krajach, którzy przez długi czas wiernie służyli reżimowi Viktora Orbána i pomagali mu utrzymać władzę. Nie była pod tym względem wyjątkiem, założona na bazie Towarzystwa Kultury Węgierskiej Zakarpacia (Kárpátaljai Magyar Kulturális Szövetség), Partia Węgrów Ukrainy  (Ukrajnai Magyar Párt).

W skrócie:

  • W latach rządów partii Fidesz na Węgrzech Towarzystwo Kultury Węgierskiej Zakarpacia (KMKSZ-TUKZ) stopniowo przekształciło się w jej nieformalny ukraiński oddział, który pomagał jej zbierać głosy w wyborach.
  • Przez wszystkie cztery lata wojny KMKSZ-TUKZ ani razu nie potępiło rosyjskiej agresji, nie zwróciło się do Viktora Orbána z żądaniem, by nie blokował przystąpienia Ukrainy do UE i nie sabotował sankcji wobec Rosji.
  • Po porażce partii Fidesz w wyborach walne zgromadzenie KMKSZ-TUKZ ponownie wybrało na szefa swojej organizacji sojusznika Viktora Orbána — László Brenzovicsa, który od sześciu lat mieszka w Budapeszcie.
  • Na Zakarpaciu ukształtowało się nowe pokolenie liderów społeczności węgierskiej, które doskonale zdaje sobie sprawę, że jej pełnoprawny i pomyślny rozwój jest możliwy jedynie przy ścisłej współpracy z władzami ukraińskimi.

Towarzystwo Kultury Węgierskiej Zakarpacia (ukraiński akronim: TUKZ), znane szerzej pod węgierskim skrótem KMKSZ, działa na Zakarpaciu od lutego 1989 roku. Od 1990 roku organizacja ta brała udział w wyborach do Rady Obwodowej Zakarpacia i na podstawie ich wyników tworzyła własną frakcję, a w rezultacie politycznych negocjacji systematycznie zdobywała stanowisko zastępcy lub pierwszego zastępcy przewodniczącego rady obwodowej.

Logo Partii Węgrów Ukrainy KMKSZ (KMKSZ Ukrajnai Magyar Párt)

Wraz z dojściem Fideszu do władzy w Budapeszcie w 2010 roku KMKSZ-TUKZ stopniowo przekształciło się w jej nieformalny ukraiński oddział na terenie Zakarpacia. Właśnie przez fundacje powiązane z tą strukturą przez lata stabilnie napływało finansowanie z Budapesztu, systematycznie rozpowszechniano narracje o ucisku Węgrów na Zakarpaciu, wywierano presję polityczną na Ukrainę, a za pośrednictwem ukraińsko- i węgierskojęzycznych mediów elektronicznych oraz drukowanych, formalnie zarejestrowanych na podstawione osoby, usprawiedliwiano blokowanie integracji Ukrainy z Unią Europejską.

Z każdymi kolejnymi wyborami na Węgrzech zależność KMKSZ od węgierskiego patrona tylko się pogłębiała. Poparcie wyborców na samych Węgrzech dla otwarcie populistycznej polityki Fidesz przed każdymi wyborami wyraźnie słabło, zwłaszcza w Budapeszcie oraz w zamożnych gospodarczo ośrodkach przemysłowych i kulturalnych kraju. Wyciągnąwszy maksimum z węgierskiego elektoratu, reżim Viktora Orbána spoglądał  na Węgrów z sąsiednich krajów — Rumunii, Słowacji, Serbii i Ukrainy. Właśnie w drugiej dekadzie XXI wieku Budapeszt rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę akcję wydawania węgierskich paszportów i zabiegania o względy Węgrów mieszkających za granicą. Aby skutecznie zorganizować tę działalność w terenie, potrzebne były organizacje partnerskie w sąsiednich krajach.

Na Ukrainie misję pozyskania nowego, lojalnego wobec Fideszu elektoratu powierzono KMKSZ. Trzeba przyznać, organizacja ta radziła sobie dość skutecznie. Prawdę mówiąc, na samym początku sprawy potoczyły się nieco inaczej, niż liczyły władze węgierskie. Po otrzymaniu węgierskich paszportów obywatele Ukrainy zaczęli przenosić się na stałe do „odnalezionej ojczyzny” w takiej ilości, na jaką Węgry nie były gotowe. To tylko pogłębiało i tak już trudną sytuację społeczno-gospodarczą, podsycało niechęć lokalnej ludności do przyjezdnych, którzy przenieśli się do Magyarországu, by „podjadać” rdzennym Węgrom. Sytuacja doszła do tego, że w 2017 roku władze węgierskie zorganizowały dla przywódców lokalnych węgierskojęzycznych społeczności Zakarpacia — z których zdecydowana większość tradycyjnie jest członkami KMKSZ — międzynarodową konferencję naukową w mieście Nyíregyháza, podczas której wysoki rangą urzędnik z Budapesztu powiedział wprost: „Węgry nie potrzebują Węgrów z Zakarpacia na Węgrzech. Węgry potrzebują Węgrów na Ukrainie. Dlatego właśnie nasza pomoc będzie kierowana do tych, którzy budują Węgry na Ukrainie”.

Wydawanie węgierskich paszportów obywatelom Ukrainy przez długi czas powodowało wzrost napięcia i wzajemnych oskarżeń między Ukrainą a Węgrami. Wszyscy, w tym również ukraińskie władze centralne i lokalne oraz struktury siłowe, doskonale wiedzieli, że dziesiątki tysięcy mieszkańców Zakarpacia, i to nie tylko narodowości węgierskiej, posiada węgierskie paszporty mimo obowiązującego zakazu podwójnego obywatelstwa. Wiedzieli o tym, ale przymykali na to oko. Tymczasem zagraniczny elektorat Fideszu, zjednany różnymi gratyfikacjami, regularnie co cztery lata płacił mu daninę swoim głosem w dniu wyborów parlamentarnych.

Sytuacja zaczęła się zmieniać po ostatnich, przeprowadzonych w październiku i listopadzie 2020 roku, wyborach lokalnych na Ukrainie. Zgodnie z ich wynikami KMKSZ-TUKZ zdobyło 11,5% głosów i ponownie, podobnie jak w poprzedniej kadencji, wprowadziło do Rady Obwodowej Zakarpacia VII kadencji własną frakcję składającą się z ośmiu deputowanych. W trakcie przygotowań do pierwszej sesji rady obwodowej rozpoczęły się zwyczajowe targi. Coś jednak poszło nie tak. Nie wiadomo dokładnie, dlaczego: czy żądania KMKSZ były zbyt wygórowane, czy też dlatego, że liderem frakcji rządzącej partii Sługa Narodu w Radzie Obwodowej Zakarpacia był emerytowany generał SBU Ołeksij Petrow, w każdym razie tym razem zamiast zwyczajowych preferencji KMKSZ-TUKZ otrzymało… przeszukania  ze strony służb. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeprowadziła 30 listopada 2020 roku szereg przeszukań w biurach węgierskich organizacji i fundacji, a także w domu przewodniczącego KMKSZ-TUKZ László (Wasyla) Brenzovicsa. Znaleziono tam materiały drukowane propagujące utworzenie autonomii etnicznej na Zakarpaciu oraz Wielkich Węgier, obejmujących terytoria sąsiednich państw, gdzie mieszka mniejszość węgierska. Sam figurant, przewidując rozwój wydarzeń, wyjechał wcześniej z Użhorodu do Budapesztu i od tamtego czasu nie wrócił na Ukrainę. Kilka tygodni później Zakarpacki Sąd Apelacyjny nałożył areszt na mienie zajęte podczas przeszukania w domu László Brenzovicsa. W pierwszym dniu obrad pierwszej sesji Rady Obwodowej Zakarpacia, 7 grudnia 2020 roku, wszyscy deputowani Partii Węgrów Ukrainy KMKSZ demonstracyjnie opuścili salę obrad w proteście przeciwko działaniom ukraińskich służb.

A wkrótce potem rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę wojna Moskwy przeciwko Ukrainie oraz heroiczna walka obywateli Ukrainy wszystkich narodowości z odwiecznym wrogiem o własne państwo, niepodległość, wolność i prawo do życia na swojej ziemi — walka, w której giną także ukraińscy Węgrzy. Pomimo tego przez wszystkie cztery lata oporu KMKSZ-TUKZ ani razu nie potępiło rosyjskiej agresji, na skutek której cierpią również Węgrzy z Zakarpacia, nie zwróciło się do Viktora Orbána, który przez lata wojny regularnie spotykał się z kremlowskim krwiożercą, z żądaniem, by nie blokował przystąpienia Ukrainy do UE, nie sabotował sankcji wobec Rosji i wsparł Ukrainę na arenie międzynarodowej. KMKSZ w rzeczywistości upodobniło się do tej małpki, która nic nie widzi, nic nie słyszy i nic nie mówi…

László Brenzovics

I oto 18 kwietnia tego roku, tydzień po głośnej porażce partii Viktora Orbána, w Berehowie odbyło się XXXVI walne zgromadzenie KMKSZ-TUKZ. Delegaci zgromadzenia wybrali na kolejną kadencję na czele swojej organizacji… László Brenzovicsa, który uczestniczył w obradach online ze stolicy Węgier. Sytuacja jest tym bardziej pikantna, że w najbliższych dniach w Budapeszcie, po raz pierwszy od 16 lat, zmieni się władza i istnieją duże nadzieje, że zmieni się również kurs polityki zagranicznej Węgier — z proputinowskiego na proeuropejski, o czym mówił nowy węgierski przywódca Péter Magyar. A w KMKSZ-TUKZ wszystko jest po staremu — László Brenzovics pozostaje szefem po wsze czasy! Nawet mimo tego, że od sześciu lat mieszka poza Ukrainą. Człowiek, który przez wiele lat budował sobie wizerunek wiernego sojusznika Viktora Orbána, ma poprowadzić węgierską społeczność Zakarpacia w nową rzeczywistość polityczną! To prawdziwy surrealizm, który świadczy o tym, że mimo wszystkich zmian geopolitycznych istota organizacji się nie zmieniła. Nie wyciągnęła ona żadnych wniosków i nadal żyje chorobliwymi iluzjami z przedwczoraj.

Tymczasem w ostatnich latach na Zakarpaciu ukształtowało się nowe pokolenie liderów społeczności węgierskiej, niedotknięte wirusem toksycznej polityki Viktora Orbána. Są to młodzi i pragmatyczni politycy, którzy doskonale zdają sobie sprawę, że pełny i pomyślny rozwój społeczności węgierskiej na Zakarpaciu jest możliwy jedynie przy ścisłej współpracy z władzami ukraińskimi, wraz z postępującym rozwojem społeczno-gospodarczym całego Zakarpacia oraz przy rzeczywistej integracji Ukrainy z Europą. I to właśnie oni, a nie zatwardziali w swoim antyukraińskim nastawieniu propagatorzy marginalnych idei Viktora Orbána, są w stanie stać się prawdziwym głosem społeczności Węgrów Zakarpacia i zapewnić przełom w stosunkach ukraińsko-węgierskich, przenosząc je z długotrwałej konfrontacji na płaszczyznę partnerskich i dobrosąsiedzkich relacji odpowiadających duchowi współczesnej wspólnoty europejskiej. Partia Węgrów Ukrainy KMKSZ może stać się niezawodnym pomostem do nawiązania jakościowo nowych stosunków ukraińsko-węgierskich. Aby to osiągnąć, sama partia musi jednak przede wszystkim odnowić samą siebie.

A oto opinia na ten temat Ołeksandra Bertolona, zastępcy przewodniczącego zarządu Stowarzyszenia Politologów i Specjalistów Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Narodowego w Użhorodzie:

„Ponowny wybór László Brenzovicsa na kolejną kadencję przewodniczącego Towarzystwa Kultury Węgierskiej Zakarpacia (KMKSZ-TUKZ) świadczy raczej o głębokim kryzysie instytucjonalnym organizacji, niż o jej stabilności. Sytuacja, w której szef kluczowej struktury Węgrów Zakarpacia kieruje nią zdalnie, przebywając od sześciu lat na Węgrzech, jest paradoksalna. W warunkach stanu wojennego i złożonych wyzwań społeczno-gospodarczych węgierska mniejszość narodowa potrzebuje przywódcy, który fizycznie dzieli te realia na miejscu, a nie kieruje procesami przez ekran monitora.

W ostatnich latach pod kierownictwem Brenzovicsa KMKSZ-TUKZ stało się głównym odbiorcą wsparcia finansowego ze strony rządu Viktora Orbána. Współpraca ta miała wyraźnie polityczny charakter: Budapeszt aktywnie wykorzystywał temat ochrony praw Węgrów z Zakarpacia do wewnętrznej propagandy i mobilizacji elektoratu, a Brenzovics pełnił rolę całkowicie lojalnego rzecznika tych interesów. Jednak wraz ze zmianami politycznymi na Węgrzech i utworzeniem nowego rządu pod przewodnictwem Pétera Magyara, lidera partii TISZA,, model ten znalazł się pod presją. Jest całkiem oczywiste, że nowe władze zainicjują szczegółowy audyt wielomilionowych dotacji przyznanych przez Węgry i zmienią podejście, rezygnując ze sponsorowania dawnych politycznych satelitów Fideszu na rzecz przejrzystych i zdepolityzowanych mechanizmów pomocy.

Biorąc pod uwagę te czynniki, ponowny wybór Brenzovicsa wygląda na próbę obecnych przywódców organizacji utrzymania status quo, co bez wątpienia prowadzi ją w ślepy zaułek. Aby zachować wpływy, nawiązać konstruktywny dialog z Kijowem i zapewnić dalsze wsparcie ze strony odnowionego Budapesztu, KMKSZ-TUKZ pilnie potrzebuje zmian kadrowych. Organizacja potrzebuje odmłodzenia kierownictwa i wyboru lidera, który nie jest obciążony polityczną przeszłością i stale przebywa w obwodzie zakarpackim, razem ze społecznością. Bez tych kroków KMKSZ-TUKZ ryzykuje samoizolację, tracąc zaufanie zarówno własnej społeczności, jak i przyszłych węgierskich darczyńców”.

Wasyl Ilnycki

Udostępnij w mediach społecznościowych