Nietykalne portfele Kremla

Szefowa dyplomacji UE Kaja Kallas obiecała, że jesienią 2026 roku przedstawi najpotężniejszy pakiet sankcji gospodarczych wobec Rosji od czasu jej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Spróbujmy podsunąć jej naprawdę interesujące możliwości w tym zakresie.

W skrócie:

  • UE przygotowuje nowy, szeroko zakrojony pakiet sankcji wobec Rosji. Kaja Kallas obiecuje, że jesienią 2026 roku wzmocni presję sankcyjną i zwiększy liczbę objętych sankcjami osób i firm z Rosji o około jedną trzecią.
  • Pomimo sankcji Rosja nadal zarabia na współpracy z Zachodem. W szczególności kraje UE co roku kupują rosyjskie wyroby hutnicze za około 2 mld euro, a rosyjscy oligarchowie znajdują sposoby obchodzenia ograniczeń.
  • W systemie sankcji nadal istnieją poważne luki. Do najbardziej wymownych przykładów należą Roskosmos i Rosatom, które nadal dysponują znacznymi możliwościami finansowymi i technologicznymi, a Rosatom ma ponadto szeroko zakrojone projekty międzynarodowe.
  • Rosyjski sektor jądrowy oraz sektor kosmiczny pozostają ważnym źródłem zasobów i prestiżu Kremla. Ukraina wzywa do zaostrzenia sankcji wobec Rosatomu i Roskosmosu.
  • Główne pytanie dla Zachodu brzmi: wartości czy zyski. Kreml wykorzystuje powiązania gospodarcze i groźby konfiskaty zachodnich aktywów jako narzędzie nacisku. Skuteczne przeciwdziałanie Rosji bez uderzania w jej interesy gospodarcze jest więc niemożliwe.

A zatem szefowa europejskiej dyplomacji jest przekonana, że w razie przyjęcia pakietu sankcji liczba objętych sankcjami rosyjskich obywateli, firm i organizacji wzrośnie od razu o jedną trzecią. „Na jesień proponuję najszerszy pakiet sankcji od początku wojny. Po ich przyjęciu łączna liczba rosyjskich osób prawnych i fizycznych objętych sankcjami natychmiast wzrośnie o jedną trzecią. Presja musi rosnąć, dopóki Moskwa nie zakończy swojej wojny” – podkreśliła Kaja Kallas.

Już 23 lipca Rada UE ostatecznie przyjęła nowy pakiet sankcji wobec Rosji, który, jak zaznaczono, „zadaje potężny cios rosyjskiemu sektorowi energetycznemu, usługom finansowym i kryptowalutom”. Stało się to po tym, jak jego przyjęcie z różnych powodów blokowały poszczególne państwa, z których ostatnim była Grecja. Jak wiadomo, 7 sierpnia Unia Europejska zatwierdziła nowe listy sankcyjne wobec Rosji, co było odpowiedzią na niedawne zmasowane ataki na Ukrainę.

Sankcje gospodarcze wobec Rosji są dla USA, UE, Wielkiej Brytanii, Kanady i Japonii okazją do zamanifestowania własnego stanowiska wobec rosyjskiej agresji, podjęcia próby wywarcia wpływu na Kreml oraz zmuszenia gospodarza Kremla do zastanowienia się nad zakończeniem działań wojennych. Jest to narzędzie nacisku stosowane przez kraje, które same zaliczają się do cywilizowanego świata. Warto jednak pamiętać, że sankcje mają obopólny charakter – nie da się po prostu ograniczyć handlu z agresorem bez ponoszenia strat. I trzeba to rozumieć bardzo jasno.

Należy również rozumieć, że świat zachodni opiera się na zasadach konkurencji oraz dążeniu do zabezpieczenia własnych interesów i zapewnienia dobrobytu swoim obywatelom. W Kremlu doskonale o tym wiedzą, dlatego starają się znaleźć szczeliny w sankcyjnym ogrodzeniu, a przy pierwszej nadarzającej się okazji storpedować kolejny sankcyjny „statek”. Bardzo wymowny jest przypadek byłego ministra spraw zagranicznych i handlu Węgier Pétera Szijjártó, który na prośbę swojego rosyjskiego kolegi Siergieja Ławrowa próbował wyłączyć spod sankcji personalnych m.in. siostrę prokremlowskiego oligarchy Aliszera Usmanowa.

Można stwierdzić: choć sankcje Unii Europejskiej wobec Rosji spowodowały, według Kaji Kallas, straty w wysokości ponad 1 biliona euro, nadal istnieje możliwość ich rozszerzenia. W Rosji nadal istnieje wiele obszarów, które całkowicie lub częściowo pozostają poza polem uwagi przedstawicieli UE.

Zacznijmy od znanego faktu: pomimo wprowadzonych sankcji kraje UE kupowały w 2024 i 2025 roku od rosyjskich producentów wyroby hutnicze o wartości około 2 miliardów euro rocznie. Być może w skali Federacji Rosyjskiej nie jest to imponująca kwota, jednak ważny i wymowny jest sam precedens. Nawet huczne wprowadzenie sankcji nie przeszkadza w osiąganiu zysków kosztem krajów UE. Przyczyna jest prosta: szereg przedsiębiorstw hutniczych w Europie należy do rosyjskich oligarchów, którzy tworzą schematy sprzedaży produktów pozwalające obchodzić sankcje.

Istnienie korporacji Roskosmos (oficjalnie przynoszącej straty po wprowadzeniu w 2022 roku zachodnich sankcji) należy postrzegać jako element prestiżu Kremla. W swoim czasie na jej czele stał nawet Dmitrij Rogozin – osławiony polityk o imperialnym sposobie myślenia, który później ruszył na front wojny rosyjsko-ukraińskiej w poszukiwaniu lepszego losu. W tym przypadku sankcje UE i USA zadziałały, ponieważ Roskosmos został w znacznym stopniu pozbawiony możliwości przeprowadzania komercyjnych startów rakietowych lub zakupu niezbędnej elektroniki. Nie należy jednak zapominać, że potencjał naukowy korporacji nadal jest wykorzystywany do produkcji różnych typów rakiet na potrzeby rosyjskiej armii. Właśnie dlatego ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych raz po raz wzywa do zwiększenia presji sankcyjnej wobec korporacji Roskosmos, której utworzenie było wynikiem przywłaszczenia radzieckiego dziedzictwa w dziedzinie podboju kosmosu. W szczególności podczas niedawnego posiedzenia Rady UE do Spraw Zagranicznych w Brukseli minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha wezwał do nałożenia sankcji na Rosatom i Roskosmos, a także do odłączenia rosyjskiego Gazprombanku od systemu SWIFT. „Rosja nie zaprzestała swojej agresji. Rosja nie wycofała swoich wojsk z Ukrainy. Rosja nie powróciła do przestrzegania norm prawa międzynarodowego. Dlaczego więc jej izolacja miałaby słabnąć?” – podkreśla szef ukraińskiego resortu spraw zagranicznych.

Łączny zysk korporacji Rosatom wyniósł w 2025 roku około 50 miliardów dolarów, co sprawiło, że stała się ona jednym z głównych źródeł wpływów do budżetu Federacji Rosyjskiej. Sytuacja wokół budowy elektrowni jądrowych Akkuyu w Turcji i Paks-2 na Węgrzech nadal układa się korzystnie dla Rosji. Wielomiliardowe projekty są nadal wykorzystywane nie tylko do czerpania zysków, ale także do demonstrowania fałszywej wielkości Rosji.

Wniosek jest zatem prosty: nie da się przeciwdziałać Rosji w białych rękawiczkach. Jest całkiem prawdopodobne, że kraje Zachodu otrzymały od Kremla groźby konfiskaty ich mienia na terytorium Federacji Rosyjskiej w przypadku zwiększenia presji sankcyjnej na agresora. I tutaj wybór jest naprawdę prosty: między wartościami a zyskami, między honorem a hańbą. I właśnie tego wyboru będą musieli dokonać polityczni przywódcy Zachodu.

Autorka: Switłana Miałyk

Udostępnij w mediach społecznościowych