Wojna na wyczerpanie: co dzieje się na froncie i czy Ukraina jest w stanie zmienić przebieg wojny

Rosja nadal wywiera presję na froncie, a jednocześnie przeprowadza zmasowane ataki rakietowe i dronowe na ukraińskie miasta oraz infrastrukturę krytyczną. W jakim stopniu sytuacja na polu walki odpowiada planom Kremla? Czy armia rosyjska dysponuje zasobami niezbędnymi do prowadzenia zakrojonych na szeroką skalę operacji ofensywnych? Jak chronić miasta, w tym mosty, i jaką rolę w przeciwdziałaniu agresorowi może odegrać ukraińska broń dalekiego zasięgu? O sytuacji na froncie, roli Białorusi w planach Kremla, zagrożeniach dla Polski i krajów bałtyckich, a także o możliwych scenariuszach zakończenia wojny Switłana Miałyk rozmawiała z Mykołą Małomużem – generałem armii Ukrainy, byłym szefem Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy.

W skrócie:

  • Według oceny generała armii Ukrainy, byłego szefa Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy Mykoły Małomuża, Rosji brakuje rezerw do przeprowadzenia zakrojonej na szeroką skalę ofensywy strategicznej, podczas gdy siły ukraińskie utrzymują pozycje obronne i przeprowadzają kontrataki.
  • Poprzez ataki na miasta i infrastrukturę energetyczną Kreml próbuje złamać Ukraińców i zmusić ich do domagania się zakończenia wojny na rosyjskich warunkach.
  • Ochrona mostów i infrastruktury krytycznej wymaga wielopoziomowej obrony przeciwlotniczej – od przechwytywania celów powietrznych przed dotarciem do Ukrainy po osłonę konkretnych obiektów.
  • Ukraina powinna przyspieszyć produkcję własnej broni dalekiego zasięgu, wykorzystując potencjał krajowych zakładów rakietowych.
  • Łukaszenko, jak prognozuje Małomuż, będzie wspierał Rosję, unikając bezpośredniego udziału w wojnie, a Polska i kraje bałtyckie powinny przygotować się na nowe prowokacje Kremla.
  • Połączenie presji militarnej, sankcyjnej i dyplomatycznej może zmusić Putina do zakończenia wojny; rozmówca określa rozpoczęcie procesu pokojowego za około trzy miesiące jako możliwy pozytywny scenariusz, który wymaga nadzwyczajnych wysiłków ze strony Ukrainy i jej partnerów.

– Panie Mykoło, zacznijmy od najważniejszego: co się obecnie dzieje na froncie? Kto ma inicjatywę strategiczną? Na jakich kierunkach Ukraina odnosi sukcesy, a gdzie sytuacja jest najtrudniejsza?

Mykoła Małomuż – generał armii Ukrainy, były szef Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy (lata 2005–2010). Zdjęcie: Switłana Miałyk
Mykoła Małomuż – generał armii Ukrainy, były szef Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy (lata 2005–2010). Zdjęcie: Switłana Miałyk

– Przede wszystkim uważam, że Putin nie ma obecnie perspektyw strategicznych na froncie. Wyznaczył swojemu Sztabowi Generalnemu i siłom zbrojnym zadanie zajęcia obwodu donieckiego do końca jesieni tego roku. To kolejny termin. Wyznaczał je zarówno w 2025 roku, jak i na początku 2026 roku: do 9 maja, do jesieni, a teraz – do końca ciepłej pory roku. Jednak nie udaje się zrealizować tych planów. Oświadczenia o zajęciu Konstantynówki czy Kupiańska nie odpowiadają rzeczywistości.

Wręcz przeciwnie, utrzymujemy nasze pozycje, a na kierunku kupiańskim odrzuciliśmy wroga. Na kierunku łymańskim twierdził on, że otoczył do pięciu tysięcy naszych żołnierzy. Tymczasem przeprowadziliśmy udaną operację Vivaldi, która zniweczyła wysiłki oddziałów rosyjskich 20. i 25. armii. Trafiono centrum dronowe – nie tylko sprzęt, ale także kierownictwo i personel, których nie da się szybko zastąpić. Ponadto przeprowadziliśmy operację wyzwolenia terytorium o powierzchni do 180 kilometrów kwadratowych.

To prawdziwy sukces, wynik asymetrycznych działań naszych żołnierzy. Plany Putina dotyczące zajęcia terytoriów nie spełniają się: utrzymujemy linię frontu i odzyskujemy terytoria.

Równolegle wzmacnia to naszą pozycję na arenie międzynarodowej. Putin nieustannie wywierał presję na Trumpa i innych przedstawicieli, przekonując, że i tak zajmie Donbas, a zatem Ukrainę rzekomo trzeba zmusić do dobrowolnego oddania tych i innych terytoriów, w szczególności w obwodach zaporoskim czy charkowskim. Teraz nie ma już takich atutów.

Nie oddajemy terytoriów, a jednocześnie odnosimy pewne sukcesy. To podstawa naszych obecnych pozycji wojskowych i wojskowo-politycznych. Sytuacja jest jednak bardzo trudna. Na froncie jest bardzo trudno. Na kierunku pokrowskim trwają ciężkie walki: codziennie wróg przeprowadza tam od 25 do 45–50 ataków.

Sytuacja pozostaje trudna również na kierunku dobropilskim, gdzie wróg próbuje zająć miejscowości i ich okolice. Utrzymujemy obronę, niszczymy rezerwy, w szczególności te, które są sprowadzane w celu przeprowadzenia szturmów.

Rosjanie stosują taktykę przenikania: po dwóch lub trzech przenikają do poszczególnych domów, na ulice lub do piwnic, a następnie sprowadzają kolejne oddziały. Znamy już tę taktykę i staramy się neutralizować takie grupy, zanim zdążą się zgrupować do ataku.

Aktywnie uderzamy w sieci dronowe przeciwnika, które stwarzają poważne problemy. Stosujemy nowe sposoby neutralizacji wroga jeszcze na etapie przerzutu: kiedy jego oddziały dopiero przybywają, przechodzą szkolenie i nie są jeszcze gotowe do działań bojowych. Osobnym kierunkiem działań są ataki na lotniska, z których startują samoloty z kierowanymi bombami lotniczymi. Kierowane bomby lotnicze stanowią ogromny problem zarówno dla naszych żołnierzy, jak i dla miast i wsi położonych w pobliżu linii frontu, w szczególności dla Charkowa, Sum i Zaporoża.

Rażenie samolotów bezpośrednio na lotniskach, systemów kierowania lotami, zapasów paliwa i amunicji pozbawia wroga możliwości poderwania lotnictwa i przeprowadzenia operacji.

To właśnie kompleksowe działania – niszczenie wroga na froncie, jego rezerw na tyłach, dronów i lotnictwa w głębi terytorium Rosji – pozwalają nam utrzymać obronę i uniemożliwiają przeciwnikowi skuteczne prowadzenie ofensywy.

Bardzo ważnym czynnikiem jest wywiad, który dokładnie śledzi przemieszczanie się wroga. Na przykład gdy poszczególne oddziały były przerzucane do Łymanu, wykryliśmy je i zaatakowaliśmy z flank oraz z tyłu. Pozwoliło to rozbić oddziały wspomnianych 20. i 25. armii, zmusić je do odwrotu i wziąć do niewoli do 200 żołnierzy. To konkretny wynik, który pokazuje nasze możliwości prowadzenia udanych operacji asymetrycznych.

Wojska rosyjskie próbowały zająć terytoria obwodu charkowskiego – w pobliżu Wołczańska na północy oraz Kupiańska na wschodzie. Rozszyfrowaliśmy te plany, zneutralizowaliśmy rezerwy, przeprowadzaliśmy kontrataki, a na niektórych odcinkach posuwaliśmy się naprzód.

Plan przeciwnika polegał na utworzeniu tak zwanej strefy buforowej poprzez zajęcie do 20 kilometrów naszego terytorium. Nie pozwoliliśmy na realizację tego scenariusza, a wróg został zmuszony do odwrotu.

Podobna sytuacja ma miejsce w obwodzie sumskim. Ponad tydzień temu trwały tam szczególnie intensywne ataki: przeciwnik dążył do wkroczenia w głąb obwodu i częściowego okrążenia Sum. Nie udało mu się tego osiągnąć. Chociaż Rosjanie atakują za pomocą kierowanych bomb lotniczych i dronów samo miasto oraz nasze oddziały na podejściach do niego, przeciwdziałamy tym działaniom. Nie ma obecnie dodatkowych rezerw, które Putin mógłby tam skierować.

Kolejnym trudnym tematem jest kierunek zaporoski. Około dwa miesiące temu wróg odniósł tam częściowy sukces, wkroczył do szeregu miejscowości. Umocniliśmy odcinki, na których przeciwnik próbował obejść Hulajpole i posuwać się dalej w kierunku Zaporoża, i przeprowadziliśmy kontrataki. Wyzwolono szereg miejscowości. Szczególnie znamienna jest sytuacja w pobliżu Małej Tokmaczki: Rosjanie wielokrotnie ogłaszali jej zajęcie, ale my niszczyliśmy siły, które angażowali do ataku.

Na kierunku zaporoskim zaczęliśmy aktywnie niszczyć infrastrukturę logistyczną wroga: linie kolejowe, drogi samochodowe, a także zwalczać oddziały zmierzające na wsparcie grup szturmowych. W ten sposób udało się udaremnić operację ofensywną.

Dotyczy to nie tylko Małej Tokmaczki, ale także innych odcinków, w szczególności w pobliżu Orichiwa. W niektórych miejscach przeciwnik częściowo posunął się naprzód, ale my wypieramy go ogniem. Nie udaje mu się obejść Zaporoża, częściowo go okrążyć i atakować już nie tylko dronami, ale także artylerią.

Podejmujemy dodatkowe działania. Kwestie te rozpatrywano na posiedzeniach Sztabu Najwyższego Naczelnego Dowódcy i Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Sprowadzane są nowe zasoby i oddziały z dużym doświadczeniem bojowym. Pozwala to utrzymać kierunek zaporoski i przeprowadzać skuteczne kontrataki.

Moim zdaniem Putin nie dysponuje obecnie wystarczającymi rezerwami systemowymi do prowadzenia strategicznych operacji ofensywnych na całym froncie. Na kierunki pokrowski, konstantynowski i częściowo łymański nadal wysyła doświadczone jednostki bojowe. Na pozostałych odcinkach działają siły, które nie są w stanie prowadzić tak aktywnych działań bojowych, a rezerwom brakuje przygotowania, doświadczenia i zgrania bojowego. To nasza przewaga.

Myślę, że utrzymamy front. Putin nie będzie miał ani perspektyw wojennych, ani możliwości wywierania na nas presji, powołując się na wyimaginowane sukcesy.

Podczas ostatnich rozmów z Trumpem poruszono już kwestię żądania zaprzestania ostrzałów. Putin nie mógł, tak jak wcześniej, uzasadniać kontynuacji wojny swoją przewagą na froncie. Zamiast tego poruszał kwestię zniesienia sankcji – dotyczących gospodarki, floty i energetyki.

Wcześniej w rozmowach z Trumpem, Xi Jinpingiem i innymi partnerami demonstrował rzekomą dominację na froncie. Teraz traci te wojskowe atuty. Dlatego nasza zdolność do utrzymania obrony determinuje również stanowisko polityczno-dyplomatyczne: możemy stawiać warunki, a nie działać pod presją Rosji.

– Jeśli Rosja nie osiąga pożądanego rezultatu na froncie, czy próbuje to zrekompensować coraz szerzej zakrojonymi atakami na miasta, sektor energetyczny, infrastrukturę transportową i przemysłową? Jaki jest strategiczny cel tej kampanii i jak Ukraina może się jej przeciwstawić?

– Nie odnosząc sukcesów na froncie, Putin próbuje złamać ducha Ukraińców. Od dawna nad tym pracuje i nie może uwierzyć, że Ukraińcy nie poddają się pod totalną presją terroru, który łamie wszystkie międzynarodowe normy i zasady prowadzenia wojny.

Terror – podstawa jego działań. Nie rozumie, dlaczego Ukraińcy się nie poddają. Od pierwszego dnia mówiliśmy zarówno w telewizji, jak i w radiu: rozpoczynając wojnę, nie zdołasz pokonać narodu Ukrainy. Nie uwierzył w to i kontynuował wojnę.

Teraz próbuje przed zimą pogrążyć w terrorze i chłodzie wszystkie regiony Ukrainy, przede wszystkim stolicę, gdzie mieszka do czterech milionów ludzi.

Widzi, że same ataki rakietowe i dronowe nie przynoszą pożądanego rezultatu, dlatego nasila presję psychologiczną. Pokazuje gotowość do nieustannego atakowania wszystkiego: budynków mieszkalnych, szkół, przedszkoli, centrów handlowych, pociągów, transportu i logistyki. To postawa globalnego terrorysty.

Nie udaje mu się osiągnąć celu, ale myśli: jeszcze trochę – i przełamie opór. Dlatego wzmacnia te groźby atakami, w szczególności takimi, jakie miały miejsce ostatniej nocy.

Oprócz dronów odrzutowych, które trudno zestrzelić, stosuje różne typy rakiet o bardzo krótkim czasie dolotu. Chodzi na przykład o Cyrkony, Kindżały oraz pociski systemów S-400, które wykorzystuje się do uderzeń na cele naziemne. Celem jest to, by ludzie nie zdążyli się schronić, aby było jak najwięcej ofiar i strachu. Liczy on, że ludzie zaczną protestować, wywierać presję na Zełenskiego i przywódców politycznych, domagając się zawarcia porozumienia z Putinem na każdych warunkach.

Rosja oświadcza, że jest gotowa do negocjacji, ale wyłącznie na własnych warunkach. Przywódcy Ukrainy i nasz naród nie popierają tego. Dlatego Kreml próbuje zmusić ludzi do zgody poprzez terror.

Istnieje też inna brutalna taktyka: rozpowszechnianie informacji o zbliżających się zmasowanych atakach setkami rakiet i tysiącami dronów, zmuszanie ludzi do oczekiwania, podtrzymywanie napięcia społecznego i psychologicznego. A potem, w pewnym momencie, zadawanie ciosu.

Liczą na to, że wytrąci to społeczeństwo z równowagi i sprowokuje protesty. Tak się nie dzieje, ale Putin i tak uważa, że uda mu się przełamać opór.

Ma doświadczenie z Czeczenii i Syrii, gdzie rosyjskie siły całkowicie niszczyły miasta. Przypomnijcie sobie Aleppo. Tę praktykę przenosi na Ukrainę, ale na znacznie większą skalę – przeciwko miastom i wsiom na całym terytorium.

Myślę, że zakończy się to jego porażką. Jego działania zostaną jednoznacznie zakwalifikowane, choć i tak jest jasne, że mowa o terrorze na wielką skalę. Działa bez żadnych zasad. Nawet Hitler nie prowadził ataków w ten sposób. Uważam, że poniesie za to odpowiedzialność. Jednak dzisiaj naszym zadaniem jest przetrwać, wspierać Siły Zbrojne i ludzi we wszystkich regionach.

Międzynarodowa współpraca z partnerami to czynnik, który pomoże nam przetrwać, chronić nasze państwo i kraje Europy. W szczególności naszych sąsiadów, którzy również są zagrożeni rosyjską agresją. Rosja już ją demonstruje poprzez operacje specjalne i działania dywersyjne. Musimy wspólnie przeciwdziałać tym działaniom i bronić niepodległości Ukrainy wraz ze społecznością europejską.

– Wróćmy do kwestii ochrony ukraińskiej infrastruktury. Wróg atakuje mosty, w szczególności Most Północny w Kijowie, gdzie już montuje się siatki przeciwdronowe. Jak chronić te obiekty, które łączą brzegi i zapewniają funkcjonowanie miasta? O czym świadczą takie ataki: czy Putin rozumie, że nie będzie w stanie zająć Ukrainy, i dlatego dąży do wyrządzenia jak największych zniszczeń?

– Putin nie ma szans na zajęcie naszego państwa. Pokazał to zarówno front, jak i naród Ukrainy. Dlatego próbuje ujarzmić Ukraińców terrorem, zmusić ich do cierpienia, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym.

To cyniczny, faszystowski plan: zabijać ludzi, niszczyć ich tożsamość i wpływać na wszystkie sfery ich życia.

Mosty są dla niego obiektami strategicznymi. Wcześniej, jak mówiono, istniało pewne niepisane ograniczenie dotyczące ataków na mosty. Jednak gdy zobaczył, że nie jest w stanie zająć nowych terytoriów ani zmusić nas do poddania się zgodnie z jego scenariuszem, przeszedł do takich ataków.

Mosty służą nie tylko transportowi – biegną przez nie także sieci ciepłownicze, wodociągowe, telekomunikacyjne i energetyczne. Zapewniają one połączenia nie tylko między prawym a lewym brzegiem, ale także w skali całego państwa.

Zna te słabe punkty. Nie ma już dla niego żadnych ograniczeń prawnych ani niepisanych porozumień. Dlatego atakuje mosty.

Co robić? Przede wszystkim chronić konkretne obiekty za pomocą środków obrony przeciwlotniczej. Mogą to być samoloty i helikoptery, które przechwytują cele jeszcze przed dotarciem do miasta i mostów, zestawy przeciwlotnicze Gepard, przeciwlotnicze zestawy rakietowe oraz przenośne zestawy przeciwlotnicze.

Dodatkową ochronę stanowią siatki, które już są montowane, oraz wieżyczki strzeleckie. Jednak kwestia ta ma szerszy zakres. Wspólnie z wojskowymi i strategami opracowaliśmy model, który umownie można nazwać wielką „żelazną kopułą” Ukrainy. Izrael to niewielki kraj, a nam potrzebny jest system odpowiadający naszej skali.

Chodzi o połączenie sił i środków Sił Zbrojnych Ukrainy, Gwardii Narodowej, Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oraz wywiadu wojskowego w jeden spójny system.

Pierwszy etap – wykrywanie na terytorium Rosji przygotowań do ataków rakietowych i dronowych oraz rażenie środków przeciwnika przed ich użyciem. W tym celu potrzebne są dane wywiadowcze w czasie rzeczywistym.

Drugi etap to przechwytywanie celów podczas przekraczania granicy lub linii frontu. Tutaj powinny działać przeciwlotnicze zestawy rakietowe, przenośne zestawy, lotnictwo oraz środki przeciwdziałania dronom. Jest to jedna z głównych linii obrony, która w odniesieniu do terenów nieobjętych walkami nie działa jeszcze w pełni.

Trzeci etap – niszczenie celów, które się przedarły, na trasach ich przemieszczania się przez terytorium Ukrainy. Widzimy trajektorię lotu, wiemy, dokąd leci cel, i angażujemy najbliższy skuteczny środek: przeciwlotniczy zestaw rakietowy, przenośny zestaw, wieżyczkę lub zestaw Gepard.

Nie można dopuścić, by cel bez przeszkód pokonywał setki kilometrów aż do mostu. I wreszcie ostatnia linia obrony – bezpośrednia ochrona mostu lub innego ważnego obiektu, który zapewnia ludziom warunki do życia. Właśnie taki model należy dopracować, aby system działał szybko i skutecznie.

– Czy uzyskanie przez Ukrainę własnej broni balistycznej dalekiego zasięgu może zmienić kalkulacje Kremla? Wiele słyszymy o firmie Fire Point, która zajmuje się opracowywaniem takiej broni. Na jakim etapie jesteśmy i kiedy ukraińska broń balistyczna będzie w stanie razić obiekty wojskowe w Moskwie i głęboko na rosyjskich tyłach?

– Niestety, jesteśmy spóźnieni. Od pierwszego dnia wojny proponowaliśmy przestawienie odpowiednich zakładów produkcyjnych na wojenny tryb pracy. Nie chodzi tylko o Fire Point. Istnieją Biuro Konstrukcyjne „Piwdenne”, Biuro Konstrukcyjne „Łucz” oraz setki przedsiębiorstw, które pracowały nad techniką rakietową. Mieliśmy projekty rakiet balistycznych o zasięgu sięgającym aż do Dalekiego Wschodu – do 15 tysięcy kilometrów. Osobno istniały możliwości stworzenia rakiet o zasięgu do tysiąca kilometrów. Przewidywano produkcję dziesiątek tysięcy rakiet. Niestety, struktury te nie zostały od razu zaangażowane. Takie propozycje pojawiały się jeszcze przed wybuchem wojny na pełną skalę, ale także po jej rozpoczęciu działały tylko poszczególne segmenty.

Traciliśmy czas również w kwestii dronów. Często kupowano je w Chinach, rozbierano na części, a następnie montowano na Ukrainie i przedstawiano jako ukraińskie. Jednocześnie częstotliwości były znane Rosji, a przeciwnik nierzadko zmuszał je do lądowania.

W końcu rozpoczęliśmy własną produkcję oraz wspólne projekty z partnerami – Niemcami, Polską, Francją i innymi krajami. To już inna klasa dronów, które mogą pokonywać zarówno tysiąc, jak i dwa tysiące kilometrów. Jednak na razie jest ich za mało.

Zaszkodziło nam opóźnienie. Takie możliwości należało mieć w latach 2023–2024, a najpóźniej w 2025 roku. Mowa była o milionach dronów i dziesięciu tysiącach rakiet. Obecnie o produkcji informuje firma Fire Point oraz kilku innych producentów. Jednak na razie mowa jest o pojedynczych egzemplarzach.

Posiadanie rakiet krótkiego i średniego zasięgu, a także rakiet balistycznych, w tym strategicznych, umożliwiłoby niszczenie lotnisk, z których startuje rosyjskie lotnictwo, a także wyrzutni i innych obiektów. Chodzi o to, by zneutralizować zagrożenie na terytorium Rosji, zanim rakiety lub drony dotrą na Ukrainę.

Jeśli mowa o masowym zastosowaniu – tysiącach dronów i dziesiątkach rakiet skierowanych na konkretny obiekt – może to pozwolić na zniszczenie lotniska, wyrzutni rakiet i dronów lub ich zakładów produkcyjnych.

Oto, co daje broń balistyczna. Należy szybko ją rozwijać i zwiększać skalę produkcji. Nie należy też ograniczać się do Fire Point: to tylko część możliwości.

Uważam za błąd, że nie zaangażowaliśmy w pełni innych struktur systemowych, które miały doświadczenie, a których rozwiązania były poszukiwane na rynku międzynarodowym.

Na przykład Biuro Konstrukcyjne Piwdenne sprzedawało rakiety strategiczne do Stanów Zjednoczonych w okresie tuż przed wojną. Pracowało bowiem nad rakietami strategicznymi, międzynarodowymi projektami Land Launch, Sea Launch oraz rakietami Zenit. Dlaczego nie wykorzystać tego potencjału do stworzenia rakiet z potężnymi głowicami bojowymi, zdolnych do rażenia obiektów wojskowych Federacji Rosyjskiej na dużych odległościach?

– Jakie miejsce zajmują Łukaszenko i terytorium Białorusi w obecnych planach wojskowych Kremla? Czy dostrzega pan oznaki przygotowań do nowego scenariusza wojskowego z kierunku białoruskiego?

– Putin nieustannie próbuje wciągnąć Białoruś w konkretne operacje bojowe. Nie udaje mu się to. Łukaszenko gra na kilka frontów. Dąży do utrzymania swojego reżimu na wypadek porażki Rosji. Stąd kontakty z Xi Jinpingiem i prezydentem Turcji Erdoğanem oraz próby nawiązania kontaktów z prezydentem USA Trumpem w sprawie szeregu projektów. Szuka możliwości współpracy nawet z Europą: jak mówi, żyjmy w zgodzie, dogadajmy się w jakiejś sprawie.

Jednocześnie udziela Rosji konkretnej pomocy: dostarcza broń i amunicję, zapewnia naprawy oraz dostawy benzyny i paliwa lotniczego. Chodzi również o wieże radarowe, które wykorzystuje się do naprowadzania dronów na nasze terytorium, na Polskę i kraje bałtyckie.

Dlatego jest on współsprawcą. Jednak moim zdaniem obecnie zasadniczo nie jest gotowy do wojny z Ukrainą ani państwami zachodnimi. Wie, że oznaczałoby to koniec jego reżimu.

Nie ma on perspektyw na skuteczne zaangażowanie własnych sił w wojnę przeciwko Ukrainie, a tym bardziej na prowadzenie wojny jeszcze z Polską czy krajami bałtyckimi. Są to państwa NATO, które przygotowują się na takie scenariusze.

Przewidujemy, że Łukaszenko będzie nadal wspierał Rosję w prowadzeniu wojny i dopuszczał do prowokacji na granicy z Ukrainą, Polską i krajami bałtyckimi. Putin wywiera na niego presję, a pole manewru jest niewielkie.

Uważam jednak, że nie przekroczy on granicy, jaką byłby bezpośredni atak na Ukrainę lub naszych partnerów. Białorusini tego nie popierają. Zgodnie z naszymi danymi operacyjnymi armia białoruska – mówię właśnie o armii, a nie o podlegających Moskwie oddziałach specjalnych – nie jest gotowa i nie chce walczyć.

Dlatego Łukaszenko będzie lawirował, próbował się wykręcać, ale nie zdecyduje się na wielką wojnę.

Na granicach możliwe są prowokacje, próby ich sforsowania, angażowanie pewnych grup podających się za uchodźców, próby przejęcia punktów obserwacyjnych. Myślę, że przeciwdziałanie takim scenariuszom leży w zasięgu możliwości służb specjalnych naszych partnerów oraz naszych własnych.

– Putin kładzie szczególny nacisk na Królewiec. Jak niebezpieczna jest sytuacja wokół przesmyku suwalskiego? Czy Kreml może spróbować wystawić NATO na próbę właśnie tam?

– Putin będzie nieustannie groził wykorzystaniem wszystkich zasobów, by przeciwdziałać rzekomo możliwemu zajęciu obwodu królewieckiego lub zablokowaniu przesmyku suwalskiego.

Wychodzi on z błędnego założenia, że kraje NATO dążą do rozczłonkowania Rosji, a przede wszystkim do zajęcia obwodu królewieckiego. Jest o tym przekonany i odpowiednio działa: demonstruje gotowość do agresji, w tym z użyciem strategicznych środków jądrowych.

Dlatego ważne jest, aby zapobiegać prowokacjom na granicach i poprzez kanały operacyjne pokazywać, że takie scenariusze są nie do przyjęcia, a Polska i inne państwa są gotowe przeciwdziałać jego agresywnym działaniom. On rozumie tylko siłę.

Za pośrednictwem służb wywiadowczych i resortów obrony należy pokazać, że nie ma on żadnych szans. Tym bardziej że utknął na Ukrainie i nie dysponuje wystarczającymi zasobami wojskowymi, by rozpocząć kolejną wielką wojnę.

Wiążemy jego siły. Brakuje mu zasobów nawet na obecny front. Gdyby miał dodatkowe możliwości, już dawno rozpocząłby ofensywę na innych kierunkach.

Jednak nasi partnerzy, zwłaszcza Polacy, nie mogą tracić czujności. On i tak postrzega te kraje jako wrogów, jako główną siłę uderzeniową NATO.

Konieczne jest aktywne przeciwdziałanie operacyjne, a w przypadku odpowiednich prowokacji – również bojowe. Kanałami dyplomatycznymi i wywiadowczymi należy przekazywać, że użycie broni jądrowej będzie miało konsekwencje.

Zarówno Wielka Brytania, jak i Francja, Stany Zjednoczone, a także Xi Jinping i Modi ostrzegali Putina: próba użycia broni jądrowej spotka się z ostrą reakcją. Takie sygnały napływają nie tylko od państw zachodnich, ale także od jego partnerów.

Dlatego sądzę, że będzie grał na granicy faulu: będzie demonstrował gotowość do zakrojonych na szeroką skalę działań wojennych i użycia broni jądrowej, nazywając to odstraszaniem.

Prowokacje są możliwe zarówno na granicach, jak i w samej Polsce oraz w krajach bałtyckich. Służby specjalne muszą być gotowe, by wspólnie z nami wykrywać takie działania i je powstrzymywać – środkami operacyjnymi, a w razie potrzeby także bojowymi. Wówczas nie będzie szans na realizację tych scenariuszy.

– Miliony Ukraińców, zarówno w kraju, jak i za granicą, pytają, kiedy skończy się wojna. Jakie scenariusze jej zakończenia uważa pan za realistyczne? Co musi się zmienić na froncie, wewnątrz Rosji lub w stanowisku Zachodu, aby Putin został zmuszony do rezygnacji z kontynuowania wojny?

– Na niego mogą wpłynąć jedynie argumenty o krytycznym znaczeniu. Przede wszystkim jest to sytuacja na froncie – dziś ma ona decydujące znaczenie. To klasyczny, ale niezwykle silny argument.

Dlatego wzmocnienie naszych Sił Zbrojnych oraz wsparcie ze strony partnerów w postaci broni precyzyjnej to najważniejszy czynnik. Oczywiście rozumiemy znaczenie komponentu finansowego: on również jest jednym z decydujących.

Drugim elementem jest silna presja operacyjna na wszystkie sektory rosyjskiej gospodarki oraz personalnie na przedstawicieli rosyjskiego kierownictwa i ich krewnych na całym świecie. Przede wszystkim w Unii Europejskiej, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i innych krajach.

To dla nich bardzo bolesna kwestia. W walce z terrorystami, kiedy ustalaliśmy ich osobiste powiązania oraz docieraliśmy do kont, nieruchomości, jachtów i miejsc pobytu ich dzieci i wnuków, kiedy tracili swoje aktywa i znajdowali się pod groźbą aresztowania, zmuszało ich to do wycofania się.

Trzeci element to sankcje. Trzeba skuteczniej współpracować z Trumpem i jego otoczeniem. Nasze stanowisko musi być silniejsze. Nie wystarczy po prostu czekać: „Trumpie, pomóż nam” – trzeba, znając go i mając doświadczenie, wykorzystywać wszystkie kanały oddziaływania.

Chodzi tu zarówno o amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy, jak i o Kongres oraz Senat, wpływowych wojskowych, System Rezerwy Federalnej, doradców Trumpa, a nawet jego przyjaciół z dzieciństwa – znamy ich.

Musi działać duży zespół, który będzie promował rozwiązania leżące w interesie Stanów Zjednoczonych, Europy, Ukrainy i światowej stabilności.

Istnieją mechanizmy niezwykle silnej presji gospodarczej. 500 procent na eksport z Rosją i 100 procent na tych, którzy przyjmują ten potencjał eksportowy.

Czwarty element to presja wywierana za pośrednictwem wszystkich kanałów operacyjnych i dyplomatycznych. Ważna jest współpraca Ukrainy i USA oraz wsparcie Europy. Rosja odnosi się do tego negatywnie, ale jest zmuszona się z tym liczyć.

Należy aktywnie współpracować z Chinami, które deklarują poparcie dla pokoju i suwerenności oraz mają własne propozycje dotyczące zaprzestania ostrzałów i uregulowania sytuacji.

Istnieje również inicjatywa Indii, Turcji, Egiptu i Ukrainy dotycząca uregulowania konfliktu. Dosłownie kilka dni temu brałem udział w tych procesach – nie tylko jako były szef wywiadu zagranicznego, ale jako aktywny nieoficjalny uczestnik.

W grę wchodzi tu nie tylko presja polityczna na zakończenie wojny, ale także potężny czynnik ekonomiczny. Dokąd trafiają produkty rolne z Ukrainy i Rosji? Do Chin, Indii, Turcji i Egiptu. Są to państwa o ogromnej liczbie ludności, dla których dostawy żywności mają duże znaczenie.

Zablokowanie tych dostaw stwarza dla nich problemy. Dlatego też można wykorzystać ich interesy w poszukiwaniu rozwiązania.

Ważna jest również rola ONZ i jej dużych programów żywnościowych dla krajów rozwijających się. Pomimo wszystkich zastrzeżeń wobec Rady Bezpieczeństwa ONZ należy również wykorzystać ten instrument. Chodzi o zapewnienie funkcjonowania innych krajów, a zatem – o kolejny czynnik wywierający presję.

Konieczne jest połączenie wysiłków wojskowych, operacyjnych, sankcyjnych i dyplomatycznych wpływowych państw, aby doprowadzić do zakończenia wojny.

Jeśli chodzi o terminy, to przy tak skoordynowanej i skutecznej pracy, przede wszystkim naszego zespołu, można doprowadzić do zaprzestania ostrzałów w ciągu dwóch-trzech tygodni, a za około trzy miesiące – do rozpoczęcia procesu pokojowego. Chodzi jednak o to, co sami zainicjujemy i zrobimy wspólnie z partnerami, a nie tylko o to, co oni nam powiedzą.

To pozytywny scenariusz dla wszystkich naszych obywateli – zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce oraz w innych krajach. Jego realizacja wymaga jednak nadzwyczajnych wysiłków i pracy wysokiej klasy profesjonalistów.

Autorka: Switłana Miałyk

Udostępnij w mediach społecznościowych