W połowie maja bieżącego roku 36 państw oraz Unia Europejska oficjalnie potwierdziły zamiar przystąpienia do nowego Rozszerzonego Porozumienia Częściowego w sprawie utworzenia Komitetu Sterującego Specjalnego Trybunału do spraw zbrodni agresji przeciwko Ukrainie. Na Ukrainie przyjęto ten krok z zadowoleniem, ponieważ podpisane porozumienie oznacza, że trybunał wreszcie rozpocznie działalność i zgodnie ze swoim przeznaczeniem będzie karał wyrokami sądowymi wojskowe i polityczne kierownictwo Rosji za wojnę przeciwko Ukrainie. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha nazwał decyzję o zatwierdzeniu rozszerzonego porozumienia częściowego „punktem bez powrotu”, ponieważ potwierdziła ona, że Specjalny Trybunał stał się rzeczywistością prawną. Jak działa mechanizm Specjalnego Trybunału, jak długa będzie droga od decyzji do praktycznych działań i kiedy przywódcy Federacji Rosyjskiej poniosą odpowiedzialność za agresję przeciwko Ukrainie? O tym Switłana Miałyk rozmawiała z doktor nauk prawnych, prezes Ukraińskiego Stowarzyszenia Prawa Międzynarodowego Olhą Butkewycz.
- Trzydzieści sześć państw oraz Unia Europejska poparły utworzenie Specjalnego Trybunału do spraw zbrodni agresji przeciwko Ukrainie — oznacza to początek tworzenia mechanizmu sądu międzynarodowego, którego celem jest ukaranie kierownictwa państwa-agresora.
- Trybunał powstaje niezależnie od Międzynarodowego Trybunału Karnego, ponieważ MTK nie ma jurysdykcji do rozpatrywania zbrodni agresji Rosji przeciwko Ukrainie.
- Jurysdykcji trybunału mogą podlegać nie tylko przedstawiciele Rosji, lecz także Białorusi i innych państw, jeśli zostanie udowodniony ich udział w wojnie przeciwko Ukrainie.
- Urzędujący przywódcy państw — prezydent, premier i minister spraw zagranicznych — korzystają z immunitetu międzynarodowego w czasie sprawowania urzędu, jednak trybunał będzie mógł już teraz prowadzić dochodzenia i przygotowywać sprawy.
- Pierwsze wyroki nie zapadną w najbliższych latach: międzynarodowy wymiar sprawiedliwości działa powoli, ale uruchomienie trybunału już teraz oznacza, że odpowiedzialność za agresję staje się perspektywą prawną, a nie tylko polityczną.
Pani Olho, proszę wyjaśnić prostymi słowami: czym jest Specjalny Trybunał do spraw zbrodni agresji przeciwko Ukrainie i czym różni się od innych sądów międzynarodowych?

Pod wieloma względami utworzenie tego trybunału okazało się decyzją wymuszoną. Wynika to z tego, że zbrodnie międzynarodowe — a są to właśnie zbrodnie, których dopuszcza się Rosja w wojnie przeciwko Ukrainie — dzielą się na cztery kategorie. Są to zbrodnie przeciwko pokojowi, do których zalicza się agresję, zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości oraz ludobójstwo. Wszystkie te cztery kategorie zbrodni podlegają jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego, który jest głównym sądem w dziedzinie międzynarodowego prawa karnego. O ile jednak w odniesieniu do trzech ostatnich kategorii nie ma wątpliwości, o tyle w przypadku zbrodni agresji Międzynarodowy Trybunał Karny nie może rozpatrywać tego konkretnego przypadku — agresji Rosji przeciwko Ukrainie — z dwóch powodów.
Dlatego właśnie, aby sprawcy tej zbrodni agresji nie pozostali bezkarni, już w ostatnich dniach lutego 2022 roku były premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown — do którego później dołączył także były premier John Major oraz przedstawiciele środowiska akademickiego — wystąpił z inicjatywą utworzenia odrębnego trybunału zajmującego się właśnie zbrodnią agresji.
Jego jurysdykcja nie obejmuje aktów agresji popełnionych przed 2017 rokiem, a my liczymy ten okres od lutego 2014 roku. Po drugie, Rosja nie jest stroną Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego, nie jest uczestnikiem tego trybunału. Dlatego właśnie, aby sprawcy tej zbrodni agresji nie pozostali bezkarni, już w ostatnich dniach lutego 2022 roku były premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown — do którego później dołączył także były premier John Major oraz przedstawiciele środowiska akademickiego — wystąpił z inicjatywą utworzenia odrębnego trybunału zajmującego się właśnie zbrodnią agresji. Trybunału, który będzie miał taką jurysdykcję i będzie mógł sądzić tych przestępców. Właśnie dlatego, że Międzynarodowy Trybunał Karny nie może objąć swoją jurysdykcją tej zbrodni, utworzono ten trybunał.
Jak Pani sądzi, dlaczego właśnie teraz udało się przejść od teorii do praktycznego uruchomienia tego mechanizmu? Co się do tego przyczyniło?
Znając nieco przebieg tego skomplikowanego procesu negocjacyjnego — nie brałam w nim udziału, ale go obserwowałam — trzeba powiedzieć, że opór trwał dość długo. Pojawiały się różne pomysły. Pierwszym było utworzenie tego trybunału na mocy rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Byłoby to rozwiązanie idealne, ponieważ oznaczałoby jego powszechne poparcie przez większość państw świata. Oczywiście pojawił się jednak silny opór ze strony Rosji i jej satelitów, co ostatecznie doprowadziło do utworzenia trybunału pod egidą Rady Europy. W ostatnich latach stronie ukraińskiej rzeczywiście udało się dokonać ogromnego przełomu w tych negocjacjach. Udało się nawet przełamać całkowity brak akceptacji dla jakichkolwiek sugestii, nawet takich, że agresja rozpoczęła się w 2014 roku. Dlatego zasadniczo pozostaje teraz, zgodnie ze statutem trybunału i porozumieniem o jego utworzeniu, dalsze rozstrzyganie tych kwestii. Oznacza to, że nie rezygnujemy z daty 2014 roku.
Jedyne, co można by nazwać ustępstwem, a może raczej rozwiązaniem kompromisowym, to fakt, że wśród tych osób — a jak już wspomniałam, chodzi wyłącznie o przywódców państw, którzy będą podlegać jurysdykcji tego trybunału — znajduje się tak zwana trójka: prezydent, premier i minister spraw zagranicznych. Nie będzie można ich sądzić, dopóki sprawują swoje urzędy.
Po drugie, oczywiście pojawił się ogromny opór. Wynika on ze specyfiki zbrodni agresji. Nazywa się ją tak zwaną zbrodnią przywódczą. Zbrodnię agresji można przypisać jedynie wąskiemu kręgowi osób — przywódcom państwa albo dowódcom sił zbrojnych. Oczywiście stworzenie takiego precedensu nikomu nie jest na rękę. Dlatego opór był bardzo duży. Były też inne kwestie. Powtarzam jednak, że stronie ukraińskiej udało się dokonać tego przełomu i utworzyć trybunał właśnie na takich warunkach, jakie chcieliśmy widzieć. Jedyne, co można by nazwać ustępstwem, a może raczej rozwiązaniem kompromisowym, to fakt, że wśród tych osób — a jak już wspomniałam, chodzi wyłącznie o przywódców państw, którzy będą podlegać jurysdykcji tego trybunału — znajduje się tak zwana trójka: prezydent, premier i minister spraw zagranicznych. Nie będzie można ich sądzić, dopóki sprawują swoje urzędy.
Trybunał będzie jednak mógł prowadzić wobec nich czynności śledcze i doprowadzić całą procedurę aż do samego procesu sądowego.
Dobrze rozumiem, że Putin będzie mógł podlegać temu procesowi dopiero wtedy, gdy przestanie sprawować urząd?
W prawie międzynarodowym istnieje zasada dotycząca tej tak zwanej trójki. Potwierdził ją również Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości ONZ: te trzy osoby posiadają immunitet, dopóki sprawują swoje funkcje. Chodzi właśnie o głowę państwa, szefa rządu i ministra spraw zagranicznych. Powtarzam jednak, że w ich sprawach będą prowadzone czynności śledcze, będą podejmowane te same działania co wobec innych przywódców państw. Samo orzeczenie sądowe i wykonanie wyroku będą jednak możliwe dopiero po wygaśnięciu ich mandatu.
I tu jeszcze jedna kwestia, o której nie wspomniałam, mówiąc o państwach. Ten trybunał dotyczy bowiem nie tylko zbrodni agresji Rosji przeciwko Ukrainie. W pełni obejmuje również Republikę Białoruś, która całkowicie spełnia definicję agresji. Być może, jak wykażą dalsze postępowania sądowe i postępowania przygotowawcze, będzie to także Korea Północna, a może również niektóre inne państwa, które aktywnie biorą w tym udział. Nie należy zapominać, że Ukraina nie walczy wyłącznie z Rosją, lecz z koalicją państw stworzoną przez Rosję.
To było właśnie moje kolejne pytanie. Czy przed sądem mogą stanąć również przedstawiciele Białorusi i innych państw, które wspierają agresję?
W przypadku Białorusi — zdecydowanie tak. Jeśli chodzi o inne państwa, konieczne będzie udowodnienie ich udziału.
Czy istnieją mechanizmy prawa międzynarodowego, które pozwalają osądzić urzędującego prezydenta Rosji?
Głowom państw przysługuje immunitet, tak zwany immunitet osobisty. W czasie sprawowania urzędu głowa państwa nie może zostać postawiona przed sądem. Międzynarodowe prawo karne obecnie jednak przełamuje tę zasadę. I jak widzimy, dotyczy to już prezydenta Rosji w związku z innymi zbrodniami. Międzynarodowy Trybunał Karny wydał już wobec niego nakaz aresztowania. Faktycznie trwają już działania zmierzające do pociągnięcia go do odpowiedzialności za inne zbrodnie. Dlatego koncepcja, zgodnie z którą suweren, głowa państwa, nie może być sądzony, jest dziś nieco przestarzała. Po raz pierwszy radykalnie zmieniono ją podczas Trybunału Norymberskiego, kiedy sformułowano tak zwane zasady norymberskie. Obecnie międzynarodowe prawo karne odchodzi od tej zasady.
Historycznie było bowiem tak, że suweren państwa, głowa państwa, ponosi odpowiedzialność za swoje działania. Jego działania są działaniami, uosobieniem suwerenności państwa. Zbrodnie międzynarodowe nie są jednak suwerennym prawem państwa. Dlatego międzynarodowe prawo karne dziś od tego odchodzi. Tak, również głowy państw podlegają wymiarowi sprawiedliwości, jeżeli mowa wyłącznie o zbrodniach międzynarodowych.
Proszę powiedzieć, pani Olho, jeśli chodzi o terminy i realistyczne oczekiwania, to jakie one są? Słyszałam od ekspertów, że pierwsze wyroki są możliwe nie wcześniej niż w 2030 roku, a niektórzy twierdzą, że jeszcze później. Dlaczego ten proces trwa tak długo? Kiedy, Pani zdaniem, można realistycznie spodziewać się pierwszych możliwych wyroków?
Czytałam również, że jako datę pierwszych wyroków wskazuje się rok 2028, ale dla mnie to nierealne.
Roku 2030 nie nazwałabym odległą perspektywą, ponieważ można to porównać z jednym z najbardziej znanych dziś sądów — trybunałem do spraw byłej Jugosławii. Sam trybunał działał trzykrotnie dłużej niż trwał konflikt zbrojny, którego zbrodnie rozpatrywał ten sąd. Proces trwał prawie 25 lat. 23 i pół roku… Dlatego doskonale rozumiemy, że wiele osób nie doczekało sprawiedliwości, sprawiedliwych wyroków, które tam zapadły.
To proces długotrwały. Wynika to jednak z faktu, że orzeczenia tych sądów są ostateczne, nie podlegają zaskarżeniu i są wykonywane.
Międzynarodowy wymiar sprawiedliwości jest procesem długotrwałym, czasochłonnym i rzeczywiście wymaga dość długiego okresu. Dzisiaj nawet etap przygotowawczy przed rozpoczęciem pracy sądu jest dość długi. Trzeba uwzględnić kwestie bezpieczeństwa, zapewnić logistykę i tak dalej. Nawet to zajmuje rok, lata, być może dłuższy okres… Powtarzam jednak: międzynarodowy wymiar sprawiedliwości jest procesem długotrwałym. Dotyczy to nie tylko tego trybunału, nie tylko — jak już wspomniałam — trybunału do spraw Jugosławii. Można wspomnieć także o postępowaniach przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości czy Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. To proces długotrwały. Wynika to jednak z faktu, że orzeczenia tych sądów są ostateczne, nie podlegają zaskarżeniu i są wykonywane.
Przejdźmy do mechanizmów prawnych. Jakie kroki muszą jeszcze podjąć państwa uczestniczące przed rozpoczęciem pracy trybunału? Rozumiem bowiem, że trzeba skompletować skład sędziowski i wybrać prokuratorów. Czy Ukraina może w jakiś sposób wpływać na ten proces? Czy zajmuje taką samą pozycję jak wszystkie pozostałe państwa?
Ukraina może wpływać na ten proces. Ukraina może zgłaszać swoich przedstawicieli. Obecnie, o ile dobrze rozumiem, trwają prace nad kwestiami logistycznymi. Dopiero potem, gdy wszystko zostanie już w pełni ustalone, pojawi się kwestia wyboru sędziów, prokuratorów, składu sądu oraz aparatu sądowego. To również dość długi i z pewnością ważny etap. Właśnie te kwestie trzeba rozstrzygnąć przed rozpoczęciem pracy tego trybunału. Nie bez powodu i nieprzypadkowo sąd będzie miał siedzibę właśnie w Hadze. Wynika to z jurysdykcji tego trybunału: jeśli dana osoba podlega jurysdykcji trybunału do spraw agresji oraz jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego, będzie sądzona przed oboma organami, ale pierwszeństwo będzie miał Międzynarodowy Trybunał Karny. To znaczy, że tam będzie odbywać karę, powiedzmy.
A kto będzie tworzył skład sędziów i prokuratorów? Państwa uczestniczące?
Państwa uczestniczące, które przystąpiły do traktatu o utworzeniu trybunału.
Proszę powiedzieć, co utworzenie Specjalnego Trybunału oznacza dla Ukraińców już teraz, jeszcze przed wydaniem pierwszych wyroków? Mówiła Pani o sprawiedliwości, o tym, że proces międzynarodowy jest dość długotrwały. Co jednak dla Ukrainy i Ukraińców oznacza ta decyzja?
Po pierwsze oznacza to sprawiedliwość. Trzeba jednak rozumieć ideę tego trybunału. Aby się nie rozczarować, nie należy mieć złudzeń, że już w przyszłym roku zapadną wyroki i wszyscy zamieszani w agresję zaczną odbywać kary. Tak się nie stanie. Utworzenie trybunału oznacza jednak, że przełamano międzynarodowy system, który chronił najwyższych urzędników i przywódców państw.
Praktycznie od czasów Norymbergi do dziś, poza pojedynczymi przypadkami, nie zdarzało się, aby państwa zgadzały się na pociągnięcie do odpowiedzialności szefów państw. Te przypadki, które miały miejsce, były bardzo rzadkie i dotyczyły głównie państw, które po prostu nie były w stanie stawić oporu. Tutaj mówimy o mocarstwie nuklearnym, rozumiemy te wyzwania. Dlatego przełamano system, zgodnie z którym istnieją państwa nietykalne, a w tych państwach — osoby nietykalne. Co to oznacza dla Ukraińców?
Słyszałam już, że ten sąd nazywa się „trybunałem Putina”. W rzeczywistości tak nie jest. W rzeczywistości obejmuje on swoją jurysdykcją nie tylko przywódców Rosji i Białorusi. Dotyczy to również członków Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, którzy byli zamieszani w agresję przeciwko Ukrainie. Dotyczy to sędziów Sądu Konstytucyjnego Federacji Rosyjskiej, którzy głosowali za okupacją terytoriów Ukrainy oraz za włączeniem okupowanych terytoriów do konstytucji Rosji. Być może dotyczy to również deputowanych parlamentu, którzy głosowali za wprowadzeniem wojsk. Oznacza to, że ten krąg jest jednak znacznie szerszy niż tylko głowa państwa, niż tylko prezydent, niż tylko Putin.
Państwo, na którego czele stoi międzynarodowy przestępca, również staje się wyrzutkiem na arenie międzynarodowej.
Jeszcze raz powtarzam: dla Ukraińców będzie to oznaczało, że nie należy mieć złudzeń, ale trzeba wiedzieć, iż międzynarodowy proces sądowy dobiegnie końca i wszyscy poniosą karę. Oczywiście w wielu przypadkach będzie to możliwe in absentia [łac. in absentia — pod nieobecność — red.], to znaczy bez ich obecności. Na razie nie zostaną bezpośrednio doprowadzeni przed sąd i nie zasiądą na ławie oskarżonych, jak byśmy tego chcieli i jak można by to sobie wyobrazić na zdjęciu. Jednak nawet taki proces będzie oznaczał, że na czele państwa stoi międzynarodowy przestępca. Ma to ogromne znaczenie nie tylko prawne, służące pociągnięciu go do odpowiedzialności. Ma to także ogromne znaczenie polityczne — zarówno w odniesieniu do sankcji, jak i do samego państwa, jego stosunków międzynarodowych, kontaktów tego państwa i tak dalej. Państwo, na którego czele stoi międzynarodowy przestępca, również staje się wyrzutkiem na arenie międzynarodowej.
Można powiedzieć, że jest to sygnał dla innych państw, które powinny się zastanowić, czy w ogóle warto utrzymywać jakiekolwiek stosunki i współpracować z państwem-agresorem. A prawo międzynarodowe i międzynarodowy wymiar sprawiedliwości przechodzą test skuteczności, prawda?
Tak. I w tym przypadku powiedziałabym, że wraz z utworzeniem trybunału i sposobem, w jaki został on utworzony, ten test został zdany.
Autorka: Switłana Miałyk








