„Obecnie w Europie toczy się wojna na dwóch frontach: konwencjonalna na terytorium Ukrainy i polityczna – w całej wspólnocie europejskiej” – uważa ceniony słowacki naukowiec i politolog Aleksander Duleba

W marcu 2026 roku Rada Naukowa Użhorodzkiego Uniwersytetu Narodowego nadała tytuł Doktora honoris causa Użhorodzkiego Uniwersytetu Narodowego” Aleksandrowi Dulebie, profesorowi nauk politycznych Uniwersytetu Preszowskiego, starszemu pracownikowi naukowemu Centrum Badawczego Słowackiego Stowarzyszenia Polityki Zagranicznej (RC SFPA), czołowemu analitykowi specjalizującemu się w Europie Wschodniej, zwłaszcza w tematyce ukraińskiej, honorowemu doradcy prezydenta Republiki Słowackiej ds. polityki zagranicznej w latach 2003–2006 oraz doradcy premiera Republiki Słowackiej w latach 2021–2023. Kilka dni później znany naukowiec odwiedził Użhorod. Skorzystaliśmy z tej okazji, aby rzeczowo porozmawiać.

W skrócie:

  • Biblioteka Masaryka na Uniwersytecie im. Szewczenki w Kijowie
  • Strategia rozwoju stosunków słowacko-ukraińskich premiera Eduarda Hegera
  • Przeciwdziałanie rosyjskim fałszywym informacjom i propagandzie w Europie
  • Fenomen populizmu Ficy

W Kijowie w latach 80. XX wieku mało kto mówił po ukraińsku

– Podjął Pan studia wyższe na Wydziale Filozoficznym Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego. Co skłoniło Pana do tak nietypowej decyzji?

W starszych klasach gimnazjum w Svidníku, gdzie zdobywałem wykształcenie średnie, miałem możliwość uczenia się także języka i literatury ukraińskiej. Właśnie wtedy zrozumiałem, że aby lepiej poznać świat, muszę radykalnie zmienić otoczenie, wyjść poza ramy rodzinnej wsi, swojego powiatu i regionu, poznać inne społeczeństwo. Dlatego chciałem kontynuować naukę za granicą. Zdałem egzamin wstępny na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Preszowskiego, co było warunkiem dalszych studiów za granicą. Interesowały mnie filozofia i nauki społeczne, a za granicą można je było wtedy studiować tylko w Związku Radzieckim. Nie wiedziałem, dokąd konkretnie mnie skierują – mogli wysłać mnie do Moskwy albo Mińska, ale skierowali mnie do Kijowa, na Uniwersytet Państwowy im. Szewczenki. To było mi pisne – trafić na studia właśnie do Kijowa.

– Jak przyjął Pana Kijów?

Dziś w takich przypadkach zwykle mówi się: przeżyłem szok kulturowy. W Czechosłowacji miałem możliwość uczenia się języka ukraińskiego, a na Ukrainie wszystkie zajęcia odbywały się po rosyjsku! Kijów z drugiej połowy lat 80. XX wieku mnie zaskoczył – w mieście mało kto mówił po ukraińsku. Po ukraińsku rozmawiałem tylko w akademiku oraz w wolnym czasie ze studentami, którzy przyjechali do Kijowa z zachodnich obwodów Ukrainy.

Ogólnie studia były interesujące i bardzo odkrywcze. Studenci mieli swobodny dostęp do dobrych przekładów dzieł klasyków filozofii. Miałem też szczęście, ponieważ lata moich studiów przypadły na czas gorbaczowowskiej Pieriestrojki, kiedy państwo otworzyło archiwa i zachęcało do publicznych dyskusji na tematy społeczne.

W archiwach Uniwersytetu Kijowskiego zupełnie przypadkowo znalazłem wszystkie najważniejsze prace Masaryka dotyczące rekonstrukcji Europy Środkowej po I wojnie światowej. Temat ten niezwykle mnie zafascynował i wybrałem go na temat pracy dyplomowej. Zainteresowała mnie również sama postać Masaryka. Po zakończeniu I wojny światowej przyjechał on do Kijowa i porozumiał się z Miliukowem (szefem MSZ Rządu Tymczasowego Rosji; w maju 1918 roku prowadził w Kijowie negocjacje z niemieckim dowództwem w sprawie utworzenia koalicji antybolszewickiej – przyp. aut.) w sprawie utworzenia pierwszego batalionu czechosłowackiego z jeńców czeskich i słowackich przetrzymywanych w obozie w Darnicy. Nawiasem mówiąc, wśród nich był także mój pradziadek Mikuláš.

Podczas tej podróży, pod wrażeniem wydarzeń w Imperium Rosyjskim, Masaryk doszedł do przekonania, że nowa Czechosłowacja nie będzie monarchią, lecz republiką. Wyruszając na Daleki Wschód, a stamtąd do USA na audiencję u prezydenta Woodrowa Wilsona, przekazał swoją bibliotekę na przechowanie kijowskiemu przedsiębiorcy Dragomanowowi, a ten z kolei przekazał ją Uniwersytetowi św. Włodzimierza. W tej bibliotece znajdowały się także jego prace. Przeleżały tam kilka dziesięcioleci. Uważnie je przeczytałem i sporządziłem z nich wypisy. Główna myśl tych prac była następująca: aby skutecznie rozwiązać nasze problemy narodowe, powinniśmy pomagać w rozwiązywaniu problemów naszych sąsiadów. To aktualne również dziś!

Moje artykuły analityczne w prasie, poświęcone tematyce społecznej, zostały zauważone w Słowackiej Akademii Nauk i zaproponowano mi pracę

– W 1989 roku wrócił Pan do ojczyzny z dyplomem kijowskiej uczelni. Jak wyglądał Pana start w dorosłe życie?

Po demobilizacji z szeregów Czechosłowackiej Armii Ludowej podjąłem pracę w Katedrze Nauk Społecznych i Politycznych Uniwersytetu Pavla Jozefa Šafárika w Preszowie. Właśnie wtedy napisałem dla gazet kilka artykułów analitycznych na temat rozpadu ZSRR oraz sytuacji politycznej na Ukrainie i w Rosji jako nowych państwach. Moje teksty zostały zauważone w Słowackiej Akademii Nauk, która zaproponowała mi pracę nad tematyką stosunków słowacko-ukraińskich. Tak więc od 1993 roku pracowałem w Instytucie Studiów Międzynarodowych przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych Republiki Słowackiej, a od 1995 roku – w Centrum Badawczym Słowackiego Stowarzyszenia Polityki Zagranicznej.

– Jak rozpoczęła się Pana współpraca z najwyższymi przedstawicielami władz Słowacji?

W 1998 roku, kiedy premier Mikuláš Dzurinda tworzył swój pierwszy rząd, otrzymaliśmy zaproszenie z MSZ, aby utworzyć dział planowania i analizy politycznej. Ja i kilku innych kolegów nie wyraziliśmy na to zgody, ponieważ nie chcieliśmy ponownie wiązać swojej drogi z instytucją władzy. Zaproponowaliśmy, aby Stowarzyszenie i MSZ powołały Centrum Badawcze Słowackiego Stowarzyszenia Polityki Zagranicznej. Ministerstwo zlecało nam eksperckie analizy na aktualne tematy, potrzebne do podejmowania właściwych decyzji na szczeblu rządowym. Ten model działał aż do 2023 roku, kiedy obecny premier Robert Fico go zawiesił.

Dzięki latom studiów w Kijowie i zrozumieniu ukraińskiej mentalności doskonale wiedziałem, że okupantom nie uda się pokonać Ukrainy ani w ciągu 2–3 dni, ani nawet w ciągu lat

– Nad jakimi problemami pracował Pan jako doradca premiera Republiki Słowackiej? Co konkretnie doradzał Pan Eduardowi Hegerowi?

Objął urząd premiera w kwietniu 2021 roku, a kilka dni później miała się odbyć rozmowa telefoniczna z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Heger miał wtedy niewielką wiedzę o ukraińskiej scenie politycznej i poproszono mnie, abym wprowadził premiera w sytuację. Odbyliśmy kilkugodzinną, rzeczową rozmowę, z której był zadowolony. Miesiąc później włączono mnie do składu delegacji rządowej udającej się do Kijowa, a po powrocie zaproponowano mi stanowisko doradcy.

Heger bardzo interesował się polityką zagraniczną, ponieważ – w przeciwieństwie do wielu innych szefów słowackich rządów – dobrze rozumiał, że Słowacja jako małe państwo jest szczególnie wrażliwa na czynniki zewnętrzne. Ponadto Słowacja praktycznie nie miała napiętych stosunków z żadnym krajem UE, jak to bywało na przykład między Holandią a Polską, Czechami a Węgrami czy Polską a Węgrami. Nasze kontakty ze wszystkimi były pozytywne. Niestety wszystko się zmieniło, gdy rząd Hegera stracił poparcie większości w parlamencie, a wraz z nim mandat do kształtowania polityki europejskiej.

Rozwój współpracy z Ukrainą był głównym tematem premiera, co zdarza się dość rzadko. Eduard Heger najpierw poprosił mnie o opracowanie strategii rozwoju stosunków słowacko-ukraińskich. Zmieściliśmy się w wyznaczonych nam, dość napiętych terminach, a nasza strategia została z powodzeniem zaprezentowana podczas spotkania premierów Słowacji i Ukrainy w Użhorodzie w listopadzie 2021 roku. Jej pomyślnej realizacji przeszkodziła jednak wojna.

Między 10 a 11 marca 2022 roku, kiedy wojska okupacyjne Putina znajdowały się w Buczy, Hostomlu, Worzlu, Irpieniu i Borodziance oraz trzymały na celowniku Kijów, miałem okazję – jako doradca premiera – uczestniczyć w nieformalnym szczycie przywódców państw europejskich w Wersalu, zorganizowanym przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Właśnie tam i wtedy szef słowackiego rządu zaproponował kolegom z UE wariant szybkiej integracji Ukrainy, oparty na moich wieloletnich badaniach w tej dziedzinie. Wielu europejskich przywódców było tą propozycją zaskoczonych, bo nie mieli pewności, czy będzie jeszcze kogo integrować i komu pomagać, skoro Ukraina miała lada chwila upaść. Ja natomiast, dzięki pięciu latom studiów w Kijowie i zrozumieniu ukraińskiej mentalności, doskonale wiedziałem, że okupantom nie uda się pokonać Ukrainy ani w ciągu 2–3 dni, ani nawet w ciągu lat. Dlatego mała Słowacja już na samym początku wojny przekazała Ukrainie jeden z dwóch posiadanych przez nas zestawów S-300 oraz myśliwce MiG, podczas gdy rząd niemieckiego kanclerza zdecydował się przekazać Siłom Zbrojnym Ukrainy jedynie hełmy… To przekonanie o niezłomności Ukrainy należało przekazać naszym partnerom – i udało nam się to zrobić. Następnie przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaproponowała Hegerowi wspólną wizytę w Kijowie w kwietniu 2022 roku, gdy Siły Zbrojne Ukrainy wyparły Moskali z obwodu kijowskiego.

Amerykanie wspierają partie radykalnej prawicy, aby rozbić UE

– Czy hipotetyczne przystąpienie Ukrainy do NATO może realnie zapewnić nam, a także całej Europie, twarde gwarancje bezpieczeństwa, czy też nadszedł już czas na szukanie innych, skuteczniejszych i nowocześniejszych sojuszy?

Trzeciego dnia po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę niemiecki kanclerz Olaf Scholz powiedział: nastąpiła Zeitenwende, co po ukraińsku oznacza „zmianę czasu”. I rzeczywiście, wojna rozpętana przez Rosję zburzyła wszystko.

Moim zdaniem najważniejszą kwestią dla Ukrainy jest dziś przystąpienie do UE, która powinna stopniowo przejąć funkcje europejskiego NATO. Sojusz Północnoatlantycki, do którego należy również administracja Trumpa, przestaje być wiarygodnym projektem. Wszystko zaczęło się od wypowiedzi amerykańskiego prezydenta w sprawie Grenlandii, potem Kanady, a teraz dochodzą do tego działania w cieśninie Ormuz… Jeśli uważnie przeczytać tekst obecnej „Strategii narodowej USA”, jasno wynika z niego, że Amerykanie wspierają partie radykalnej prawicy, aby rozbić UE. Do tego samego dąży Putin! Takie działania są sprzeczne z interesami nie tylko Ukrainy, ale też wszystkich państw europejskich. Trzeba jasno zrozumieć, że dziś w Europie toczy się wojna na dwóch frontach: konwencjonalna na terytorium Ukrainy i polityczna – w całej wspólnocie europejskiej. W bieżącym i przyszłym roku w 14 krajach UE odbędą się wybory. To właśnie bezpośrednia linia starcia na froncie politycznym: w dyskursie o wojnie i w wyjaśnianiu obywatelom tych państw, o co w tej wojnie toczy się gra. Właśnie na tych płaszczyznach rozstrzyga się dziś los wojny, dalszy los Ukrainy i przyszłość Europy jako całości.

– Jakie pilne kroki, Pana zdaniem, należy podjąć, aby skutecznie przeciwstawić się temu zagrożeniu?

Wojna Rosji przeciwko Ukrainie jest jednym z głównych tematów polityki wewnętrznej wszystkich państw europejskich. Europejczycy muszą przeciwstawić wpływom rosyjskiej propagandy w swoich krajach coś skutecznego. Wzrost wpływów sił prorosyjskich w państwach europejskich jest skutkiem dezinformacji na temat Ukrainy. Właśnie temu czynnikowi należy poświęcić szczególną uwagę – zarówno na szczeblu rządowym, jak i społecznym – wyjaśniając istotę oraz źródła rosyjskich fałszywych informacji.

Kiedy większość państw jeszcze nie wiedziała, co robić, Słowacja zaproponowała integrację Ukrainy jako odpowiedź na wojnę. Ta wojna nie może zakończyć się tylko dwustronnym porozumieniem Ukrainy i Rosji o jakimś zawieszeniu broni. Musi zakończyć się rekonstrukcją ogólnego porządku bezpieczeństwa. Wspólnie powinniśmy mieć jasne wyobrażenie o tym, gdzie widzimy Rosję i jakie powinny być jej zobowiązania. Czy ona tego chce, czy nie – to jej sprawa, ale my musimy mieć jasne stanowisko co do tego, do czego dążymy. A Europa dziś takiego stanowiska nie ma. I to jest bardzo niebezpieczne. Tyle jeśli chodzi o hard power.

Jeśli natomiast chodzi o hard power – pod koniec II wojny światowej brytyjski premier Winston Churchill zaproponował integrację instytucji. Nie tylko wspólny rynek gospodarczy towarów, lecz także zbiorowe bezpieczeństwo. Wszystko, co mieści się w pojęciu europejskiego stylu życia: praworządność, demokracja, wolne wybory, gwarancje praw człowieka i wolność słowa – dziś stoi pod wielkim znakiem zapytania. Całkowicie nie doceniamy podstaw europejskiego projektu integracyjnego, które dziś trzeba przywrócić. Po 80 latach względnej stabilności wróciliśmy do aktualności idei Churchilla. Teraz nadszedł czas, aby kupić nowy „parasol” i zbudować nową „kurtynę”.

Niezwykle ważne jest dla nas odtworzenie czterech bloków porządku bezpieczeństwa, ponieważ bez tego nie będzie wizji przyszłości. To właśnie UE powinna przejąć funkcje gwarantowania zbiorowego bezpieczeństwa europejskiego niezależnie od stanowiska USA.

Jeżeli decyzja o przystąpieniu Ukrainy do UE nie zostanie wypracowana w ramach prawnych funkcjonowania Unii z powodu blokady jednego lub dwóch państw, warto zastosować formułę „zróżnicowanej integracji”, której autorem jest prezydent Finlandii Alexander Stubb. Dlaczego nie? Przecież dziś nie wszystkie państwa członkowskie UE należą do strefy Schengen i nie wszystkie są w strefie euro. Jeśli nie będzie konsensusu, będą powstawać „koalicje chętnych” na wzór tej, która istnieje obecnie i zapewnia wojskowe wsparcie Ukrainie. Nie ma w niej państw neutralnych ani Węgier i Słowacji, są natomiast Wielka Brytania, Kanada i inne kraje spoza UE. Jeśli UE nie znajdzie konsensusu, będą tworzone koalicje chętnych w sprawach energetyki, rolnictwa… Jeśli UE nie będzie w stanie rozwiązać kwestii przystąpienia Ukrainy w ramach prawnych podejmowania decyzji, stracimy Unię, Putin wygra tę wojnę, a Europa cofnie się do XIX wieku.

Wchodzimy w konflikt ze Stanami Zjednoczonymi. To bardzo smutne i trudne. Ale to jest Zeitenwende. Nic już nie wróci do stanu sprzed wojny. Putin rozpoczął Zeitenwende, Trump ją domknął. Żyjemy w nowym świecie i powoli go tracimy, bo nie rozumiemy, gdzie teraz jesteśmy. Agenda jest bardzo trudna. Albo UE przejmie funkcję NATO, funkcję sił zbrojnych, albo zniknie. Moje doświadczenie życiowe nauczyło mnie być optymistą.

Obecna władza na Słowacji wygrała wybory, stawiając na populizm

– Co przeszkodziło proeuropejskim politykom w zwycięstwie w ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich na Słowacji?

Moim zdaniem główną przyczyną było to, że w poprzednim parlamencie istniała bardzo szeroka koalicja, a rząd Matoviča pracował w anarchicznym stylu. Powodowało to wiele konfliktów między koalicjantami oraz poczucie chaosu władzy w społeczeństwie. Podczas przedterminowych wyborów parlamentarnych w 2023 roku Fico dobrze to wykorzystał, gwarantując stabilność i stawiając na populizm. Te hasła znalazły poparcie wśród elektoratu antysystemowego, a to niemal jedna trzecia wyborców.

– Na czym polega fenomen obecnego premiera, Roberta Ficy?

Jest technologiem władzy. Dobrze poznał oczekiwania i nastroje swojego elektoratu, mówi dokładnie to, co wyborcy chcą od niego usłyszeć, i stara się wzbudzać w nich jak najwięcej strachu przed różnego rodzaju społecznymi kataklizmami, takimi jak możliwość wciągnięcia Słowacji w wojnę czy wzrost cen nośników energii. W tym sensie znamienne były również wybory prezydenckie, kiedy z inspiracji Ficy proeuropejski kandydat Ivan Korčok był przedstawiany jako „kandydat wojny”, a Peter Pellegrini – jako kandydat pokoju. Do tego dochodzi wpływ węgierskich mediów, które systematycznie i od dłuższego czasu pracowały z Węgrami mieszkającymi na Słowacji.

– Obserwując regularne akcje protestacyjne „Dost bolo Fico” („Dość Ficy”), dochodzę do wniosku, że gdyby wybory na Słowacji odbyły się dzisiaj, ich wyniki byłyby inne. Czy się mylę?

Z naszych obecnych badań wynika, że dziś największym poparciem cieszy się Progresívne Slovensko (Postępowa Słowacja) (21–24%), na drugim miejscu jest SMER Ficy (17–20%), trzecia jest neofaszystowska Republika (7–9%), następnie Hlas – 8% i Demokraci Hegera – 5%. Nie można też pominąć poparcia dla partii Wolność i Solidarność (6–8%) oraz Ruchu Chrześcijańsko-Demokratycznego (6–8%) – to partie opozycyjne, podobnie jak Słowacja, partia Igora Matoviča, (8–9%).

Obecnie największy problem polega na tym, że najprawdopodobniej nie uda się stworzyć demokratycznej większości parlamentarnej bez partii Matoviča. A wzięcie go za partnera oznacza świadome skazanie się na nowe skandale polityczne, ponieważ Matovič to prawdziwy słowacki Trump!

– Czy druzgocącą porażkę partii Orbána w ostatnich wyborach parlamentarnych na Węgrzech można uznać za początek końca polityki populizmu?

Populizm nigdy nie zniknie z polityki. Uważam, że fala antysystemowa w zachodnich demokracjach osiągnie swój szczyt wraz z porażką Trumpa w USA, nad którą on sam i jego zespół obecnie intensywnie pracują. Porażka Orbána na Węgrzech jest tego zapowiedzią. Moim zdaniem zapowiada ona również porażkę Ficy na Słowacji w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Znacząco przyczynią się do tego także kryzys putinowskiej Rosji i jej niepowodzenie w wojnie przeciwko Ukrainie. Rosja może mieć perspektywy rozwoju jedynie we współpracy z Europą. Alternatywą jest jej wasalna zależność od Chin. Bez Europy Rosja jest skazana na porażkę.

Wasyl Ilnycki

Udostępnij w mediach społecznościowych