Pod koniec kwietnia Ukraina i świat poświęcają szczególną uwagę Czarnobylowi. 26 kwietnia mija 40 lat od awarii w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, która stała się największą katastrofą technologiczną XX wieku. W warunkach trwającej już piąty rok pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie strefa czarnobylska ponownie znalazła się w centrum uwagi ze względu na ryzyko dla bezpieczeństwa jądrowego na Ukrainie oraz poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa Europy. O Czarnobylu w czasie wojny, zagrożeniach jądrowych i nowych wyzwaniach dla energetyki jądrowej Ukrainy — w rozmowie z ekspertką ds. bezpieczeństwa jądrowego i energetyki jądrowej Olhą Koszarną.
W SKRÓCIE:
- Czarnobyl ponownie zagrożony z powodu wojny — okupacja Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w 2022 roku oraz ataki dronów i rakiet stworzyły nowy poziom zagrożeń jądrowych dla Ukrainy i Europy.
- Głównym zagrożeniem jest pył radioaktywny — pod „Ukryciem” pozostaje około 4,5 tony niebezpiecznych materiałów, które w razie zniszczenia mogą rozprzestrzenić się poza strefę.
- Rosja wykorzystuje obiekty jądrowe jako narzędzie szantażu — od Czarnobyla po Zaporoską Elektrownię Jądrową, gdzie utworzono bazę wojskową i istnieje ryzyko awarii jądrowej.
- Międzynarodowe mechanizmy są bezsilne — MAEA odnotowuje naruszenia, ale nie dysponuje realnymi narzędziami oddziaływania, podczas gdy Rosja unika surowych sankcji w sferze jądrowej.
Pani Olho, mija 40 lat od awarii w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Na początku wojny pełnoskalowej elektrownia została zajęta przez rosyjskich najeźdźców. W jakim stanie znajduje się obecnie elektrownia jądrowa?

Obecnie bloki energetyczne są w trakcie wycofywania z eksploatacji, prace już się rozpoczęły. Oznacza to, że w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej nie ma paliwa jądrowego, wszystko zostało przetransportowane do składowiska jeszcze przed inwazją. Jest to suche składowisko wypalonego paliwa jądrowego, które w 2016 roku zbudowano w technologii Holtec International. Część wypalonego paliwa znajduje się w basenie starego składowiska typu mokrego. Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej podlega Nowa Bezpieczna Powłoka. To obiekt wzniesiony nad starym obiektem „Ukrycie”, który dziennikarze błędnie nazywają sarkofagiem. Obiekt Ukrycie zbudowano w 1986 roku i oddano do użytku, ale budowano go bez przestrzegania norm budowlanych. Ze względu na bardzo wysokie pola promieniowania belki i inne elementy nasuwano zdalnie. Dlatego planowano, że okres eksploatacji obiektu Ukrycie wyniesie 30 lat. Jednak minęło już 40 lat… I jasne jest, że już nawet po 20 latach konstrukcje budowlane były niestabilne. Wzmacniano je, dach ulegał korozji. Byłam wówczas kierowniczką działu bezpieczeństwa obiektu Ukrycie w Państwowej Administracji Regulacji Jądrowej, która wchodziła wtedy w skład Ministerstwa Ekologii ds. Bezpieczeństwa Jądrowego. Ministrem był wówczas Jurij Kostenko. Wtedy rozpoczął się projekt Shelter Implementation Plan [międzynarodowy plan z 1997 roku mający na celu zabezpieczenie Ukrycia – red.]. Ostatecznym celem była budowa Nowej Bezpiecznej Powłoki. Wszystko to trwało od 1998 roku. Długo, tyle lat…
To znaczy, na ile bezpieczne jest obecne Ukrycie? Mówi Pani, że zostało zaprojektowane na 30 lat, a minęło już 40 lat?
To stara betonowa konstrukcja, nad którą znajduje się łuk Nowej Bezpiecznej Powłoki. Sytuacja wygląda tak. Celem budowy Nowej Bezpiecznej Powłoki było rozebranie obiektu Ukrycie i usunięcie wszystkich znajdujących się tam wysokoaktywnych odpadów promieniotwórczych, mas zawierających paliwo, które powstały, gdy paliwo jądrowe stopiło się i połączyło ze zbrojeniem, betonem i tak dalej… Ta niebezpieczna masa znajduje się pod starym obiektem Ukrycie. Planowano, że obiekt zostanie rozebrany, a te wysokoaktywne masy zostaną składowane zgodnie z normami. Dlatego jest tam wentylacja, kontrola klimatu, szczelność. W starym obiekcie Ukrycie, na dachu — a byłam na tym dachu w 1998 roku — połączenia były zniszczone przez korozję. I oczywiście dostawały się tam opady, więc co roku wypompowywano wodę, ogromne ilości metrów sześciennych. I to już nie była woda. Opady dostawały się do środka, a wypompowywano już płynne odpady promieniotwórcze. Ponadto te stopione masy z czasem, pod wpływem opadów atmosferycznych i innych czynników, przekształciły się w pył. A ten pył jest bardzo niebezpieczny. Zawiera radionuklidy alfa-promieniotwórcze, które po przedostaniu się do płuc mogą prowadzić do nowotworów. Dlatego okresowo prowadzono prace regulaminowe i polewano to specjalnym roztworem. Obecnie znajduje się tam jednak 4,5 tony pyłu zawierającego uran, pluton i całą tablicę Mendelejewa, a okres rozpadu tych transuranowców wynosi 2,5–3 tysiące lat. To bardzo niebezpieczne.
A kiedy ten tani dron uderzył 14 lutego 2025 roku w dach, obiekt Ukrycie był zaprojektowany na trzęsienie ziemi o sile sześciu stopni w skali Richtera. Nie był projektowany pod kątem materiałów wybuchowych. Gdy dron uderzył, powstała dziura na wylot. Dach jest jak kanapka: blacha, potem membrana polimerowa, następnie izolacja i jeszcze jedna warstwa polimerowa. Przez ten dach krążyło ciepłe powietrze, żeby nie tworzył się kondensat z powodu różnicy temperatur na zewnątrz i w środku. Tak było zresztą w starym obiekcie Ukrycie. A teraz, kiedy wybuchł pożar, okazało się, że tlenie rozprzestrzeniło się po membranie. Dlatego wykonano jeszcze 200 otworów, aby ugasić ogień. Zalano to wszystko wodą. I ja, jako inżynier, miałam pytanie: czy konstrukcja wytrzyma taką ilość wody? Największa dziura ma 15 metrów kwadratowych. I jeszcze 200 mniejszych otworów. Co więc zrobiła Czarnobylska Elektrownia Jądrowa? Zamknięto to blachą. To rozwiązanie tymczasowe. Miało to miejsce w październiku–listopadzie 2025 roku. Ale aby rozebrać te niestabilne konstrukcje, tak by się nie zawaliły, trzeba przywrócić ich funkcje. Koszt tego oszacowano na 500 milionów euro. Projektantami będą konsorcjum NOVARKA i jeszcze jakieś inne podmioty… Ponad 40 państw przekazało pieniądze na ten projekt. Łącznie z Shelter Implementation Plan i budową było to ponad 2 miliardy euro. Uczestniczyło 25 państw, dostarczały i projektowały sprzęt oraz materiały. Turcja, nawiasem mówiąc, produkowała metalowe płyty na dach. Dużo. I ten tani dron uszkodził te wysiłki, ten wyjątkowy obiekt wart 1 miliard 600 milionów euro. Przez tyle lat wszyscy wkładali w to wysiłek…
Jakie są teraz zagrożenia?
Jeśli chodzi o tło promieniowania, nie było żadnych emisji. Ale rakiety i bezzałogowe statki powietrzne każdej nocy latają nad strefą. Jeśli jakaś rakieta spadnie i wybuchnie w pobliżu, oddziaływanie będzie takie jak trzęsienie ziemi o większej sile niż ta, na którą projektowano obiekt Ukrycie. A to grozi zawaleniem się i zniszczeniem starego Ukrycia.
Do czego jeszcze może to doprowadzić?
W takim przypadku, po pierwsze, mam nadzieję, że Nowa Bezpieczna Powłoka to wytrzyma, ale personel będzie musiał pracować w bardzo wysokich polach promieniowania. Tego nie można tak zostawić, trzeba to rozebrać. A jeśli był plan, jak to rozebrać i jak to składować, to kiedy wszystko się zawali, nie wyobrażam sobie, jak personel będzie to robił…
Rosja faktycznie wykorzystuje obiekty jądrowe jako środek nacisku?..
Zdecydowanie. I celowo w to trafili. Celowo. Ponieważ Rosja nie potrafi niczego stworzyć, ona tylko wszystko niszczy.
Czyli rozumiem, że realistyczne mogą być scenariusze prowokacji, sabotażu na terenie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej?
Mogą. Może też dojść do trafienia rakietą. Gdyby na przykład ten dron trafił w drugi koniec tego łuku, tam, nad obiektem Ukrycie, konsekwencje byłyby gorsze. A teraz trafił tam, gdzie jest dźwig, po drugiej stronie. Dlatego tak, po Rosji można się spodziewać wszystkiego.
Zaporoska Elektrownia Jądrowa jest przecież okupowana?..
Tam jest baza wojskowa. Oddzielna jednostka Enerhoatomu stacjonuje obecnie w Chmielnickiej Elektrowni Jądrowej. A ludzie, którzy tam zostali, obywatele Ukrainy, którzy podpisali umowy i byli zmuszeni do przyjęcia rosyjskich paszportów… Cóż, taka jest sytuacja. Nie ma tam kontroli, niczego nie ma. Co więcej, jest to baza wojskowa, gdzie pijani rosyjscy żołnierze strzelają z automatów z okien na terenie elektrowni, poruszają się tam, gdzie znajduje się blokowa nastawnia reaktora. To było niedawno. Wystrzeliwują też drony z terenu elektrowni w kierunku Nikopola i Marhańca. Ostrzeliwują przeciwległy brzeg z broni rakietowej i przeciwlotniczej, ustawiają ją obok terenu elektrowni. Nasi oczywiście nie strzelają, bo rozumieją…
Rosjanie celowo ostrzeliwują z tych miejsc, aby Ukraina nie odpowiedziała, bo rozumieją, że jeśli na przykład pocisk trafi w taką elektrownię jądrową, to będzie katastrofa, prawda?
Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) już od roku przeprowadza rotację przez tymczasowo okupowane terytorium. A nasi, Ukraina, po cichu to „przełknęli”. A to naruszenie suwerenności. Po drugie, dwa ostatnie komunikaty MAEA są w ogóle nieinformacyjne. Nie wiadomo, co dzieje się w Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej. Mówi się tylko o utracie zewnętrznego zasilania, bo dwa razy w ciągu ostatniego tygodnia zdarzyło się, że linia rezerwowa nie działała. Główna linia o napięciu 750 kV, która jest połączona z ukraińskim systemem energetycznym, została uszkodzona przez Rosjan. Oznacza to, że planują oni podłączyć ją do rosyjskiego systemu energetycznego, tak jak miało to miejsce już we wrześniu 2025 roku, kiedy przez miesiąc Zaporoska Elektrownia Jądrowa działała na generatorach dieslowskich. Prowadzili prace, ale nasi chłopcy trafili w ich transformatory na nowej linii, którą zbudowała Rosja, i zmusili ich do przywrócenia linii 750 kV do ukraińskiej sieci energetycznej. To sprawa zasadnicza, ponieważ jeśli ją podłączą, będą tym grać… I nie można pozwolić, aby Rosjanie doprowadzili choćby jeden blok energetyczny Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej do minimalnie kontrolowanej mocy. Obecnie nie ma tam reakcji łańcuchowej, a niebezpieczne radionuklidy już się rozpadły. Ale minimalnie kontrolowana moc oznacza uruchomienie reakcji łańcuchowej. Wtedy powstają te niebezpieczne radionuklidy. Przy tym energia elektryczna nie jest wytwarzana. To już stan zagrożenia. I będą tym szantażować. Bo jeśli utracone zostanie zewnętrzne zasilanie i zawiodą generatory dieslowskie, będzie to najgorszy scenariusz. Rozpocznie się proces jak w Fukushimie.
Bez chłodzenia reaktora rozpocznie się stopienie rdzenia. Obecnie w stanie zimnego wyłączenia, jeśli na przykład wyobrazić sobie, że nic nie działa, woda nie krąży, potrzeba 24 dni. A jeśli przy minimalnie kontrolowanej mocy utracimy takie chłodzenie, wystarczy 8 godzin i rozpocznie się stopienie rdzenia.
Mówiliśmy teraz o Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej. A jeśli chodzi o Czarnobyl i kontrolę międzynarodową, jak działa MAEA, czy są jakieś realne instrumenty oddziaływania?
MAEA absolutnie ich nie ma. Oni są przecież obserwatorami. Wyobraża to sobie Pani? Obserwatorami… Rejestrują, piszą i to wszystko. Rosja jest członkiem Rady Gubernatorów MAEA. Żadnych ograniczeń praw i przywilejów Rosji za terroryzm. Istnieje Międzynarodowa konwencja o zwalczaniu aktów terroryzmu jądrowego, której inicjatorem była, nawiasem mówiąc, Rosja. Jest tam artykuł 2. Wszystko, co zrobiła na Ukrainie, podlega artykułowi 2: przestępstwa, terroryzm jądrowy. Nie wiadomo jednak, pod czyją jurysdykcją. W Hadze znajduje się Międzynarodowy Trybunał Karny, a ponadto istnieje jeszcze Trybunał ONZ. Mam nadzieję, że ta konwencja o terroryzmie jądrowym znajdzie się w jurysdykcji specjalnego trybunału, który jest obecnie tworzony. Tak więc w sprawie Czarnobyla MAEA jedynie rejestruje fakty. Rosja kontynuuje swoje działania. Sankcje w Europie? Żadnych wobec Rosatomu. Jedyni, którzy je wprowadzili, to Kanada, Ukraina, USA i Wielka Brytania. Są to zarówno sankcje osobiste, jak i sankcje wobec poszczególnych przedsiębiorstw Rosatomu. A w Rosatomie jest zrzeszonych ponad 450 przedsiębiorstw. I pod parasolem Rosatomu z powodzeniem importują chipy do rakiet. Rozwijają też projekty za granicą. 39 reaktorów na różnych etapach realizacji. A to oznacza trwałe cementowanie rosyjskich wpływów w tych państwach, w których budują. Bo chodzi o dostawy paliwa jądrowego. To na przykład Egipt, Bangladesz, Afryka. Tam nadal próbują. Nawiasem mówiąc, na Węgrzech — Paks II. To znaczy, Rosatom w ogóle nie ucierpiał. Żadnej kary. Co więcej, MAEA na terytorium Rosji finansuje z budżetu seminaria w Obninsku. To taki cynizm i kpina. Fizyczna ochrona materiałów jądrowych. W Rosji, w Obninsku. Finansowane są seminaria regionalne. Kiedyś pisałam i badałam te działania — że na terytorium Rosji odbywa się finansowanie ze środków MAEA. Nasi, Ukraina, próbowali zawiesić członkostwo, ale wtedy była jeszcze administracja Bidena i tego nie poparła. Chociaż taki precedens miał miejsce. W latach 70. Republice Południowej Afryki, która jako jedyna w Afryce eksploatuje elektrownię jądrową, zawieszono członkostwo w Radzie Gubernatorów MAEA z powodu apartheidu. Z powodów politycznych. A teraz brakuje woli politycznej. Wyobraża Pani to sobie?
Ale ogólnie, jeśli chodzi o stosunek świata do bezpieczeństwa jądrowego po tym, jak Rosja rozpoczęła pełnoskalową wojnę na Ukrainie, czy jakoś się on zmienił? Czy istnieje wsparcie dla Ukrainy?
Na przykład w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju ponownie zbierają pieniądze na odbudowę obiektów Ukrycia. Przeznaczono 35 milionów euro na dodatkowe badania i pewne wstępne prace projektowe. Po drugie, MAEA również dostarcza tam jakiś sprzęt. Inwestują w to różne państwa. To poza budżetem MAEA. Strefa została rozgrabiona. Wywieziono stamtąd unikatowe urządzenia, w tym wozy strażackie. Laboratorium zostało ograbione.
Kiedy to było, podczas okupacji?
Tak, tak. Na początku. Był tam jakiś spektrometr jądrowego rezonansu magnetycznego. Europa podarowała go za kilka milionów. To również wszystko wywieziono. Dlatego pomagają.
Co mogą teraz zrobić Ukraina i społeczność międzynarodowa, aby zminimalizować ryzyko?
Po pierwsze, państwa posiadające elektrownie jądrowe również muszą się zastanowić. Awaria w Czarnobylu stała się impulsem do stworzenia kilku konwencji międzynarodowych, których depozytariuszem jest MAEA. Dwie z nich zostały przyjęte już w 1986 roku. To właśnie awaria czarnobylska skłoniła światową społeczność jądrową do refleksji. Nad wczesnym powiadamianiem w przypadku awarii jądrowych i incydentów radiacyjnych. Pierwsza konwencja została przyjęta w 1986 roku. Druga to Konwencja o pomocy w przypadku awarii jądrowej lub zagrożenia radiologicznego. Następnie w 1994 roku przyjęto Konwencję bezpieczeństwa jądrowego oraz inne dokumenty. Trzeba zrewidować te normy. Oczywiste jest, że Rosja naruszyła wszystko. Jednak w tych specjalistycznych konwencjach nie ma… Cóż, nikomu nie przyszło do głowy, że możliwy jest atak zbrojny na taki obiekt. Oznacza to, że należy je zrewidować. Społeczność międzynarodowa musi zrewidować wszystkie te konwencje, aby istniały instrumenty karania sprawców naruszeń. Po drugie, Konwencja o ochronie fizycznej materiałów jądrowych i obiektów jądrowych. Trzeba przejść od ochrony fizycznej do rozumienia obrony i ochrony fizycznej. W tej konwencji istnieje pojęcie „zagrożenia projektowego dla elektrowni jądrowej”. Zagrożenie projektowe to dokumenty opracowywane na szczeblu państwowym na podstawie informacji wywiadowczych. Zostało ono opracowane na czas pokoju. Teraz jest inaczej. Obecnie należy rozpatrywać „zagrożenia pozaprojektowe” czyli atak zbrojny. Wówczas do państwowego systemu ochrony fizycznej wejdą inne podmioty. Na przykład Gwardia Narodowa chroni elektrownie jądrowe. A powinny to robić Siły Obronne Ukrainy, na przykład. Zagrożenie projektowe na Ukrainie zostało przyjęte w 2012 roku, za Janukowycza, nawiasem mówiąc. Przyjmowała je wówczas Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Po tym przy każdej elektrowni jądrowej znajdowały się środki obrony przeciwlotniczej. Samolotom cywilnym zakazano lotów nad tymi obszarami, a trasy wytyczano poza terytorium elektrowni jądrowych. Tak było w czasach pokoju. A teraz sytuacja jest inna.
Czyli wojna stwarza nowy rodzaj zagrożenia: zagrożenie jądrowe w czasie wojny. I tutaj trzeba to wszystko uwzględnić?
Ale nie widzę żadnych działań w tym kierunku. Pisałam już o tym. Również do Rady Ministrów. Rozumiem, że trudno jest zmienić Konwencję o ochronie fizycznej, ponieważ wymaga to konferencji dyplomatycznej, konsensusu i tak dalej. Ale Ukraina ma swoje własne przepisy. W tym czasie nie zaktualizowano nawet „zagrożenia projektowego”. Cóż powiedzieć…
Pani Olho, proszę na koniec opowiedzieć o głównych zagrożeniach dla Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w tym roku i w najbliższych latach. Pełnoskalowa wojna trwa już piąty rok.
Główne zagrożenia to trafienie rakiet w Nową Bezpieczną Powłokę albo w scentralizowane składowisko wypalonego paliwa jądrowego. Albo w składowisko, suche składowisko… Istnieje więc ryzyko trafienia rakietami lub dronami w obiekty jądrowe na terenie strefy.
I wtedy doprowadzi to, broń Boże, do katastrofy?
Nie będzie to katastrofa na skalę Czarnobyla. Ale będzie to poważna awaria radiacyjna. Możliwe, na przykład, że jeśli rakieta trafi w Nową Bezpieczną Powłokę tam, gdzie znajduje się stary obiekt Ukrycie, wydostanie się około czterech tysięcy pięciuset kilogramów radioaktywnego pyłu. A wtedy od kierunku wiatru będzie zależało, dokąd to wszystko poleci. Może wydostać się poza strefę. Będzie szczęście, jeśli w stronę Rosji.
Autorka — Switłana Miałyk








