Ai-generated image of Zelensky and Lukashenko

Ultimatum Zełenskiego: kronika wydarzeń

Pod koniec czerwca Białorusini przeżyli chyba najbardziej dramatyczny moment od początku wojny na Ukrainie. W 2022 roku dla wielu szokiem było to, że Alaksandr Łukaszenka udostępnił terytorium kraju do ataku na Ukrainę. Teraz Wołodymyr Zełenski postawił władzom Białorusi ultimatum: albo wyłączą znajdujące się na swoim terytorium rosyjskie retransmitery dla dronów, albo Ukraińcy zrobią to sami.

Jak Ukraińcy mieliby to zrobić, nie sprecyzowano, ale wyobraźnia Białorusinów podsuwała obrazy płonących rafinerii, zajęcia terytorium Białorusi przez ukraińską armię i ofiar wśród ludności cywilnej. Od Łukaszenki i jego oponentów oczekiwano, że powstrzymają możliwą katastrofę. Główni oponenci oświadczali, że Ukraina ma prawo odpowiedzieć współagresorowi; Łukaszenka zaczął szykować się do długiej podróży służbowej, a Rosja zadeklarowała gotowość obrony Białorusi tak jak własnego terytorium.

Przez cały tydzień uczestnicy tego ultimatum i wszystkie uwikłane strony wymieniali oświadczenia, groźby i noty dyplomatyczne, odbywali tajne i mniej tajne spotkania. Pod koniec tygodnia w tym słowiańskim trójkącie nie tylko propagandyści, ale i białoruskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przestali rozumieć, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.

W skrócie:

  • Zełenski oświadczył, że jeśli Łukaszenka dobrowolnie nie wyłączy rosyjskich retransmiterów na Białorusi, zrobi to Ukraina.
  • Eksperci i politycy poważnie dyskutowali o pełnoskalowym wciągnięciu Łukaszenki w wojnę w przypadku eskalacji na granicy białorusko-ukraińskiej.
  • Jak twierdzi Łukaszenka, do Mińska na negocjacje przyjechała pewna ukraińska delegacja. Na wszelki wypadek Białoruś retransmitery wyłączyła.
  • Później sam Łukaszenka poleciał na spotkanie z Putinem. Prawie trzy dni obradowali w Wałdaju; rezultatów tych rozmów na razie nie znamy.
  • Po spotkaniu z Putinem Łukaszenka poleciał do Chin.

Piątek, 19 czerwca. Początek ultimatum

Tego dnia prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że na terytorium Białorusi znajdują się retransmitery, które pomagają koordynować rosyjskie uderzenia na Ukrainę. Według niego cztery takie retransmitery znajdują się w obwodach homelskim i brzeskim. Jak powiedział Zełenski: „właśnie dzięki takiemu sprzętowi przeprowadzano ataki na obwody żytomierski, rówieński i wołyński, na infrastrukturę energetyczną, na kolej — na zwykłe miasta i wsie”. Ukraina dała władzom białoruskim tydzień na usunięcie tego sprzętu. W przeciwnym razie miał on zostać zniszczony przez siły ukraińskie.

Weekend, 20 i 21 czerwca. Cała odpowiedzialność spoczywa na Łukaszence, ale nikt nie wie, co robić

W kolejnych dniach Zełenski kilkakrotnie powtórzył groźbę dotyczącą retransmiterów. Oficjalny Mińsk milczał. Jedynie białoruska propaganda grała bohaterów, zapewniając, że żadnego ultimatum się nie przestraszy. O tym, czy rosyjskie retransmitery rzeczywiście znajdują się na terytorium Białorusi, wolała jednak nie wspominać.

W białoruskim społeczeństwie zawrzało na dobre: politycy, prawnicy i dziennikarze próbowali odpowiedzieć na pytania, czy Ukraina ma prawo uderzać w terytorium Białorusi i co należy zrobić w przypadku takiego ataku. Pojawiły się apele do wszystkich zainteresowanych stron, by nie dopuścić do pełnego zaangażowania Białorusi w wojnę.

Liderka białoruskich sił demokratycznych Swiatłana Cichanouska całą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację zrzuciła na Łukaszenkę, a Białorusinów wezwała, by „nie dali się wciągnąć w cudzą wojnę”. Nie sprecyzowała jednak, co konkretnie należałoby w tym celu zrobić.

Poniedziałek, 22 czerwca. Bruksela poparła prawo Ukrainy do samoobrony

Mińsk zajmował się obchodami Dnia Żałoby — rocznicy ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRR w 1941 roku. Główne uroczystości odbywały się w Brześciu. Łukaszenka się tam nie pojawił; w sprawie ultimatum Zełenskiego nadal milczał.

Komisja Europejska poparła prawo Ukrainy do samoobrony. W Brukseli podkreślono, że Białoruś wciąż pomaga Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie i pozostaje współsprawcą agresji Kremla. W przekładzie z języka dyplomacji oznaczało to jedno: ewentualny atak Ukrainy na rosyjskie obiekty wojskowe na terytorium Białorusi nie wywołałby w Unii Europejskiej zdziwienia.

Wtorek, 23 czerwca. Czy Łukaszenka zostawił Białorusinów?

Kiedy polityczna dyskusja w mediach społecznościowych i na antenie osiągnęła apogeum, Łukaszenka w końcu pojawił się publicznie. Podczas spotkania z premierem Białorusi Alaksandrem Turczynem zapowiedział rychłe spotkanie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem oraz bliżej nieokreśloną dłuższą podróż służbową. Dał tym samym do zrozumienia, że w dniu wygaśnięcia ultimatum nie będzie go w kraju. Ponadto przekazał mieszkańcom obwodu homelskiego, na którego terytorium zainstalowano dwa rosyjskie retransmitery, by się nie martwili i wierzyli, że państwo ma wystarczające zasoby, aby ochronić Homelszczyznę przed atakiem każdego agresora. Po tych słowach zaniepokoili się już nie tylko mieszkańcy obwodu homelskiego, ale całego kraju.

Środa, 24 czerwca. Retransmitery zostały wyłączone

W ciągu doby Białorusini jakoś oswoili się z myślą, że Łukaszenka opuścił ich w najbardziej odpowiedzialnym momencie. Dla opinii publicznej jego miejsce pobytu pozostawało nieznane, podobnie jak kierunek, w którym się udał. Za to wieczorem z Ukrainy przyszła dobra wiadomość. Wołodymyr Zełenski oświadczył, że Kijów odnotował wyłączenie białoruskich retransmiterów; od 22 czerwca sprzęt nie wykazywał oznak aktywności.

Nie wiem jeszcze, szczerze mówiąc, czy je zdemontowano. Ale nad tym pracujemy. Bardzo uważnie monitoruję sytuację, otrzymuję codzienne raporty. Faktem jest, że retransmitery na dziś nie działają.

Wydawało się, że można odetchnąć z ulgą, ponieważ powód ultimatum zniknął i żadne ataki na terytorium Białorusi nie są przewidywane.

Tyle że o ataku Ukrainy na Białoruś zaczęła mówić Rosja, obiecując bronić terytorium tego kraju jak własnego, ponieważ tak przewiduje Traktat o Państwie Związkowym.

Czwartek, 25 czerwca. Tajemnicze spotkanie z przedstawicielami Zełenskiego

Nagle w Mińsku odnalazł się Alaksandr Łukaszenka, który — jak się okazało — wcale z Białorusi nie wyjeżdżał. W Pałacu Niepodległości przyjmował gości zjeżdżających się na Forum Regionów Białorusi i Rosji: przewodniczącą Rady Federacji Walentynę Matwijenko oraz rosyjskich gubernatorów. Na jednym ze spotkań Łukaszenka wytknął ambasadorowi Rosji na Białorusi Borysowi Gryzłowowi, że ten rzekomo próbuje wciągnąć Białoruś w wojnę. Opowiedział też, że niedawno dokładnie w tym miejscu, w którym teraz zasiada rosyjska delegacja, siedzieli przedstawiciele Wołodymyra Zełenskiego, których zapewniał, że Białorusini nie będą walczyć z Ukraińcami. Strona ukraińska dotąd nie skomentowała faktu tego spotkania.

Tego dnia Białoruś w zasadzie demonstrowała Ukraińcom całe swoje pokojowe nastawienie, na jakie ją stać. Podjęto decyzję o uproszczeniu przekraczania kilku przejść granicznych, aby Ukraińcy mogli przyjeżdżać na Białoruś i zbierać tam grzyby oraz jagody. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Białorusi wręczyło nawet przedstawicielowi ambasady Ukrainy odpowiednią notę dotyczącą zbioru dziko rosnących grzybów i jagód. Aby ostatecznie podkreślić wagę tej inicjatywy, Łukaszenka osobiście zaprosił Ukraińców na Białoruś „po grzyby i jagody”. Ogłoszono to w obecności rosyjskiego ambasadora Gryzłowa, któremu — sądząc po nagraniu wideo ze spotkania — pomysł ten nie przypadł do gustu. Najpewniej Rosja ma własne plany wobec poleskich bagien, a ukraińscy zbieracze jagód i grzybiarze się w nie nie wpisują. Pomysłu Łukaszenki nie doceniła również ukraińska służba graniczna, ostrzegając obywateli, że północna granica to jednak niezbyt bezpieczne miejsce i żadne „dziko rosnące owoce i grzyby” nie są warte wizyty na Białorusi.

Pod wieczór stało się ostatecznie jasne, że w geopolitycznych szpagatach Mińska przestali się orientować nie tylko obywatele i propagandyści, ale także Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Nieco wcześniej na posiedzeniu Stałej Rady OBWE wystąpił stały przedstawiciel Białorusi przy tej organizacji Andriej Dapkiunas. Komentując ultimatum Zełenskiego, nie przebierał w słowach: nazwał Zełenskiego Jasiem Fasolą na cracku i wezwał sojuszników Ukrainy do „trzymania swoich kijowskich pupili pod kontrolą”. Pod wieczór tekst wystąpienia dyplomaty bez podania przyczyny usunięto ze stron internetowych państwowej agencji BELTA oraz gazety administracji Łukaszenki „SB. Belarus Segodnia”.

Sama Ukraina, ustami prezydenta Zełenskiego, oświadczyła, że Białoruś pod wpływem Rosji przygotowuje infrastrukturę, która może zostać wykorzystana do rozszerzenia wojny przeciwko Ukrainie. Chodzi przede wszystkim o drogi, magazyny amunicji i paliwa. Według Zełenskiego Kijów przekazał już Mińskowi niezbędne sygnały i wezwał władze białoruskie do zaprzestania działań, które „sprzyjają przedłużaniu i rozszerzaniu wojny”.

Piątek, 26 czerwca. Łukaszenka w końcu wyleciał na spotkanie z Putinem

Poranek rozpoczął się od doniesień ukraińskich kanałów monitorujących, że podczas nocnego ataku z terytorium Białorusi wlatywały rosyjskie drony. Informacja ta nie wyszła jednak poza kanały na Telegramie, więc nie wpłynęła na wznowienie ultimatum.

Rosja zdołała jednak dodatkowo docisnąć Białoruś w sprawie wniosku o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w związku z atakiem na autobus z białoruskimi dziećmi w obwodzie briańskim. Być może białoruskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych było gotowe nieco wyciszyć tę sprawę, ale po słowach pełniącej obowiązki stałej przedstawicielki Federacji Rosyjskiej przy ONZ Anny Jewstigniejewej, że Rosja poparła wniosek, nie było już jak się wycofać. Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa wyznaczono na 29 czerwca.

W piątek Łukaszenka jednak wyleciał na spotkanie z Putinem do rezydencji prezydenta Rosji w Wałdaju. Tuż przed godziną dwudziestą trzecią służba prasowa Łukaszenki poinformowała, że spotkanie, które rozpoczęło się o osiemnastej, wciąż trwa.

Tego dnia Ukraina próbowała uspokoić białoruską opinię publiczną. Ambasador do zadań specjalnych MSZ Ukrainy, odpowiedzialny za kontakty z białoruskimi siłami demokratycznymi, Jarosław Czornohor, w wywiadzie dla DW powiedział, że wezwanie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego skierowane do Alaksandra Łukaszenki, by usunąć retransmitery dla rosyjskich dronów, nie było ultimatum.

Z prawnego punktu widzenia nie postawiliśmy Białorusi żadnego ultimatum. Po prostu żądanie, które prezydent ogłosił publicznie, zabrzmiało dość kategorycznie, dlatego media wszędzie piszą o „ultimatum”.

Odnosząc się dalej do możliwej eskalacji, dyplomata stwierdził: jeśli ktoś uważa, że w takiej sytuacji Ukraina wprowadzi swoje wojska na terytorium Białorusi, to bardzo się myli.

Nie potrzebujemy cudzego terytorium; musimy usunąć zagrożenie. Dlatego nasi żołnierze będą po ukraińskiej stronie granicy, a zagrożenie zostanie zniszczone i zlikwidowane w sposób, który dowództwo wojskowe uzna za właściwy — zdalnie.

Weekend, 27 i 28 czerwca. Trzy dni ciszy w Wałdaju

Łukaszenka i Putin kontynuowali rozmowy w Wałdaju. Tyle że wspólnych zdjęć i nagrań wideo z tych spotkań tak i nie opublikowano. Wyniki rozmów w niedzielę wieczorem przedstawił Władimir Putin. Zaznaczył, że „okrzyki” ze strony [Kijowa] nie wywołują u Łukaszenki żadnej paniki. Podchodzi on do tego bardzo spokojnie, zrównoważenie i rozważnie. Samo spotkanie Putin określił jako produktywne, zaznaczając, że do udziału zaproszono także premiera Rosji Michaiła Miszustina.

Putin poinformował również o nowej propozycji Ukrainy, aby ograniczyć działania zbrojne wyłącznie do Donbasu oraz obwodów chersońskiego i zaporoskiego. Prezydent Rosji nie sprecyzował wprawdzie, czy Łukaszenka miał związek z przekazaniem tej propozycji, ale od razu oświadczył, że Rosja na takie kroki nie pójdzie.

Ze strony białoruskiej nie pojawiły się żadne komentarze dotyczące spotkania z Putinem w Wałdaju. Sam Łukaszenka w niedzielę wieczorem wyleciał do Pekinu, gdzie — jak się okazało — miał zaplanowane rozmowy z przywódcą Chin Xi Jinpingiem.

Olga Siemaszko

Oficjalne źródła rosyjskie i białoruskie przytoczone w niniejszym tekście służą wyłącznie celom informacyjnym. Treści pochodzące z tych źródeł mogą stanowić dezinformację lub propagandę.

Udostępnij w mediach społecznościowych